Na temat powracającego do wielkiego finału po roku przerwy Turowa Zgorzelec będzie jeszcze okazja napisać, chociażby podczas zbliżających się starć finałowych z Asseco Prokomem. Teraz warto skupić się na tym, co w najważniejszym meczu długiego sezonu zawalili koszykarze z Sopotu. Bo choć serce roście, gdy ogląda się szalejących po parkiecie młodych Polaków, to momentami w kieszeni otwiera się scyzoryk.
Zwłaszcza wtedy, gdy dwóch najlepszych zawodników jednego zespołu próbuje ze sobą rywalizować. Bo choć seria spotkań Trefla z Turowem miała po trójmiejskiej stronie wielu bohaterów (Dylewicza, Kinnarda, Ceranicia), to siódmy mecz bezwzględnie należał do dwójki polskich obwodowych – Adama Waczyńskiego i Pawła Kikowskiego. Ci – niestety – zamiast ze sobą współpracować, w ostatniej kwarcie kilka razy ewidentnie wykazali się egoizmem. Waczyński trzymał Treflowi wynik w ostatniej ćwiartce, lecz to Kikowski „brał się” za oddawanie najważniejszych rzutów, które bynajmniej nie były decyzjami przemyślanymi, a tym bardziej optymalnymi dla zespołu.
W końcówce meczu miało miejsce także wskazujące zdarzenie, które może wiele mówić o wzajemnych kontaktach tych dwóch. Kikowski z Waczyńskim w kluczowym momencie absolutnie się ze sobą nie porozumieli. Biegnąc w kontrze”Kiko” podał koledze piłkę w plecy, a ta wypadła na aut… W tym momencie wiadomo już było, że Trefl tego spotkania już nie wygra.
Rywalizacja Kikowskiego z Waczyńskim trwa cały rok. Obaj grają na tych samych pozycjach (2,3), obaj mają podobne zalety, podobne wady. Waczyński jest młodszy, wyższy, bardziej perspektywiczny. Kikowski za to może pochwalić się niemałym przecież doświadczeniem (nawet euroligowym), a także sezonem, w którym był liderem klubu PLK. Umieszczenie ich w jednym zespole mogło wiązać się zatem z pewnym ryzykiem, lecz w Sopocie – i słusznie – je podjęto. „Kiko” i „Waczu” wymieniali się przez cały sezon w pierwszej piątce, dzielili minutami gry. Układ był prosty – który prezentuje się danego dnia lepiej, gra dłużej.
Nie trudno zgadnąć, że cierpiąca na absolutny deficyt rzucających obrońców reprezentacja Polski, będzie pomiędzy nimi wybierała. Bo w to, że obaj pojadą na wrześniowy EuroBasket na Litwę nie wierzę. Szkoleniowiec (które ciągle nie ma) będzie musiał wybierać, a decyzja nie będzie prosta. Szkoda, że obaj nieźle funkcjonujący przez cały sezon obok siebie, nie potrafili się zrozumieć w najważniejszym momencie. Zamiast połączyć siły (czytaj – robić wszystko, aby piłkę w rękach miał Waczyński) Kikowskiemu przypomniały się czasy świetności z okresu gry w Kotwicy Kołobrzeg i najzwyczajniej w świecie poniosła go ułańska fantazja, której przecież powinien się już wyzbyć.
Inne, nieco ciemniejsze wspomnienia, nawiedziły w siódmym meczu także innego gracza sopocian. Tego, który w sześciu pierwszych starciach z Turowem notował średnio ponad 16 punktów w każdym meczu, a w ćwierćfinale z Anwilem zdawał się być w formie wyższej, niż w finałach 2008 roku, gdy zdobył statuetkę MVP finałów. Filip Dylewicz, wiecznie młody i utalentowany, miał pokazać w Treflu swoją klasę. Zespół został zbudowany wokół niego, od początku podkreślano, że to on ma być jego liderem.
Przez 9/10 sezonu wywiązywał się z powierzonej roli doskonale. W najważniejszym momencie jednak – zupełnie tak, jak przewidywano przed laty, gdy w Prokomie nie pozwalano mu nigdy odgrywać roli ważniejszej, niż tylko pierwszego wchodzącego z ławki – zawalił. W siódmym meczu najlepszy zawodnik zespołu, lider zdobył jedynie 6 punktów, również przez popełnione faule, całkowicie przechodząc obok spotkania.
Pokazywał „Dylu” już w tym roku nie raz, że potrafi prowadzić swoją ekipę do zwycięstw w bitwach. Wojnę – chyba jednak z samym sobą – przegrał. Ponownie.
PS Trefl mimo nieporozumień Kikowskiego i Waczyńskiego w końcówce, fatalnej dyspozycji Dylewicza, absencji kontuzjowanego Gustasa, przestrzelonych aż 10 z 22 rzutów wolnych, oraz pozwoleniu Turowowi na zebranie aż 18 (!!!) piłek na atakowanej tablicy, przegrał siódmy mecz jedynie 10-ma punktami… Czy to zatem nie Trefl PRZEGRAŁ finał bardziej, niż Turów go WYGRAŁ…?
Podobne Rzeczy:
- Finał derbowy – deser wyjątkowy
Marzy mi się finał PLK z udziałem ekip trójmiejskich. To, że zamelduje się w nim Asseco Prokom jest więcej niż... - Po gwieździe na zespół
Choć sezon zasadniczy dobiegł końca i wiadomo już, które zespoły będą biły się o medale, w dalszym ciągu nie zostały... - Krzysztofa Szubargi marsz w miejscu
Reprezentant Polski Krzysztof Szubarga zadebiutował w barwach mistrza kraju z Gdyni dwa tygodnie temu w spotkaniu przeciwko AZS-owi Koszalin. Wrócił... - Ile kosztuje złoto?
Oprócz wyniku 88:79 dającego w wielkim finale PLK pomiędzy Asseco Prokomem a PGE Turowem prowadzenie w serii 1:0 obrońcom tytułu...
Otagowane jako: Adam Waczyński, ekstraklasa, Filip Dylewicz, Paweł Kikowski, PGE Turów Zgorzelec, PLK, TBL, Trefl Sopot



