Finał derbowy – deser wyjątkowy

Napisane 12 kwietnia, 2011 przez shla w Koszykówka & Polska

Marzy mi się finał PLK z udziałem ekip trójmiejskich. To, że zamelduje się w nim Asseco Prokom jest więcej niż pewne, szanse na pierwszy, historyczny awans do pojedynków o złoto jego młodszego brata Trefla są mniejsze, choć wcale nie nierealne. Derby w wielkim finale? Lubię to!

Zanim jednak do tego dojdzie, sopocian czeka przeprawa po terenie górzystym, na którym panują zmienne warunki atmosferyczne, grasują wilki i rzezimieszki. Ze względu na przewagę parkietu w półfinale minimalnym faworytem w parze Turów – Trefl pozostają ci pierwsi. Z drugiej jednak strony coś mi mówi, że zgorzelczanie, choć mieli rewelacyjny sezon zasadniczy, to do finału po roku przerwy nie wrócą.

Trefl pokonał ich przecież już w tym sezonie trzykrotnie – dwa razy w lidze, raz w ćwierćfinale Pucharu Polski. Powiedzieć, że trener sopocian ma patent na obecną ekipę z przygranicznego miasta, to nieco za dużo (wszak play-offy rządzą się swoimi prawami), aczkolwiek coś w tym może być. Sopocianie powinni być bardziej wypoczęci, bo z włocławskim Anwilem grali intensywnie (dwie dogrywki w dwóch ostatnich meczach), lecz o jeden mecz od Turowa krócej.

Jako, że lubię odnosić się do historii, warto wspomnieć, że pod batutą Karlisa Muiznieksa Trefl przeszedł przecież w poprzednim roku Turów, ostatni mecz wygrywając właśnie na terenie przeciwnika. Doszedł do półfinału, lecz nie udało mu się przejść Prokomu, a i nawet brązowych medali nie zdobył. Teraz szansa pojawiła się niepowtarzalna, gdyż okazać się może, że nieudana seria Turowa z Basketem może źle wpłynąć na pewność siebie zgorzeleckiej ekipy.

Trefl jest natomiast w kompletnie innym nastroju – bo któremu zespołowi udało się ostatni raz dwukrotnie wygrać w we Włocławku z Anwilem w serii play-offów? A no Prokomowi w poprzednim roku, który jednak przez całą fazę posezonową przeszedł jak burza – bez choćby jednej porażki. Wcześniej przez lata nie udawało się to nikomu, a Włocławek był twierdzą prawie że nienaruszalną. Mimo tego Trefl sforsował fosę, dostał się do zamku, porwał księżniczkę i pomknął do domu rzucając za sobą pochodnię, od której ognia kujawsko-pomorskie królestwo spłonęło doszczętnie i w przyszłym roku będzie musiało nastawić się na kompletną odbudowę.

Trefl i Turów trochę mi siebie przypominają, przynajmniej pod względem charakterów. Za rewelacyjną atmosferę w zespole Jacka Winnickiego odpowiadają liderzy – Konrad Wysocki i Torey Thomas, w Treflu jest to sprawka Polaków, na czele Filipem Dylewiczem i Marcinem Stefańskim. Wystarczy zobaczyć jak cieszyli się sopocianie po szczęśliwym trafieniu Giedriusa Gustasa w czwartym meczu z Anwilem, aby uświadomić sobie, że w sopockiej szatni musi być naprawdę miło (na dzień kobiet drużyna sprezentowała „Stefanowi” kwiaty oraz tort czekoladowy, na którym napisane było „wszystkiego najlepszego Martina” – ależ było śmiechu).

Oczywiście fajnie by było zobaczyć w wielkim finale zespół z Dolnego Śląska (ach ten lokalny patriotyzm…), równie przyjemnie byłoby jednak dostawać komunikaty o kolejnych rekordach frekwencji na trybunach Ergo Areny. Bo jeśli Prokom trafiłby w finale na Trefla, to przekonany jestem, że w końcu doczekalibyśmy się pęknięcia 11 tysięcy fanów z Trójmiasta i okolic. Poza tym pamiętać należy o tym, jak wyrównane starcia toczyły obie ekipy w rundzie zasadniczej, no i jak desperacko Trefl będzie chciał pokonać obrońców tytułu – wszak od kiedy powstał, nie udało mu się to ani razu… W końcu mniej byśmy mieli podróży, co mogłoby pozytywnie wpłynąć na klasę sportowego widowiska, a kilkunastogodzinne przebywanie w trasie nie mogłoby być żadnym wytłumaczeniem.

Rewelacyjny ostatnio Filip Dylewicz miałby okazję do porachowania się z Tomasem Pacesasem i innymi kolegami z Gdyni, Marcin Stefański mógłby ponownie zmierzyć się z Qyntelem Woodsem, a Kazimierz Wierzbicki zawalczyć o kawałek klubowej historii również i dla siebie. Nie wyobrażam sobie w tym roku bardziej elektryzującego pojedynku finałowego niż Asseco Prokom – Trefl. Jeśli moje pobożne życzenie by się ziściło, tegoroczny sezon Tauron Basket Ligi uważałbym za wyśmienity.

Podobne Rzeczy:

  • Bitwa braci i duchy Dylewicza, czyli Trefl przegrał finał
    Na temat powracającego do wielkiego finału po roku przerwy Turowa Zgorzelec będzie jeszcze okazja napisać, chociażby podczas zbliżających się starć...
  • Ja nie VIP, a też typuję
    Dostałem dziś zabawny komunikat prasowy z oficjalnej strony PLK. Poinformowano mnie, że pojawiły się tam VIP-owskie typy rozpoczynających się dzisiaj...
  • Śląsku przybywaj
    Dziwna w tym roku ta ekstraklasa. Niby jest dominator, na którego mecze przynajmniej teoretycznie powinny ściągać tłumy, niby stawka jest...
  • Ile kosztuje złoto?
    Oprócz wyniku 88:79 dającego w wielkim finale PLK pomiędzy Asseco Prokomem a PGE Turowem prowadzenie w serii 1:0 obrońcom tytułu...
Share on Twitter
Share on Facebook

3 komentarzy do “Finał derbowy – deser wyjątkowy”

  1. Ania pisze:

    Więc, aby wilk był syty (lokalny patriotyzm) i owca cała (rekordy frekwencji) najlepiej by Trefl z Asecco bili się o brąz! Mało realne, ale pomarzyć dobra rzecz :)

  2. Kerim pisze:

    Go Memphis!! :)

Dodaj komentarz

Przepisz wyrazy z obrazka (jeżeli jest nieczytelny można go przeładować)