W Stanach oraz Kanadzie grają w niego głównie młodzi hokeiści, którzy w przerwie między sezonami tęsknią za legalnym mordobiciem i trzymaniem w dłoniach czegoś pokaźniejszych rozmiarów niż własny członek. W Polsce dyscyplina raczkuje, choć swych sił w niedawno powstałej lidze próbuje coraz więcej osób. Byłem, widziałem, i nie żałuję.
Jak dziś pamiętam swoją reakcję sprzed lat, gdy lacrosse’a po raz pierwszy na swe oczy widziałem w wersji amerykańskich „chuliganów” szkoły średniej. Skład mojej szkolnej drużyny od pierwszego do ostatniego miejsca zapełniony był przez korytarzowych hultajów, na każdym kroku starających się robić żarty ze wszystkiego i ze wszystkich. Słowem, lacrosse’a uprawiała szkolna śmietanka osiłków, która na co dzień nosiła koszulki na ramiączkach i czapki z daszkiem odwrócone na drugą stronę. Pomyślałem – muszą w to grać nie bez powodu…
Była to ta sama ekipa, która w sezonie sportów zimowych uprawiała hokej – nawet pozycje w obu dyscyplinach obierali zwykle takie same. Bo lacrosse spokojnie można uznać (obok oczywiście futbolu amerykańskiego, za którego uprawianie – gdybym urodził się w USA – z pewnością wziąłbym się na pierwszym miejscu) za MMA sportów zespołowych. Od zawodników wymaga końskiego zdrowia, nienagannego przygotowania fizycznego wszystkich graczy (nie to co w futbolu, w którym niektórzy zawodnicy formacji defensywnej jako przedmeczowego „dopalacza” serwują sobie trzy powiększone zestawy w McDonalds’ie…), a także szybkości, zwinności, zwrotności.
W lacrosse’a nawet w defensywie nie pogra sobie unikający fikołków jak zakonnica przedmszalnego seksu misiu wychodzący z założenia, że przecież zaraz może zostać zmieniony. Zanim się nie obejrzy „połknie” go napierający na bramkę pędziwiatr, w którego repertuarze ofensywnym znajdują się zwody żywcem wyciągnięte z koszykówki, piłki nożnej, futbolu amerykańskiego…
Uprawiana 10×10 trawiasta odmiana, której byłem świadkiem tak w USA, jak i ostatniego weekendu w Polsce, to ewidentnie rozrywka dla tych, którzy z satysfakcją i pewnego rodzaju dumą liczą pod prysznicem siniaki na ramionach, dotykają obitych kości miednicznych, opatrują pozdzierane kolana. W lacrossie nie ma miejsca dla lubujących się w żelowaniu wysublimowanych fryzur piłkarzy nożnych, zgrywających twardzieli, bo będących kilometr od przeciwnika, siatkarzy czy lubujących się w różowych polówkach golfistów, noszących obcisłe spodnie snookerzystów, mobilnych jak ciężarna słonica wysokich koszykarzy.
Polska Liga Lacrosse’a liczy sobie cztery teamy i swe rozgrywki rozpoczęła w październiku zeszłego roku. Właśnie dobiegł końca pierwszy sezon, a mistrzami na kolejkę przed końcem zostali zawodnicy z Poznania. To właśnie ich potyczkę z drugim w końcowej tabeli zespołem z Wrocławia miałem okazję obejrzeć. Oprawa meczu festynowa, organizacja amatorska – nie spodziewałem się oczywiście niczego innego, dlatego nie ma mowy o jakimkolwiek rozczarowaniu. Miłą niespodzianką było natomiast to, że wśród najwierniejszych fanów chłopców biegających po trawie z kijami, są piękne, młode kobiety. Jeśli zatem kogoś boiskowe wydarzenia nudziły, mógł lecieć do sklepu po pierścionek, szykować kolanko i recytować wykutą na pamięć formułkę.
Ja się nie nudziłem, bo gra – również dzięki zmianom przeprowadzanym w systemie hokejowym – jest piekielnie szybka. Praktycznie co druga akcja ofensywna stanowi realne podbramkowe zagrożenie. Gole już tak często nie padały (wyniki zwykle są wyższe od hokejowych), bo i zawodnicy jeszcze ewidentnie nie są tak wyszkoleni technicznie jak chociażby moi koledzy ze Stanów, którzy mieli przecież jedynie 17, 18 lat. Polakom z wiadomych względów brakuje jeszcze „obycia” z kijem, nie stosują wielu charakterystycznych dla tego sporty zwodów, lecz trudno się temu dziwić. Nasz siusiumajtek, gdy rodzicom uda się już skutecznie zepsuć mu komputer, wychodzi poza ściany swego bloku i zaczyna kopać piłkę, jeździć na rowerze, względnie rzucać do kosza. Młodziutcy Amerykanie ze swymi ojcami oczywiście rzucają piłką do baseballa, tą do koszykówki, futbolu amerykańskiego, lecz coraz częściej także i tą gumową – i to za pomocą kija.
