CudaWianki Asseco Prokomu

Napisane 18 lutego, 2011 przez shla w Koszykówka & Polska

Od kilku już lat wmawiają mi, że w tym klubie pracują naprawdę tęgie głowy. Że ich strategie marketingowe, sportowe czy nawet szkolenia są na najwyższym europejskim poziomie. Mówiono mi, że jak pragnę poczuć nieco zachodniego powiewu „normalności”, zobaczyć jak to rzeczywiście sprawy się mają w takiej Francji, Włoszech czy Hiszpanii, muszę jechać do Gdyni – tam jest przecież identycznie. A nawet lepiej. Ha, dobre sobie.

39 – tylu zawodników zgłosiły w tym sezonie do rozgrywek w Tauron Basket Lidze tęgie głowy Asseco Prokomu. Po jaką cholerę – nie mam pojęcia. I to nie tak, że próbuję i nie mogę nic wymyśleć – po prostu – nie mam zielonego pojęcia.

O wątpliwym profesjonalizmie najbogatszego koszykarskiego klubu w Polsce mieliśmy już okazję usłyszeć przed startem tego sezonu. Asseco Prokom, który po raz pierwszy w swojej historii miał zamiar przystąpić do rywalizacji na całego w trzech zupełnie odmiennych ligach (polskiej TBL, Eurolidze oraz Zjednoczonej Lidze VTB) doszedł do wniosku, że aby być w staniej w każdej z nich odnieść sukces – cokolwiek by to znaczyło – w składzie potrzeba więcej niż 12-14 koszykarzy, jak to ma miejsce we wszystkich pozostałych, rywalizujących na podobnych frontach koszykarskich klubach Europy, czy świata.

A więc Prokom podpisał kontrakty z grającymi prawie, że na boisku znajdującym się nieopodal siedziby klubu zawodnikami, co to albo swymi myślami dawno już na Wyspach Bahama z browarem w ręku byli, albo planowali kolejny niesmaczny, rozbierany, tani skandal, albo po prostu w koszykówkę na najwyższym poziomie nigdy grać nie potrafili – Prokom wszystkim wyświadczył przysługę i podpisał ich wszystkich. Było go na nich stać, a i oni wiedząc, że w Gdyni nikłe szanse na zmęczenie mają czy odniesienie kontuzji (przynajmniej związane z grą na parkiecie), bez chwili zastanowienia złożyli podpis pod roczną umową. A co, wy byście się nie zdecydowali? Za 15 tysięcy złotych miesięcznie?!

Tak więc z pierwszym dniem rozgrywek skład Prokomu liczył sobie 21 zawodników. Przypomnę tylko, że klub ten rywalizuje w lidze koszykarskiej, a nie futbolu amerykańskiego, czy w piłce nożnej. Oprócz tego miał także (paradoks) dwóch pierwszych trenerów – jeden „poważny”, który przy ławce zespołu stał tylko w meczach tzw. istotniejszych, drugi mniej poważny, co to jednak człowiekiem do rany przyłóż jest i świetnie się z nim pije piwo.

Bez zbędnego zanudzania – przez pierwsze miesiące w rotacji Prokomu było może z 12 zawodników – na parkiecie znaczące minuty zaliczało pewnie z 10. Oznaczało to tylko tyle, że podczas gdy oglądaliśmy koszykarzy mistrzów Polski zmagających się z przeciwnikami, druga zakontraktowana połowa składu tego klubu leżała do góry brzuchem czekając tylko na przelew. Bardzo mądrze wydane pieniądze. Do podobnego wniosku doszli również gdyńscy tęgogłowi – w końcu! – pomyślałem.

Zwolniono więc wcześniej zakontraktowanych graczy, w ich miejsce sprowadzając mniejszą liczbę zastępców, za to z wyższej, koszykarskiej próby. Skład zespołu zaczął w końcu przypominać zgraną dwunastkę, która trenując przez kilka tygodni rzeczywiście miała szansę na stworzenie ciekawego teamu, który w świetnym stylu ponownie sięgnie po mistrzostwo Polski.

Wszystko dobrze by się skończyło, kibice oraz dziennikarze o kuriozalnych, nietrafionych transferach oraz wyrzuconej w błoto kasie pewnie szybko by zapomnieli, gdyby nie lutowe okienko transferowe – obiekt pożądania tęgich głów menagementu Prokomu, który niczym przesiadujący przy internetowych pornolach grubas wcinający hamburgery oraz pijący Colę light (żeby nie przytyć) po prostu nie może się opanować.

Najzwyczajniej w świecie nie potrafi powstrzymać się od nałogowego mieszania w swoim tegorocznym składzie. Tuż przed zamknięciem ostatniego w tym roku okienka transferowego (tzn. do 17 lutego, do północy) Prokom nie wiedzieć po co, zgłosił do rozgrywek w Tauron Basket Lidze 11 nowych graczy z pierwszoligowych rezerw swojego zespołu, z których zdecydowana większość (a dokładnie ośmiu) nigdy w swoich życiu nie miała styczności z koszykarską ekstraklasą.

Po co te zabiegi? Biorąc pod uwagę fakt, że nic mnie już w tym klubie nie zaskoczy (a przynajmniej nie wtedy, gdy będzie w nim pracował wszechwiedzący, nieomylny  szef wszystkich szefów – nawet Krzysztofa Jarzyny ze Szczecina – Tomas Pacesas) jestem w stanie uwierzyć w to, że mając w perspektywie mecze z teoretycznie słabszymi rywalami (początek marca – dwa spotkania z Kotwicą Kołobrzeg) Prokom wypuści na tygodniowe zgrupowanie swój podstawowy skład do gry w mało atrakcyjnych dla wyżej srających niż dupę mających „gwiazd” Prokomu pojedynkach desygnując rezerwy, czyli świeżo zgłoszony do TBL skład pierwszoligowego Asseco Prokomu II.

Ot, cała szopka. Takie rzeczy tylko w cyrku Asseco Prokomu.

PS Mam nadzieję, że o tym, jak na swoich transferowych innowacjach klub z Gdyni w tym sezonie wyszedł, wiecie.  Co, nic na ten temat nie słyszeliście? A no bo nie było o czym…

Podobne Rzeczy:

  • Śląsku przybywaj
    Dziwna w tym roku ta ekstraklasa. Niby jest dominator, na którego mecze przynajmniej teoretycznie powinny ściągać tłumy, niby stawka jest...
  • Krzysztofa Szubargi marsz w miejscu
    Reprezentant Polski Krzysztof Szubarga zadebiutował w barwach mistrza kraju z Gdyni dwa tygodnie temu w spotkaniu przeciwko AZS-owi Koszalin. Wrócił...
  • Szef niewolnikiem pracownika
    Krok w tył – tak najkrócej można określić sezon w wykonaniu, ciągle jeszcze pozostającej wizytówką naszego kraju, drużyny Asseco Prokomu...
  • Bojkot MVP
    Sezon PLK dobiega końca. Liderami po pierwszej rundzie będą albo Asseco Prokom Gdynia albo PGE Turów Zgorzelec. Jak co roku...
Share on Twitter
Share on Facebook

Dodaj komentarz

Przepisz wyrazy z obrazka (jeżeli jest nieczytelny można go przeładować)