Wchodzę na koronę stadionu. Trybuna w tumanach dymu z BBQ, kibice w koszulkach o przynajmniej dwa rozmiary za dużych, w tle sączy się „czarna muza”. Siadam i przyglądam się tym ponad sześćdziesięciu chłopa szykującym się do boju o panowanie we Wrocławiu.
Już rozgrzewka była nadzwyczaj ciekawa, choć moje wrażenia pewnie przesadnie spotęgowane dlatego, że na pojedynku futbolu amerykańskiego byłem w Polsce po raz pierwszy. Kilka formacji, wszystkie pracują nad czymś zupełnie innym. Podczas, gdy jedni mają wolne, inni harują. Do meczu pozostało jeszcze dobrych kilkadziesiąt minut, lecz atmosferę pełnej gotowości można zauważyć nie tylko w sposobie przygotowań do derbów zawodników The Crew oraz Devils Wrocław, ale także kibiców obu teamów.
Kibiców, których było prawdopodobnie z trzy razy więcej niż się spodziewałem. Trudno mi oszacować ich liczbę, gdyż nie wiem ile pomieścić może trybuna główna Stadionu Olimpijskiego we Wrocławiu, lecz z trudem wcisnąłby tam szpilkę. To było drugie zaskoczenie, pierwsze – niestety – miało miejsce kilka minut wcześniej. Przy kasie. Bilet kosztował bowiem 20 złotych, co jak na mecz, w którym udział biorą pół-amatorzy (bo wielu zawodników obu zespołów trenuje futbol amerykański od niedawna – są oczywiście także zawodowcy w pełniejszym tego słowa znaczeniu) jest kwotą zbyt wysoką. Choć pewnie gdyby wejście było za darmo – paradoksalnie – przyszłoby mniej kibiców. Wiecie, gdy impreza darmowa, znaczy się nic specjalnego się tam dziać nie będzie, organizatorzy o fajerwerki się nie zatroszczyli – szkoda czasu.
Można na to popatrzeć jeszcze z innej strony – za 20 złotych dostajemy nie półtorej, a ponad 3 godziny rozrywki. Szkoda, że nie było biletów ulgowych, choć rozwiązanie kupna trzech wejściówek za 50 a nie 60 złotych jest jakąś promocją.
Co do czasu… Spotkanie choć niezwykle efektowne i emocjonujące, mnie dłużyło się w nieskończoność. Do tego przebiegli organizatorzy nauczeni przykładem urodzinowym (ileż razy zdarzyło wam się, że zapraszając gości na godzinę 20 ci u progu waszych drzwi stawiali się przed 21?) zapowiadali, że spotkanie rozpocznie się w południe. Tymczasem zamierzony poślizg trwał ponad pół godziny.
Muszę się przyznać – unikałem dotąd obecnego we Wrocławiu od kilku już lat futbolu amerykańskiego. Obawiałem się, iż nie rozumiejąc w pełni zasad tej dyscypliny, nie będę w stanie należycie jej chłonąć. Pozytywnie się zaskoczyłem, nie tylko po chwili samemu łącząc pewne boiskowe wydarzenia z własnymi interpretacjami, lecz także mając do pomocy dwóch aktywnie uczestniczących w całym widowisku spikerów. Jeden nieco w stylu Wujka Samo Zło płynął przed trybunami zagrzewając kibiców do dopingu (skutecznie), drugi z początkującą swadą dziennikarską komentował dla nas poszczególne akcje, podawał wynik, czas. Moje obawy szybko zostały rozwiane. Futbol to naprawdę bardzo prosty sport. Inaczej pewnie Amerykanie by w niego na taką skalę nie grali…
Tak jak podczas niedawnego spotkania lacrosse’a, i tym razem zabrakło mi pełnej kontroli nad tym co się dzieje. Na oddawanie moczu musiałem decydować się w ułamku sekundy – ze względu na brak zegara, nie miałem pojęcia za ile będzie przerwa, którą mógłbym należycie spożytkować. Nie wiem zatem czy następnym razem mam się na futbol wybrać ze stoperem czy może cewnikiem… Drugi problem dotyczy oczywiście wyniku. Spikerzy podają go za każdym razem, gdy któraś z ekip zdobędzie punkty. Gorzej, kiedy te padają w momencie, w którym akurat zajęty jesteś czynnością wymagającą skupienia, pewnej izolacji i użycia dwóch rąk. Wiadomo, że na tablicę „stadionową” organizatorów nie stać. Można by jednak pomyśleć nad podawaniem wyniku w wersji znanej z meczów tenisa stołowego – oczywiście w wersji maxi.