Lacrosse jest w USA chyba jedyną (poprawcie mnie, jeśli się mylę) tak tłumnie i ochoczo uprawianą dyscypliną, która nie doczekała się jeszcze ligi zawodowej z prawdziwego zdarzenia. Choć gdy weźmiemy pod lupę prędkość jego rozwoju – który jest odwrotnie proporcjonalny do postępów polskiej piłkarskiej myśli szkoleniowej wydaje się to jedynie kwestią czasu.
Nie sądzę, aby poziom prezentowany przez polskie teamy drastycznie poszedł do góry – wszak potrzeba do tego lat oraz być może także – jak w przypadku futbolu amerykańskiego w kraju nad Wisłą – posiłków z mocarnego zachodu. W końcu przecież jak Amerykanin (niekoniecznie Murzyn…) POKAŻE, to gały same ze swych orbit wyskakują. Jestem jednak pewien, że zespołów rywalizujących w lidze, będzie przybywać z każdym rokiem.
Ja lacrosse’a w Polsce na żywo widziałem raz, a mimo tego go „kupiłem”. Ze wszystkimi irytującymi dodatkami, jak nieco małpie „pohukiwanie” mające na celu swoistą aprobatę – coś jak klepanie się po tyłkach koszykarzy i siatkarek… Nie wszystkim musi się podobać. Kupiłem pewnie też dlatego, że naprawdę warto odkrywać NOWE sportowe doznania artystyczne.
Gdy otrzymuję zaproszenie na piłkarski mecz polskiej ekstraklasy, jak grzyby po deszczu w odbycie wyrastają mi hemoroidy. Wolę już iść do kościoła, niż patrzeć jak banda przepłacanych ćwierćinteligentów zamiast piłki kopie się po piszczelach, a wszystkiemu przyglądają się wyładowujący swe życiowe frustracje na ogrodzeniach, krzesełkach i policjantach czteropasmowi DRESIARZE.
Zgniłym piłkarskim pomidorom dziękujemy. Nadszedł czas na świeżość.
PS A tak wygląda lacrosse w najlepszej dostępnej wersji – oto zajawka decydujących meczów NCAA z 2011 roku. „Nasi” jeszcze tak nie grają, ale myślę, że wielu i tak się spodoba.
Więcej zdjęć ze spotkań lacrosse można zobaczyć w galerii pani Marty.
Podobne Rzeczy:
- Nadszedł czas
Na każdego przychodzi pora. Oszukasz ojca, oszukasz matkę, oszukasz kochankę, lecz grawitacji (tak, drogie panie!) oraz czasu oszukać się nie... - A teraz na pałkę wchodzi… czyli baseball w wersji polskiej
Pałki łamią ponoć jak Jenna Jameson filmowe scenariusze. Ja świadkiem takiego wydarzenia nie byłem, choć na stadionie spędziłem ponad 90... - Dziecko, które wstało z kolan
Wchodzę na koronę stadionu. Trybuna w tumanach dymu z BBQ, kibice w koszulkach o przynajmniej dwa rozmiary za dużych, w... - NBA playoffs – to nie jest czas dla starych ludzi
Jeszcze kilka tygodni temu byli najgorętszym – nie tylko ze względu na klimat panujący w Teksasie – teamem w lidze,...






Organizacja meczu amatorska, bo nam się tak chciało.
Na pewno na tym nie stracimy, ew. mniej zyskamy.
Amatorska to jest piłka nożna w Polsce i nikt nie zwraca na to uwagi.
