Cóż…to wcale nie jest tak, że te – co to właściwie było – mistrzostwa „czegoś tam” w piłkę ręczną to jakaś straszna trauma dla brunetki.
Na początku głęboki oddech i o boże….piłka ręczna to jeden wielki zbiorowy gwałt, gdzie nie wiadomo, kto i co ci tak właściwie robi, bo nic nie widać.
Ponoć można stracić tutaj oko oraz uzyskać wstrząśnienie mózgu (dostawszy w twarz, pędzącą z prędkością ok. 120 km/h piłką z niewielkiej odległości). A grunt to się nie ruszać, bo jeśli się jest obiektem nieruchomym, to przeciwnik może zejść z boiska na całe 2 minuty (to przecież mgnienie oka, w tak krótkim czasie to nawet rzęsą się nie zatrzepocze odpowiednio powściągliwie, więc o co ten płacz?). Mój pierwszy mąż wytłumaczył mi te zawiłości – bo jak się taki pan rusza, to znaczy, że to wszystko to niechcący i nie ma kary. A kara 2 minut to całe wieki w sporcie, wszystko, ale to wszystko może się zmienić (tutaj występuje również odpowiedni gest czyniony rękoma, rozmazujący powietrze wokół męża).
Stoję w drzwiach łazienki i próbuję ogarnąć wzrokiem to, co się właśnie dzieje na ekranie. Insza inszość, że nie założyłam okularów:
- kochanie, kochanie – widziałaś to?!. Orbitując z emocji wykrzyczał N., szukając w moich oczach tego samego obłędu.
- ale co właściwie? Zapytałam bezmyślnie, frasując się bardziej tym czy nagrzała mi się już prostownica do 220 st. My brunetki mamy grubsze włosy od blondynek, i jak wytłumaczył mi pan fryzjer, 100 st. tutaj nie wyda. A ja się k…a męczyłam 3 lata przy 120 st. – co za lipa. I nie mogłam pojąć dlaczego nie umiem sobie poradzić ze swoimi włosami. I to dopiero jest trauma!
- no on tak świetnie podkręcił tę piłkę, kurcze, ale oni to potrafią kręcić tą piłką, kurcze, i taką bramkę strzelił! Widziałaś?
- tak skarbie, patrzyłam, ale nie widziałam – odparłam, wydając z siebie westchnienie i kręcąc oczami od lewa do prawa górą.
- ja wiem, że ciebie to nie interesuje, tak jak mnie, ale to było naprawdę coś niesamowitego!
Żeby sprawić mu przyjemność i udać owe zainteresowanie, zapytałam, mrużąc oczy:
- a jaki tam jest wynik? (w duchu myśląc – a jakie to ma znaczenie – dla ludzkości, ginących dzikich zwierząt, zatrutych rzek w Chinach??)
- coś – tam, coś – tam (nie pamiętam, ale czy to aż tak ważne?)
- ach, no to faktycznie, stresująca sytuacja.
Skończywszy (jestem wielką fanką imiesłowów przysłówkowych) układać sobie włosy i zasiadłszy na kanapie po lewicy N. z radością zapytałam:
- a co to za fajne żółte kotki na koszulkach mają ci Duńczycy? Ale to zabawne – takie duże chłopaki i z takimi kotkami biegają po boisku…
N. nawet nie mrugnął okiem na ten ważki wywód z mojej strony. Zobaczyłam tylko groźne pomarszczenie skóry nad brwiami, co miało mi dobitnie zasugerować skupienie na meczu, a nie na jakichś tam żółtych kotkach.
W miarę, jak się coraz bardziej przyglądałam tym wdzięcznym ubrankom sportowym, zauważyłam z nieopisaną frajdą, iż te kotki, to te same, co na moich ulubionych jogurtowych żelkach Katjesach, które zawsze przywoziliśmy ze wszystkich zagranicznych stacji benzynowych. Żelki są pyszne, owocowe i nie mają tłuszczu, co większość kobiet cieszy, ale nie mnie. Jako farbowana blondynka, próbuję zarobić na większy tyłek i biust…
Zawiesiwszy wzrok na N., który patrzył się ekran jak zahipnotyzowany, pomyślałam sobie, że w zasadzie to biedni ci nasi mężczyźni w krajach względnego spokoju i dobrobytu. Kiedyś mogli pożytkować energię, polując na mamuty, a teraz, co im zostało? Wojen w Europie ci brak, nie ma o co walczyć, a kobiety oddają się bez wielkiego wysiłku z ich strony. A na te dietetyczne żelki, jakoś są w stanie sobie same zarobić. Mamut nam nie jest potrzebny.
Z braku-laku biegają chłopaki za piłką. Są wielcy i żylaści. Tacy wręcz zwierzęcy. I tutaj pozwolę sobie zacytować samą siebie, w tej atawistycznej nucie:
„To, co pociąga kobiety w mężczyznach, nie ma nic wspólnego z wyglądem zewnętrznym”, co do tego nie mam wątpliwości, chociaż na ekranie TV biegają „wojownicy”. To siła. Każdy rodzaj siły. Jej „Siedliskiem” może być głowa, pięść, k….s, kieszeń. W tym wypadku to siła fizyczna, dlatego tak bardzo posmutniałam, kiedy Sławomir Szmal, po przegranym meczu z Danią, użył fonii w wywiadzie telewizyjnym. Czar prysł.



