Media za dzicz współodpowiedzialne

Napisane 5 kwietnia, 2011 przez shla w Piłka Nożna

Karygodne jest zachowanie polskich kiboli. Najpierw zamieszki na ziemi litewskiej po meczu reprezentacji, teraz warszawska kultura stadionowa. Nie wiem czy istnieją skuteczne narzędzia na to, aby raz na zawsze wyplewić piłkarskich chamów z naszych stadionów – z drugiej jednak strony na Wyspach się udało… Wiem natomiast, że czwarta władza zamiast kibolom się przeciwstawiać, szczegółowo opisując ich kolejne akcje – paradoksalnie – tylko ich nakręca.

Filozofii tej dogłębnie nie spenetrowałem, aczkolwiek pamiętam główne przesłanie. Kilka lat temu bowiem, miałem na studiach przedmiot traktujący o sporcie oddziałującym na społeczeństwo. Cholernie wciągające zajęcie prowadzone przez młodego, głodnego wiedzy magistra, którego konikiem było zachowanie kibiców piłkarskich na całym świecie. Nie raz prowadziliśmy zażarte dyskusje nie tyle na temat tego, co kieruje kibolami, którzy zamiast na mecz z butelką coli wolą do kieszeni schować tasak, lecz co wyrabiają ci bezmyślni dziennikarze.

Kupuję poniedziałkową GW. Na „jedynce” wielkie zdjęcie z akcji, która przytrafiła się na nowym stadionie warszawskiej Legii, a pod spodem niekrótki tekst. Mogę się założyć, że dzięki temu, iż najchętniej czytany w Polsce dziennik opublikował „kibolski” temat na pierwszej stronie poniedziałkowego wydania (czyli najchętniej kupowanego, bo z dodatkiem „Praca”), sprawca zamieszania i jego kumple dopiero teraz czują się spełnieni. Dopiero teraz czerpią satysfakcję z aktu, którego się dopuścili, dopiero teraz triumfują, wznoszą toast za dobrą „akcję”, dopiero teraz wiedzą, że było warto.

Gdyby nikt o tym nie napisał, byliby źli, wkurzeni, niepocieszeni, zmarnowani. Tylko, że przecież w mediach złe wiadomości, to wiadomości najlepsze. To co w konsekwencjach przykre, sprzedaje się najlepiej. Nie dziwię się prowadzącemu poniedziałkowe wydanie, że zdecydował się akcję na Legii wrzucić na czołówkę, skoro inne media – głównie elektroniczne – rozdmuchały sprawę już dużo wcześniej.

One jednak również popełniają ten sam błąd, wynikający być może z niewiedzy. Wystarczy nieco zagłębić się w temat, by dowiedzieć się, że na kibicowskich forach, a nawet w specjalistycznych kibicowskich pismach (np. To My Kibice) często pojawiają się „wycinki” czy kalki tekstów, które na temat piłkarskiej swołoczy pojawiały się w mediach. Publikacje takie są papierkiem lakmusowym efektów konkretnego zdarzenia. Im ich więcej, tym „przypał” bardziej wartościowy. Jeśli o rozrubie napisały ledwie dwa mało znaczące tytuły, znaczy się, że następnym razem trzeba zrobić coś bardziej spektakularnego, co oznacza dokładnie tyle, co bardziej bestialskiego, brutalnego, szokującego, wywołującego w oczach opinii publicznej jeszcze większy strach. Wtedy jest dobrze, wtedy się udało. A przecież nic nas tak nie nakręca (bez względu na „branżę”), jak sukces. A co dopiero sukces medialny…

Wiem, że cholernie trudno jest nie pisać o czymś, co może zagrażać ludzkiemu zdrowiu czy nawet życiu. Że zamierzeniem dziennikarzy zajmujących się tematyką „kibolską” jest zwrócenie uwagi na problem, pokazanie, że w Polsce w dalszym ciągu nic się z tym nie robi, że bandziory wchodzą na stadiony czując się bezkarnie, w końcu, że ludzi należy uświadomić, ostrzec. Tylko, że to niestety dokładnie to, na co chuligani liczą… I należy o tym wiedzieć zanim się coś napisze, a jeśli już trzeba coś napisać, to w sposób odpowiedni – taki, który nie spowoduje u kibola dreszczy podniecenia.

Bo tydzień w tydzień pojawiają się w mediach informacje o zamieszkach kibiców z coraz to drobniejszymi szczegółami. Opisywane są ich akcje, cytowane zasłyszane czy zarejestrowane przekleństwa, pokazywane kibicowskie atrybuty XXI wieku. I nie mogę tego pojąć – po jaką cholerę?! Dlaczego nie spróbować nie pisać o tym w ogóle, z premedytacją unikać, a gdy palce same będą się do klawiatury pchać, zacisnąć dłoń w pięść i stuknąć nią w stół? Niech swoją pracę wykonują tylko i wyłącznie policja i prokuratura, a niech media zastosują karę najokrutniejszą z możliwych – kompletne wyciszenie, udanie, że tematu nie ma.

Na to, że burdy stadionowe całkowicie znikną szanse są minimalne – doskonale o tym wiem. Wszak, aby tak się stało, potrzeba znacznie więcej czasu oraz przede wszystkim kompleksowych działań i zmian, także w polskim prawie. Ale myślę, że medialna cisza bardzo by chuligański zapał stłumiła. Myślicie, że nie warto spróbować? A czy kiedyś już próbowano? Wiem, że dziennikarz to zawód niewdzięczny, który od brutalnej prawdy uciekać nie powinien, ale być może w tej kwestii warto?

Wiem, że dziennikarze tworząc swoje publikacje chcą dobrze. Problem w tym, że chcąc dobrze, robią źle. I zdaje się ciągle tego nie rozumieją.

PS Według tego co napisałem, i ja powinienem zamilczeć. Tekst ten nie traktuje jednak o „kibolach”, a bardziej o dziennikarzach. Ode mnie artykułu o chuliganach już nie przeczytacie.

Podobne Rzeczy:

  • Czego boi się PZPN?
    „Litar” stojący na czele Ogólnopolskiego Związku Stowarzyszenia Kibiców otrzymał od PZPN-u za oplucie rodziny na meczu reprezentacji grzywnę w wysokości...
  • Kalendarium betonowego Franza
    440 dni pozostały do inauguracyjnego meczu Euro 2012. Za nami już 443 doby pontyfikatu Franciszka Smudy. Tyle za nami, ile...
  • Lenczyk na prezydenta
    Podczas gdy w ostatnich wyborach samorządowych w stolicy Dolnego Śląska trwała niepotrzebna, mało merytoryczna plakatowa kopanina (bo to formacja rządząca...
  • Polska kadra piłkarska – kto ją jeszcze ogląda?
    Mecz  Polska – Norwegia. Jak zawsze spotykamy się u jednego z nas. Chipsy, paluszki, kanapki, a nawet nieco więcej –...


Otagowane jako: , , ,
Share on Twitter
Share on Facebook

Dodaj komentarz

Przepisz wyrazy z obrazka (jeżeli jest nieczytelny można go przeładować)