Od strony sportowej wszystko wygląda więcej niż obiecująco. Oczywiście tak jak przed meczem nie potrafiłem odpowiednio rzucić tej cholernej piłki, tak po jego zakończeniu umiejętności tej cudownie nie nabyłem. Ale „ponaparzać” się już z kimś ochoty nagle nabrałem. Bo przy oglądaniu futbolu amerykańskiego drugą (obok pobieżnego liźnięcia reguł) najważniejszą zasadą jest nauczenie się oderwania wzroku od rozgrywającego (quarterbacka) i skupienie się na tym co dzieję się tam, gdzie piłki nie ma. Nawet jeśli futbolówkę już ktoś złapie, nie zawsze on (często, ale nie zawsze) jest autorem najciekawszych zagrań. Wielką frajdę przynosi obserwowanie tych, którzy czyszczą mu pole. Nazwałem ich biletowymi, bo ich zadaniem jest kasowanie wszystkich i wszystkiego, co stoi na drodze zawodnika z piłką do przedostania się ku strefie przyłożenia.
Futbol amerykański choć rozwija się prężnie, w dalszym ciągu jest w naszym kraju traktowany jako sport niszowy. Znacznie mniej niszowy niż lacrosse, ale jednak. Obie dyscypliny są piekielnie efektowne, lecz futbol stoi na znacznie wyższym poziomie – co nie oznacza oczywiście, że możemy mieć choćby najmniejsze powody ku temu, aby rozgrywki PLFA (Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego) porównywać do ligi NFL – bo dzieli je różnica znacznie większa niż ta czysto geograficzna. Lecz w PLFA, a przynajmniej w obu drużynach wrocławskich, mamy zawodników, którzy o zawodową ligę w Stanach się ocierali – i to oni stanowią w głównej mierze o poziomie widowiska (są także, co może nawet ważniejsze zagraniczni trenerzy – brawo!). Polscy zawodnicy się uczą, polscy kibice się uczą. Zyskują wszyscy.
Futbol nie jest już u nas raczkującym dzieckiem w pieluszce, które robi pod siebie. W dalszym ciągu krzyczy, ale trudno się dziwić – potrzebuje, aby zwrócono na nie uwagę. Zaczęło chodzić i chociażby dlatego warto obserwować jego postępy.
PS Ten, kto derbów The Crew z Devils nie widział, albo w ogóle nie miał jeszcze okazji oglądać na żywo żadnego spotkania PLFA, może zaserwować sobie pigułkę, która przy okazji spokojnie mogłaby być ligową promocją. Wybaczcie, że filmik pokazuje tylko akcje zwycięzców – The Crew. Podesłano mi tylko taki link. W tych derbach jestem akurat bezstronny.
Podobne Rzeczy:
- A teraz na pałkę wchodzi… czyli baseball w wersji polskiej
Pałki łamią ponoć jak Jenna Jameson filmowe scenariusze. Ja świadkiem takiego wydarzenia nie byłem, choć na stadionie spędziłem ponad 90... - Lacrosse – nadszedł czas na świeżość
W Stanach oraz Kanadzie grają w niego głównie młodzi hokeiści, którzy w przerwie między sezonami tęsknią za legalnym mordobiciem i...








Byłem wczoraj na treningu chłopaków z The Crew i wszystko to bardzo fajnie wygląda, na mecz się będę musiał wybrać, jak tylko znajdę czas. A i specjalne podziękowania dla Kuby
Warto, myślę, że to będzie twój klimat:)
Ciekawy temat i dobry artykul. A propos zawodnikow amerykanskich to mialem okazje ich ogladac na stadionach gdy grali w barwach Northwestern (M. Philmore spotkalem ostatnio na Wrigley Field przy okazji meczu NU vs. Illini) i strasznie ciekaw jestem jak ich bede odbieral na polskich stadionach. Mysle, ze zobacze ich w VI Finale PLFA. Bedzie to moj pierwszy mecz futbolu w Polsce. Very exciting…
Ja też, jak dobrze pójdzie również się tam zamelduję, w końcu Bielawa nie jest tak daleko Wrocławia…
Zagraniczni zawodnicy obu teamów wyraźnie odstają, są głównymi motorami napędowymi obu klubów, ale dzięki nim Polacy zaczynają naprawdę łapać o co w tym wszystkim chodzi i sobie radzą. Naprawdę bardzo przyjemnie się to ogląda. Oczywiście proszę się, po oglądaniu meczów NFL czy NCAA, nie nastawiać na nie wiadomo co, ale myślę, że rozczarowany pan nie będzie:) Super, że i u nas w końcu grają w sport, którego finał w Stanach obejrzało ostatnio ponad 100 milionów ludzi…
Ja bym jeszcze dodał kilak słów o kibicowaniu. Też myślałem że na meczu będzie ze 100 osób. Okazało się, że było ich z 1,5 tysiąca, a doping nie był gorszy niż na 10 tysięcznym stadionie wypełnionym po brzegi. Przed nami siedziała grupka kibiców „przeciwnika” i tak jak nasi nagradzali brawami dobre zagrania Devils, tak oni odwdzięczali się tym samym The Crew.
Największa zaczepka skierowana do przeciwnika to „Idźcie do domu, przegracie idźcie do domu”.
Pomimo że jest to sport z kipiącą adrenaliną, na trybunach atmosfera jaką widzi się na filmach z amerykańskich stadionów: rodziny z dziećmi, piknik i świetna zabawa.
Po moim pierwszym meczu już wiem, że na przyszły sezon kupuję karnet