Jan pod ścianą

Napisane 3 marca, 2011 przez shla w Koszykówka & NBA

Wielomilionowy kontrakt z Reebokiem podpisał już zanim na parkietach NBA postawił pierwsze kroki. Zanim po raz pierwszy poczuł zapach krochmalu używanego w klubowej pralni Washington Wizards już zakładano mu na palce kolejne mistrzowskie pierścienie. Szybszy niż Derrick Rose, skoczniejszy niż Russel Westbrook, twardszy od Chrisa Paula, lepiej podający od Derona Williamsa – takich opinii nie brakowało. Pierwszy sezon Johna Walla w NBA jest jednak rozczarowujący.

Bo przecież spodziewaliśmy się eksplozji, jak w przypadku Blake’a Griffina. Tymczasem oprócz triple-double w swoim szóstym spotkaniu w NBA,  przy siedzącym w pierwszym rzędzie meczu z Rockets Magicu Johnsonie oraz tańców podczas przedmeczowej prezentacji, numer pierwszy draftu zawodzi. Zdecydowanie mniej niż np. numer drugi, czyli Evan Turner, lecz mimo wszystko gra zdecydowanie gorzej, niż się od niego wymaga.

Nie zrozumcie mnie źle – Wall to cholernie perspektywiczny zawodnik i z pewnością w przyszłości zamelduje się w niejednym Meczu Gwiazd. Uważam jednak, że popełnia jeden z najcięższych grzechów, jakie można popełnić przebywając na koszykarskim parkiecie. Wiecie już, że jednym z nich jest niechlujstwo (które akurat Walla się nie tyczy). Drugi zaś to bierność, w przypadku rozgrywającego Wizards rozumiana jako niewykorzystywanie swoich możliwość, czyli niejako marnowanie talentu. Jestem pewny, że w pewnym okresie jego kariery nastanie moment, w którym będzie ze swych predyspozycji wyciskał maksimum, lecz w tej chwili tego nie robi, co w bardzo dalekiej perspektywie może niestety obrócić się przeciwko niemu. Zamiast graczem genialnym będzie tylko wyśmienitym. Zamiast, dajmy na to Kobe Bryantem, pozostanie Ray’em Allenem. Wówczas trafi w końcu do Galerii Sław, ale czy będzie mógł powiedzieć, że został tak dobrym koszykarzem, jakim tylko mógł?

W tej chwili Wall stanowi zagrożenie TYLKO I WYŁĄCZNIE  w kontratakach. Nie tylko klasycznych, po niecelnym rzucie przeciwnika, lecz nawet wtedy, gdy jego zespół wybija piłkę spod własnego kosza a obrona wraca się na własną połowę niemrawo i ospale. Wall bazuje na piekielnej szybkości, bardzo długim kroku, świetnym koźle i przede wszystkim niesłychanej (naprawdę…) umiejętności kończenia akcji spod samego kosza w pełnym impecie obiema rękami. Jest gibki, zwrotny, bardzo dobrze wymusza faule. Nie boi się kontaktu, potrafi wziąć przeciwnika „na bark”.

To wszystko czyni z niego koszykarza, którego nie sposób nie lubić oglądać. Tylko, że spektakularnych akcji w meczu ma zwykle bardzo mało. Niektórzy powiedzą, że Wall poświęca się dla zespołu, że stara się być prawdziwym playmakerem, którego pierwszą myślą zawsze jest podanie, a nie zdobywanie punktów. Że poprzez swoje asysty próbuje na początku meczu uaktywnić kolegów, by Wizards mieli większe szanse na odniesienie zwycięstwa. Wszystko niby się zgadza, wszak w podobny sposób grają w tym roku np. wcześniej wspomnieni Williams oraz Paul, a nawet Steve Nash.

Różnica polega na tym, że ta trójka celowo oddaje inicjatywę reszcie zespołu, by w chwilach krytycznych wziąć sprawy w swoje ręce. Tego oczywiście trzeba uczyć się latami, żaden z nich z początku nie wyróżniał się takimi cechami przywódczymi jak obecnie. Powiecie, że dla Walla jest to przecież dopiero pierwszy rok wśród zawodowców, ma on dopiero 20 lat i jest nieopierzonym młokosem. Pewnie, że tak, tylko odnoszę wrażenie, że na starcie zawodowej kariery ma więcej do zaoferowania niż najlepsi rozgrywający ostatnich lat i że zbyt rzadko to pokazuje nie do końca wykorzystując. Dlaczego? Nie wiem.

Wielokrotnie rozmawiałem na ten temat ze swoim kolegą, który po terenach NBA porusza się lepiej niż niejeden polski żołnierz w okopach. Dochodzi on do wniosku, że Wall chce z Washingtonu uciec, że tak bardzo mu się tam nie podoba, iż jest w stanie grać na 90% swoich możliwości (które wciąż wystarczają mu na bycie w dziesiątce najlepszych asystujących ligi), aby tylko się stamtąd wyrwać. Problem w tym, że wiążą Wizards z nim ogromne nadzieje, a poza tym wiąże go również z tym zespołem długi kontrakt pierwszoroczniaka.

Wall nigdy nie dał po sobie poznać, że ze swojej sytuacji bytowej jest niezadowolony, mogą to być zatem bzdury. Jeśli natomiast rzeczywiście widziałby się w jakimś innym miejscu, w innej drużynie, lepszym mieście, no to jest pod ścianą.

Podobne Rzeczy:

  • Pokarało Andraya
    Od zawsze wydawało mi się, że NBA oraz wszystkie pozostałe zawodowe ligi w Stanach Zjednoczonych, do każdego, nawet na pierwszy...
  • Dlaczego Jimmer Fredette nie zrobi kariery w NBA
    Wielki szum zrobił się podczas „Marcowego Szaleństwa” wokół białego rozgrywającego zamkniętego w ciele rzucającego, który do kosza potrafi trafić wszystkim,...
  • Narodowa masturbacja
    Nie chciałem pisać o meczu Marcina Gortata z Los Angeles Lakers. Nie chciałem, bo wiedziałem, że ludzie po przejrzeniu nagłówków...
  • Ruchy sześć stóp pod ziemię
    O przejściu Carmelo Anthony’ego do Nowego Jorku oraz ewentualnych szansach bicia się przez Knicks o mistrzostwo już pisałem. Wczorajszej nocy...
Share on Twitter
Share on Facebook

Dodaj komentarz

Przepisz wyrazy z obrazka (jeżeli jest nieczytelny można go przeładować)