Niestety nie mogę się zgodzić. Organizacja to fundament, sól KAŻDEGO wydarzenia sportowego. W wersji amatorskiej sprawia, że przypadkowy kibic (taki jak ja) podświadomie zakłada również, że od strony czysto sportowej musi to być również amatorka. Piłka nożna stoi u nas na beznadziejnym poziomie, ale przez to, że jest podawana odpowiednio, ludzi ciągle daje się „oszukiwać”. Gdyby mecze lacrosse’a były od strony organizacyjnej miały ręce i nogi, to nie byłoby widać, że poziom jest jeszcze słaby. Pamiętaj, że w sporcie to co na boisku, trawie, parkiecie czy stadionie to tylko niewiele znacząca część całego widowiska – wydaje mi się, że jeśli ktoś ogląda sport w wersji na żywo, przede wszystkim patrzy na organizację… Radzę się przyłożyć następnym razem, bo można zyskać ZNACZNIE więcej niż wam się wydaje… POZDRO:)
Coś bzdury piszesz. Po mojemu pomyliłaś coś z czymś.
W sporcie fundamentem chyba jest jednak sport. Organizacja to tło – które na pewno rzutuje na reszcie – ale głównie w SPORCIE chodzi o SPORT.
Oczywiście zgadzam się z tym, że sposób w jaki zostaje podany wpływa na postrzeganie go, ale żadna tam sól czy coś tam. Marketing marketingiem, a lacorsse lacrossem. Choć rozumiem tok Twojego myślenia. Jednak jeszcze raz to powtórzę: nie ma sensu porównywać SPORTU – tego „z wysokiej półki” ze sportem dla samego sportu, hobby, pasją, sposobem spędzania czasu. Po cholerę wymagasz o tej bandy młodych i zafascynowanych nowym sportem ludzi, aby bawili się w PR’y i upiększenia i inne podobne bzdury zarezerwowane dla tych, którzy muszą się organizacja zasłaniać bo to co się dziej na boisku, korcie itd jest totalną kichą ? – daj się cieszyć tym, gówniarzom tym że mogą w czymś uczestniczyć, że mogą się spełniać i że w ogóle coś sami od siebie robią, a nie siedzą i piją.
Do tego co napisałem, wydaje mi się, że jakiekolwiek ocenianie „lacrosse’a w Polsce” na tym etapie na jakim się on znajduje niczego nie wnosi i jest bezpodstawne. „Fachowcom” od komentarzy proponuję – moją ulubioną – piłkę nożną- gdzie szerokim strumieniem leje się kasa i gdzie „organizacją” zajmuje się sztab ludzi, czego przykładem może być ostatni mecz Legii vs Lechem w Bydgoszczy.
Resumując – atmosfera i organizacja ostatniego meczu ligi lacrosse miała być piknikowa bo takie sobie zażyczyliśmy.
w takim razie „reasumując: zależy co chcecie osiągnąć – jeśli te mecze mają być tylko rozgrywką, frajdą, hobby, cieszeniem się młodych chłopców nową dyscypliną, to właśnie będziecie sobie „pogrywać” przy stu osobach ze spikerem nawołującym kolegów do walki… Jeśli jednak będziecie kiedyś chcieli uderzyć na głębsze wody i spróbować w odległej perspektywie konkurować z bardziej popularnymi dyscyplinami, to bez pro albo chociaż semi-pro organizacji nie macie szans. Bo czy tego sobie życzysz czy nie (a jestem pewien że tak), liczba kibiców na waszych meczach będzie na początku bardziej zależeć od sprawnej organizacji a nie ilości sportu w sporcie, o którym 95% rodaków nigdy nie słyszało, a na którym ty chcesz żebym się skupiał. sorry, brutalna prawda.
Lacrosse jest mega dyscypliną, i to właśnie przede wszystkim chciałem przekazać. Tylko, że w wersji takiej, w jakiej chcieliście ją rzekomo tego dnia przedstawić, to kojarzyła się z totalną amatorką (wiem, że wy nie profesjonaliści)- lekcją wf-u na dworze czy weekendowym spotkaniem kumpli na trawie przy ławkach – a wam chyba chodzi o coś innego – albo przynajmniej powinno chodzić, prawda?
W zamyśle chcecie być trochę wyżej niż amatorskie rozgrywki piłkarskie we Wrocku?.
Maćku, niestety muszę się zgodzić z shla. Organizacja ostatniego meczu była tragiczna, dużo poniżej poziomu jaki był na poprzednich rozgrywanych we Wrocławiu. Nie do końca to odczułeś bo byłeś „gówniarzem który cieszył się tym, że w tym uczestniczy”. Atmosfera piknikowa to jedno, profesjonalizm to coś innego. Był to najlepszy mecz pod względem sportowym jaki kibice mogli obejrzeć w tym sezonie. Niestety oprawa temu nie dorównała-osoba odpowiedzialna za „organizację” miała głowę zajętą czymś innym. Mea culpa, mea maxima culpa. W przyszłym sezonie wszystkim malkontentom pokażemy mecze z prooprawą a jednocześnie piknikowym charakterem.
