Dwóch kolosów – jeden mniejszy od drugiego

Napisane 12 kwietnia, 2011 przez shla w Inne sporty

Mariusz Pudzianowski w majowej KSW 16 zmierzy się z Jamesem „Kolosem” Thompsonem. Promotorzy po raz kolejny przydzielili mu zatem wieloryba – gościa wielkiego obwodem karku, a nie umiejętnościami czysto sportowymi. Bo Thompson szczękę ma ze szkła – jak nie uderzysz, to i tak masz pewność, że pęknie.

Po skrzyżowaniu rękawic z Erickiem Butterbeanem, tego co to „nigdy tanio skóry nie sprzedaje” czeka wyzwanie. Thompson jak Pudzianowski – wielkie chłopisko. Tak jak Polak ma również niewielkie umiejętności, za to bezbłędną ekipę od PR. Przed walką snuje opowieści o tym, jak to malutki Mariuszek kilkakrotnie na twarz upadał i wizyt u lekarza pierwszego kontaktu unikał – stąd taki brzydki… Sztuczne to podgrzewanie atmosfery, ale powoli staje się nieodłączną częścią wydarzeń Konfrontacji Sztuk Walki.

Uważam, że pojedynek z „Kolosem” będzie dla Pudziana ostatnią szansą zaistnienia w tym sporcie. Jeśli Polak Anglika nie znokautuje, jeśli ponownie będzie dyszał jak ruski czołg i bił młotkowym jak 12–letnia dziewczynka, na dobre może chyba zapomnieć o jakimkolwiek zwojowaniu świata MMA. To wiadomo niby już od dawna, a przynajmniej od spektakularnej przegranej z Timem Silvią,  choć ja ciągle mam nadzieję, że komentujący w Polsacie pierwszą walkę Pudziana „Juras” Jurkowski (bądź co bądź specjalista) miał rację mówiąc, że ten ma jednak papiery na mistrza liczącej się na świecie federacji.

Pudzian oprócz zwycięstwa potrzebuje jednak także dobrego, ofensywnego stylu. Na razie bowiem lepiej od niego prezentuje się zwykle (na tzw. wejściu) jego młodszy brat – a to nie świadczy o najsilniejszym człowieku świata najlepiej. Kto widział młodego Pudziana, ten wie – chłop jest łysy, a zasuwa w ogrodniczkach. Przy wydobywaniu dźwięków ze swej paszczy buja się jak rasowy hip-hopowiec, lecz z repertuaru bliżej mu do Stachurskiego czy „Piaska”, niż  50centa. Chce uprawiać terror-rap, a wychodzi mu Take That.

Szansa na odwrócenie złej karty dla naczelnego koksa RP nadarza się rewelacyjna. Człowiek „szklanka” kruchy jest jak porcelana, choć wrażenie robi piekielne. Miny groźne jak u Witalija Kliczko, pierwsze natarcie na przeciwnika zawsze z najwyższej światowej klasy kończy się ciężkim nokautem, po którym wydaje się, że Anglikowi już tylko kwiatki przyjdzie od dołu wąchać.

Pady ma jednak dopracowane do perfekcji. A raczej „padania” – na twarz. Inaczej o „deski” nie zahacza. Zawsze frontem – jak typowy student wracający do domu po solidnie zakrapianej imprezie.

Zresztą zobaczcie sami. Chcąc dowiedzieć się czegoś o najbliższym przeciwniku Pudzianowskiego, o pomoc poprosiłem nie brata Google’a, a wujka YouTube’a. Oto, co mi podpowiedział. Gość pada jak najlepiej wytrenowany żołnierz po KAŻDYM ciosie!

A tu znokautował go „nawet” Butterbean…

Przeciwnik zatem śmieszny, chyba najsłabszy, z jakim przyszło się Pudzianowskiemu do tej pory mierzyć. Ale przyznacie sami, „napinkę” ma solidną… Uwielbiam takich.

Podobne Rzeczy:

Share on Twitter
Share on Facebook

Dodaj komentarz

Przepisz wyrazy z obrazka (jeżeli jest nieczytelny można go przeładować)