Nie ma na to szans. Nie po tym, jak wyglądała gala, na której współpracujący z UEFA PZPN miał zamiar oficjalnie ogłosić sprzedaż biletów na przyszłoroczne mistrzostwa Europy. Oczywiście ogłosił, lecz poszło jak przy porodzie trojaczków – no płakać się chciało.
Nie chce wychodzić na naczelnego pesymistę, negatywnie nastawionego Polaka, któremu zawsze się coś nie podoba, i który szuka dziury w całym, ale to, co się wydarzyło i osobników noszących różowe okulary powinno przynajmniej zaniepokoić. Czas, aby cieszyć się z samego faktu wybrania naszego kraju na współorganizatora tak wielkiej imprezy jaką są piłkarskie mistrzostwa Europy, minął. Chwile, gdy z optymizmem mogliśmy mówić, że turniej stanie się wielką szansą dla całego kraju, że Polska w końcu zacznie swe infrastrukturalne przebudową oraz rozwój już dawno powinny odejść do lamusa. Można było się tym podniecać, rozmyślać, żyć w nadziei może przez rok. Teraz jednak, gdy do turnieju zostało już tylko kilkanaście miesięcy, należy popatrzeć na to, czy Polska jest już gotowa (albo choćby tego bliska) nie tyle krytycznym okiem, co po prostu obiektywnie.
Jeśli wczorajsza gala miała to pokazać, to odpowiedź może być tylko jedna – nie jesteśmy i jeszcze długo nie będziemy. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, iż rzeczy martwe są z natury złośliwe, i w najmniej spodziewanym momencie lubią kopnąć cię z glana w same jaja. Oczywiście może zaciąć się mikrofon, przerwać kabel, trzeszczeć głośnik a nawet zawalić sufit. Ale żeby wszystko naraz?! Takie rzeczy, śmiem sądzić, to tylko w Polsce. I dziwicie się dlaczego w pewnych momentach, np. zagranicą, wstydzę się, że jestem z kraju nad Wisłą…?
Jeśli nie wiecie co się stało, spieszę z krótkim opisem. Oglądaliście już jeden z najlepszych filmów 2010 roku pt. „127 godzin”? Główny bohater zostaje uwięziony w wąskiej szczelinie na końcu świata, gdzie nikt, nigdy go nie znajdzie. Nie może się ruszyć, bo rękę przytrzaskuje mu potężny głaz. Wody i pożywienia ma na kilka dni. W dodatku nikt nie wie, że wybrał się na wyprawę akurat tam… Sytuacja patowa, pozostaje się pochlastać. Bohater wyszedł z podobnego założenia, z tą różnicą, że chlasnąć postanowił sobie „tylko” rękę. Tak w okolicach łokcia.
Prowadzący galę PZPN-u dziennikarz TVP Maciej Iwański był w położeniu równie beznadziejnym co ten bohater, z tą różnicą, że jego głaz przygniatał całego. Najpierw nie zadziałał mikrofon (z winy Iwańskiego), a prowadzący mówił do zgromadzonych gości, jakby ci znajdowali się teatrze pantomimy. Po kilku słowach wstępu przyszedł czas, na prezentację gości, którzy siedzieli za białą kurtyną. Miała się ona zwinąć w dwie sekundy. „Zwijała się” 10 minut. I to wyjątkowo niezgrabnie, bo przy pomocy pana w garniturze, który niczym napaleniec ściągający ze swej kochanki fikuśną bieliznę brutalnie ją zerwał – wraz z żabkami i karniszem.
Następnie głos zabrał Michel Platini. Mówi i mówi, a tu nagle zakłócenia. Kolejny zacny gość i kolejna kompromitacja, tym razem z ust „Rudego”. Zbigniew Boniek tak oto zareklamował nasze Euro kibicom z zagranicy: „Do Polski zawsze warto przyjeżdżać […] Kto lubi procenty świetnie się tutaj odnajdzie, w tym też jesteśmy bardzo dobrzy. Kto kocha inne uroki życia, też je u nas znajdzie” […] Przyszła kolej na Andrzeja Szarmacha, który zachęcał z kolei do jak najszybszego zgłaszania się po bilety na Euro, bo… już ich nie ma… Po pierwsze ciekawe jakim cudem, gdyż losowanie nawet się nie rozpoczęło, po drugie to co powiedział były piłkarz (tak, to nie jego wina…) było kompletnym zaprzeczeniem dyrektyw UEFA, która apelowała o spokój w rejestrowaniu się na oficjalnej stronie, gdyż strategia na „hurra” może obciążyć serwery, a poza tym kolejność zgłoszeń nie ma znaczenia.
Jedna sprawa to merytoryczne przygotowanie „znamienitych gości”, którzy swe przemówienia pisali na kolanie tuż przed swym występem (nie wystąpieniem), inna to problemy techniczne. Oczywiście prowadzący Iwański może sobie powtarzać i tysiąc razy, że na próbach wszystko przebiegało gładko i sprawnie. Wtedy, kiedy rzeczywiście miało tak przebiec, poszło do dupy.
Podczas Euro na nasz kraj skierowane będą światła jupiterów całego świata. Jeśli podczas jakichś prób i wówczas wszystko przebiegnie zgodnie z planem radzę próbować „do skutku”, aż w końcu coś padnie. Wtedy to naprawić i popróbować kolejnych kilkaset razy. Może wtedy uda się uniknąć kompromitacji. Bo nie dość, że prezesa mamy niewyjściowego, to jeszcze trenera prostaka.
Modlę się nie o wynik sportowy, bo o ten jestem spokojny (wszak wiadomo, że Polacy rozgrywają 3 mecze…), lecz o samą organizację. Pal sześć jak zaprezentują się nasi – ważne, aby nie szydził z nas świat. A ten oceniać będzie nie jedenastu chłopa w biało-czerwonych koszulach biegających po trawie, lecz przede wszystkim organizację Euro 2012.
PS Kompilację ze wszystkich kwiatków gali znajdziecie na filmiku poniżej (za sport.pl)
Podobne Rzeczy:
- Euro – małe piwko!
Wszędzie się pije – nie krył radości, po ogłoszeniu przez ministra sportu Adam Giersza informacji o zaawansowanych rozmowach odnośnie nowelizacji... - Czego boi się PZPN?
„Litar” stojący na czele Ogólnopolskiego Związku Stowarzyszenia Kibiców otrzymał od PZPN-u za oplucie rodziny na meczu reprezentacji grzywnę w wysokości... - Polska kadra piłkarska – kto ją jeszcze ogląda?
Mecz Polska – Norwegia. Jak zawsze spotykamy się u jednego z nas. Chipsy, paluszki, kanapki, a nawet nieco więcej –...




Na dokładkę:
http://www.sport.pl/sport/10,67450,9184034,Lato__nie_logowalem_sie_na_stronie_UEFA__Bilety_dostane.html
a jak komuś mało:
http://www.youtube.com/watch?v=7G2i_Q1HCPc (zaczyna się w 1:30)
http://www.youtube.com/watch?v=Rtn9bjVMNPg
http://www.youtube.com/watch?v=yAWegVifACQ