Shla, gwarantuję Ci że przyszłoroczne spotkania będą stały pod kątem organizacyjnym na poziomie dużo wyższym. Sobotni mecz z Poznaniem nie był przez nas rozreklamowany (niestety byliśmy skrajnie zdemotywowani porażką w Warszawie) więc i organizacją się nie przejęliśmy-przyszli fani tego sportu i tej drużyny, więc dla nich liczyła się zawartość sportu w sporcie. Jasne, było też kilkanaścioro przypadkowych osób, dlatego też np. „wypyrdalaliśmy ziemniaki” w przerwie. Niestety skupieni byliśmy na innych kwestiach niż zapewnienie im show-czy to dobrze, czy źle? Źle, ale czasu nie cofniemy. Możemy tylko w przyszłości do tego nie dopuścić i moja w tym głowa by tak było.
Żeby było jasne – nie mam intencji krytykować, bo wiem na jakim stadium rozwoju jest lacrosse w Polsce. Cieszę się, że trafiłem na akurat najlepszy mecz pod względem sportowym, bo bardzo mi się podobało. Mój komentarz odnośnie organizacji miał na celu tylko i wyłącznie zwrócenie uwagi na pewne kwestie, tak aby w przyszłości ta niewielka trybunka na „Oławce” zapełniła się w całości i – co ważniejsze – żeby ludzie chcieli we Wrocku na lacrosse’a wracać!
zgadzam się z shla.
Mecz MUSI mieć dobrą oprawę, bo ludzie będący z zewnątrz patrzą na sport (na dodatek sport o ktorym malo wiedza w tym przypadku) przez pryzmat organizacji, oprawy itd. Zauważmy, że piłkarze nie zajmują się w żadnym stopniu organizacją, skupiają się tylko i wyłącznie na sporcie i przeważnie głównie na wynikach im zależy. Jednak piłka nożna jest potężnym przemysłem, komerchą itd. I to jest chyba kolej rzeczy, że sportowiec patrzy na sport, natomiast oprawa, organizacja i tym podobne rzeczy powinny być nieamatorskie, ponieważ kibic przychodzi dla widowiska. mimo wszystko mecz mi sie podobał, bylo ciekawie.
Mi nawet nie chodzi o nie wiadomo jaką organizację, ALE: oglądałem mecz z trybuny głównej i nie znałem wyniku (nawet wtedy, kiedy padały bramki…) bo nie był nigdzie wyświetlany ani przez nikogo podawany, nie wiedziałem ile czasu zostało do końca konkretnej części gry!!! to są podstawy podstaw!!! spiker fanie, że nawoływał kibiców do dopingu, ale mógłby się chociaż zatroszczyć o podawanie rezultatu! Poza tym, fajnie by było, gdyby na koszulkach były nazwiska – nie kosztuje to wiele, a w wielkim stopniu wpływa na rozpoznawalność, kojarzenie zawodnika z drużyną, z dyscypliną.
No ja niestety nie byłem, choć bardzo chciałem. Miałem w tym czasie Puchar Polski w Petanque. Nie wiem od jak dawna organizujecie te zawody, ale federacji kulek zajęło 5 lat dojście do wniosku że ważne są jednakowe koszulki w drużynach, dzięki czemu „widzowie” będą mogli się połapać kto z kim gra. Weekendowy puchar polski organizowany był już przy współudziale radia RAM, wejściami on-line na antenę, turniejem otwartym dla widzów. Droga więc przed wami pewnie daleka a ja trzymam za was kciuki. Sama profesjonalna organizacja jest istotna z powodu pozyskiwania sponsorów.
Widziałem niedawno wywiad z kapitanem naszych baseballistów który ubolewał że mają zawodników na dwa składy do ligi ale nie mają na to kasy. Smutne to.
Ponoć Steve Nashty był niezłym lacrossowym wymiataczem
A w czym Nash NIE BYŁ nashty…?:)
nie wiem, to da vinci naszych czasów
Ok. W przyszłym sezonie organizacja będzie o niebo lepsza
Dopiero sie dowiedzialem o lacrossie i chcialbym zobaczyc mecz na zywo, mieszkam blisko wroclawia i tam tez chcialbym sie udac na mecz. Moglbym wiedziec gdzie jest stadion/hala we wroclawiu?