A teraz na pałkę wchodzi… czyli baseball w wersji polskiej

Napisane 19 czerwca, 2011 przez shla w Sporty Nieznane

Pałki łamią ponoć jak Jenna Jameson filmowe scenariusze. Ja świadkiem takiego wydarzenia nie byłem, choć na stadionie spędziłem ponad 90 minut, w ciągu których minęła tylko nieco ponad połowa „widowiska”. Widowiska w cudzysłowie, bo choć baseball nie jest dyscypliną bardzo zaawansowaną zasadowo, to oglądanie go na żywo – przynajmniej we Wrocławiu – jest jak randka z mającą w głowie tic-taca dwudziestolatką – męczące.

Klub Sportowy Baseball Wrocław

Na stadionie przy Niskich Łąkach – tym samym, na którym swe mecze rozgrywają zawodnicy Kosynierów Wrocław rywalizujących w lidze lacrosse’a – może ze 30 osób. Mam nadzieję, że niska frekwencja była spowodowana ostrymi opadami deszczu, a nie wyciągnięciem przez kibiców wniosków z ostatnich spotkań KSB Wrocław, którzy starcie z Silesią Rybnik tym razem odpuścili z premedytacją…

Nie było ani hot-dogów, ani cheerleaderek jak na pojedynkach futbolu amerykańskiego. Był za to spiker obowiązkowo nakreślający nam pobieżnie zasady gry oraz komentujący boiskowe wydarzenia, no i była w końcu także i tablica z wynikami. Co prawda, aby z trybuny głównej ją ujrzeć wzrok trzeba by mieć sokoli, albo lornetkę w kieszeni nosić, ale świadczy to o tym, że organizatorzy meczu swymi pomysłami i konkurencyjne teamy futbolowy oraz lacrossowy o kilka długości wyprzedzili.

Nie zmienia to jednak faktu, że baseball we Wrocławiu (czy może także w całej Polsce?) w porównaniu do pozostałych niszowych dyscyplin, które w ostatnim czasie oglądałem, kuleje, choć KSB Wrocław istnieje mniej więcej od 2004 roku, a pierwszy mistrz Polski w tej dyscyplinie został wyłoniony… już w 1984 roku! Historia zatem spora, choć w kwestii marketingowej niewiele się od tamtej pory zmieniło. A może tak, z tą różnicą, że nie przekłada się to ani na zainteresowanie mediów, ani kibiców. Albo jestem w błędzie i trafiłem dziś na starcie z cyklu „pożal się Boże”…

Wrocławski baseball, foto: baseballwroclaw.pl

Gra sama w sobie jest dosyć prosta. Oczywiście wszystkich zasad w małym palcu po obejrzeniu jednego spotkania mieć nie możemy, lecz nie przeszkadza to w komfortowym odbieraniu tego, co dzieje się na murawie. Choć przyznać muszę, że porażająca cisza, jak podczas finału Rollanda Garrosa, spowodowała, że czułem się jak na kazaniu księdza Natanka ze strachu przed ujadającym telefonem, przełączyłem go na wibracje. I tak, oczywiście na nim usiadłem, a jak…

Wraz ze swym kompanem-szydercą, co to nad swą kondycją mocno ostatnio pracuje, dość jednogłośnie doszliśmy do wniosku, że zawodnicy obu zespołów nie trenują przesadnie dużo. A przynajmniej nie widać u nich efektów tytanicznej pracy nad wytrzymałością bądź też szybkością – niektórzy z nich kolejne bazy pokonywali w tempie zapału do pracy prostytutek albo kasjerek z Biedronki. Włoski strajk to przy nich finisz biegu na 200 metrów…

Wiem, że w Stanach Zjednoczonych baseball jest popularny jak Berlusconi we Włoszech. Wiem, że chodzą na niego rodziny z dziećmi, które nierzadko spędzają tam (ze względu na utrudniony szacunek ram czasowych, w jakich zamykałoby się jedno spotkanie…) kilka godzin świetnie się przy tym bawiąc. Wiem również, że baseball jest w naszym kraju reklamowany jako psychologiczny pojedynek miotacza z pałkarzem, z którego tylko jeden z nich – niczym w kultowych westernach – może wyjść zwycięsko. Niektórzy odnajdują w tym magię, inni nudę.

Warto na jeden chociażby mecz baseballa pójść z dwóch powodów. Po pierwsze, aby wyrobić sobie na jego temat własne zdanie, po drugie dlatego, że… jest za darmo.

Podobne Rzeczy:

  • Dziecko, które wstało z kolan
    Wchodzę na koronę stadionu. Trybuna w tumanach dymu z BBQ, kibice w koszulkach o przynajmniej dwa rozmiary za dużych, w...
  • Lacrosse – nadszedł czas na świeżość
    W Stanach oraz Kanadzie grają w niego głównie młodzi hokeiści, którzy w przerwie między sezonami tęsknią za legalnym mordobiciem i...
  • Nieufne Związki polskie
    Amerykanie na rozgrywki Ligi Światowej do Polski zjechali z rodzinami i dziećmi. Polacy na trzytygodniową eskapadę po obu Amerykach wybrać...
Share on Twitter
Share on Facebook

Dodaj komentarz

Przepisz wyrazy z obrazka (jeżeli jest nieczytelny można go przeładować)