Apologeta, Sir Alex Ferguson

Napisane 27 czerwca, 2011 przez matt w Piłka Nożna

Podczas, gdy Real Madryt i Manchester City zastanawiają się jakby tu kolejny raz solidnie przepłacić za jakąś gwiazdeczkę, Szkot siedzi w swym gabinecie i spokojnie popija ukochaną whiskey. Nie musi spełniać zachcianek rozkapryszonych prezesików, bo sam jest dla siebie panem i władcą. Kocha szukanie perełek, a nie gotowych towarów. Piłkarzy dobiera starannie, jak Hugh Hefner króliczki do swej rezydencji.

Jego decyzje i sposób działania – na pierwszy rzut oka – trudno ocenić racjonalnie. W chwilach, gdy ogłasza światu swój nowy nabytek, często wielu zastanawia się w ogóle kto to jest… Początkowe zdziwienie przeplata się z kpinami i szeregiem wątpliwości. Na próżno.

Alex Ferguson na tropie transferowych perełek

Fani Czerwonych Diabłów chcieliby, aby poczynania Sir Alexa na rynku transferowym były weryfikacją ich idealistycznych marzeń. Ferguson to bodaj najbardziej nieobliczalny menager na całym globie. Wyciąga piłkarzy znikąd po to, by stworzyć z nich graczy – mówiąc językiem Leo Benhakkera - international level. Oczywiście nie można stwierdzić, że ani razu nie popełnił bubla, bo takowe mu się zdarzały. Jednak nie są one w stanie swą skalą przerosnąć tak trafnych decyzji jak zakup Javiera Hernandeza, Chrisa Smallinga czy bliźniaków Da Silva. To dzięki takim ruchom, Szkot jest żywą legendą i symbolem potęgi United.

Lecz kij zawsze ma dwa końce. Jedni są zachwyceni, że z graczy anonimowych Ferguson tworzy przyszłościowy kręgosłup swego zespołu, ci bardziej marudni uważają, iż brakuje zwykle Manchesterowi transferów (albo chociaż jednego)  gwiazd formatu światowego. Ostatnią opinię podzielam tylko w minimalnej części. Nie znoszę, gdy dziennikarze podczas transferowych spekulacji wkładają do paszczy United tabun nowych gwiazdorów. Komentujący zachowują się tak, jakby nie dostrzegali potencjału jaki tkwi w obecnej drużynie z Old Trafford.

Megagwiazda przyda się jedna, ponieważ United nie potrzebuje gruntownej przebudowy, a jedynie odświeżenia szatni. Trzeba było pożegnać się ze starymi i dobrymi jak wino Garym Nevillem, Paulem Scholesem czy Edwinem Van der Sarem.  Niewykluczone, że do swych kompanów dołączy Ryan Giggs, którego życie prywatne nadaje się na nową serię „Zbuntowanego anioła”. Mam jednak nadzieję, że Walijczyk będzie w stanie jeszcze przez rok wspierać MU swym bezcennym doświadczeniem i wcale niemniejszymi umiejętnościami.

Przepłacony Alexis Sanchez

Ferguson nie lubi wydawać dużych kwot, a liczba pieniędzy nie jest dla niego wyznacznikiem umiejętności i klasy zawodnika. Szkot łamie światowe standardy.  Jego brak konformizmu wobec horrendalnych cen rządzących globalnym rynkiem piłkarskim jest znamienna. Sir Alex jest wierny swym ideałom, stroni od przepłacania i ściągania tuzów.

Fergusonowi dziwić się nie mogę, bo jak słyszę, że włoskie Udinese żąda za Alexisa Sancheza – bagatela – 35 milionów euro, to pytam się samego siebie, czy to jakiś żart? Świat stanął na głowie, bo przecież Sanchez ma przed sobą jeszcze daleką i wyboistą ścieżkę na sam szczyt – o ile kiedykolwiek tam trafi. Świeci, ale na razie tylko na własnym podwórku.

Pamiętam rok 2000, kiedy Real Madryt skusił grającego wtedy w Barcelonie Luisa Figo do przeprowadzki na Santiago Bernabeu. Katalończycy dostali wówczas za swego skrzydłowego 56 milionów dolarów, czyli tylko o trzy więcej niż proponuje dzisiaj Blaugrana za Sancheza. Ci, co nie mają klapek na oczach od razu okryją te oba fakty osobistą refleksją. Chilijczyk jest wciąż tylko materiałem na gwiazdora, a w dodatku gdy porównamy jego formę do tej Portugalczyka z pierwszych lat XXI wieku, to złapiemy się za głowę. Różnica olbrzymia. Oczywiście na korzyść Figo.

Nowy nabytek MU Ashley Young

Wątpliwe, by Sanchez na Old Traf ford trafił, bowiem apologetyka Fergusona zabroniła mu targować się do ostatniej kropli krwi. Tym bardziej, że Sir Alex parę dni temu zakontraktował niezwykle utalentowanego (na pewno niemniej niż Sanchez) zawodnika Aston Villa – Ashelya Younga.  Były zawodnik The Villans, począwszy od 2007 roku do dziś, jest drugim najlepiej asystującym  graczem Premier League. W ciągu czterech sezonów aż 78 razy był autorem kluczowych podań. W tej sferze musiał uznać wyższość jedynie Cesca Fabregasa. W swoim zespole był wiodącą postacią. W ostatnim roku, samemu drogę do bramki rywala znajdował siedmiokrotnie, co dało mu drugi wynik w drużynie. Young to zawodnik niezwykle perspektywiczny, który powoli zadomawia się w seniorskiej kadrze Synów Albionu. Kosztował „zaledwie” 17 milionów funtów, co dziś,  na piłkarskim rynku, jest ceną niewątpliwie niską.

Ferguson wie co robi i nie po raz pierwszy pokazał, że nazwiska cenione przez fachowców, i  najczęściej wklepywane w Google jako najbardziej pożądany cel transferowy, nie robią na nim żadnego wrażenia. Trudno ze Szkotem wchodzić w polemikę. Jestem przekonany, że wcześniej wspomniany Young, stanie się pod jego skrzydłami kluczowym zawodnikiem Czerwonych Diabłów.

Podobne Rzeczy:

  • Deja vu Lenczyka?
    Jest tak niewygodnym trenerem dla działaczy swego klubu, jak reprezentacja Niemiec dla polskich piłkarzy.  Nie lubi kompromisów ani buntu, a...
  • Ligi Mistrzów tort słodko-kwaśny
    Piłkarski torcik tegorocznego sezonu Ligi Mistrzów swą bazę już posiada, czas zacząć ozdabiać go ulubionymi przez kibiców futbolu owocowymi przebraniami....
  • Pobytować w Bytovii Bytów
    Marzy ci się Rio? Obierasz kierunek na Świebodzin i masz, co chciałeś. Nabrałeś smaka na pikantną pepperoni? Udajesz się za...
Share on Twitter
Share on Facebook

Dodaj komentarz

Przepisz wyrazy z obrazka (jeżeli jest nieczytelny można go przeładować)