Weekendowy pojedynek w stolicy Bawarii skłonił mnie ku przemyśleniom starym jak dąb Bartek. Czy lepiej być częścią zespołu kalibru mistrzowskiego, czy świecić blaskiem gwiazdy najjaśniejszej w drużynie słabszej, dajmy na to, środka tabeli? Czy lepiej zbierać tytuły mistrzowskie będąc podstawowym, lecz jednak ósmym, dziewiątym w zespole, czy może kolekcjonować nagrody za najlepszego piłkarza spotkania niższej rangi?
Oczywiście powyższy dylemat tyczy się wszystkich sportowców, nie tylko piłkarzy. Ba, tyczy się wszystkich ludzi – każdy z nas jest przecież na pewnym stanowisku w pewnej firmie i nie raz zadawał sobie pytanie czy zdecydowałby się na pracę za większe wynagrodzenie w lepszej i w bardziej szanowanej firmie, lecz na zdecydowanie niższym stanowisku. Krytykowany kilka lat temu za podpisanie kontraktu z Realem Madryt Jerzy Dudek powiedział, iż lepiej być wiceprezesem banku, niż właścicielem kiosku z gazetami. Wiemy już z jakiego założenia wychodzi polski bramkarz, ciekawe z jakiego wychodzą natomiast nasi polscy piłkarze, którzy są w drużynie lidera Bundesligi Borussi Dortmund.
Rewelacja niemieckiej ekstraklasy efektownym zwycięstwem nad Bayernem przypieczętowała detronizację Bawarczyków. Bayern ma już 17 punktów straty do Borussi i przy dyspozycji, jaką prezentuje ekipa Jurgena Kloppa, nie ma już szans na nawiązanie walki o mistrzostwo. Zawody zakończyły się oczywiście wynikiem 3:1 dla Borussi, a na murawie zameldowali się reprezentanci Polski. Robert Lewandowski oraz Łukasz Piszczek zagrali pełne 90 minut, Kuba Błaszczykowski zmienił w końcówce dortmundzkiego boga Lucasa Barriosa.
Polacy na boisku byli, to prawda. Na tym jednak ich aktywność się skończyła. Lewandowski standardowo na listę strzelców grając od pierwszej minuty się nie wpisał a Kuba gole strzela raz na dwa sezony. Zastanawiam się czy nasi piłkarze większej kariery by nie zrobili, czy swego talentu jeszcze szybciej by nie rozwinęli, gdyby mieli okazję grać w innej, zdecydowanie mniej konkurencyjnej drużynie, niż Borussia. Oczywiście w klubie z Dortmundu stawia się na młodzież i dlatego przede wszystkim właśnie tam przeszedł Robert Lewandowski, lecz nie da się ukryć, iż w Borussi troszczą się przede wszystkim o wychowanków szkoły spod sztandaru deutsche Machine.
Moim marzeniem jest zobaczyć hasającego na szpicy Lewandowskiego w barwach takich Schalke czy Wolfsburga, gdzie miałby okazję do regularnej gry po 90 minut, gdzie wymagałoby się od niego równie dużo (strzelania bramek po prostu), lecz cały zespół od jego gry byłby znacznie bardziej uzależniony. Podobnie rzecz się tyczy Kuby Błaszczykowskiego, który nieco się chyba już w zespole Żółtych dusi.
Gdy myślimy o przebojowym sukcesie Borussi mówimy Barrios, Kagawa, Gotze. Nie mówimy Lewandowski, Piszczek, Błaszczykowski. Z drugiej jednak strony, sukcesy Króla Artura z Bielefeldu, pokazują, że Polak masowo strzelający gole w Bundeslidze rzeczywiście może liczyć na sportowy awans (jak jego przejście do Herthy), tylko że wtedy istnieje ryzyko, że z wysokiego konia spadnie – tak jak to miało miejsce w przypadku Wichniarka.
Wychodzi jednak na to, że jeśli nasze dortmundzkie trio radzi sobie (bo żaden nich gwiazdą ekipy nie jest) w najlepszym obecnie klubie ligi niemieckiej, teoretycznie w każdym innym zespole też by sobie dało radę i nie ma w tej chwili niemieckiego konia, którego by nie dosiedli. Właśnie, tylko czy dawanie rady jest tym, o co im chodzi?
Otagowane jako: Bayern Monachium, Borussia Dortmund, Bundesliga, Kuba Błaszczykowski, Robert Lewandowski, Łukasz Piszczek



