Na każdego przychodzi pora. Oszukasz ojca, oszukasz matkę, oszukasz kochankę, lecz grawitacji (tak, drogie panie!) oraz czasu oszukać się nie da. Ten ostatni, zdaje się, galopuje z prędkością światła – zdajecie sobie sprawę, że zamach na World Trade Center był prawie 10 lat temu?! I zawodnik ten, choć za maga uznawany, nic czasowi nie jest w stanie zrobić. Dwie dychy na karku, lata w gorącej Hiszpanii bezpowrotnie minęły. Czas przywdziać puchową kurtkę i wyruszać w siną dal.
Mam tylko w stosunku do mężczyzny (już nie chłopca) Ricki’ego Rubio, jedną małą prośbę – niech do Stanów nie zabiera swojej matki. Nie jestem przekonany by ta, obecna na kilkunastu pierwszych treningach syna w NBA, usłyszawszy adresowane do młokosa „pussy”, dziękowała za propozycję adopcji małych kotków… Mam również nadzieję, iż zdecydowanie lepiej do tej pory kojarzony z majtkami w serduszka, aniżeli dziewięciomilimetrową Berettą 92FS Ricky, do serca weźmie sobie fakt, że już niedługo nawet na terenie USA będzie mógł zakupić browar, w związku z czym i imię swe na bardziej poważne zmieni – Ricard. Jak w dowodzie osobistym.
Wiązałoby się to z samymi benefitami – słynnych Ricardów ci w Stanach dostatek, co więcej wszyscy są doskonale z czymś kojarzeni – a przecież najgorzej, gdy nie wzbudzamy w społeczeństwie najbanalniejszych nawet odczuć…
Mamy przecież Ricarda Nixona, który to nie potrafił nawet zatrudnić w swoim sztabie takich ludzi, co to by poprawnie podsłuchy zainstalowali… Mamy Ricarda Dean Andersona, bliżej znanego jako McGyver, który to przecież z zapałek i sznurówki helikoptery konstruował. Oczywiście leżąc związanym w trumnie sześć stóp pod ziemią… Mamy w końcu Ricarda wąsatego, „doktora od oczu”, niedoszłego narzeczonego Moniki z kultowych „Przyjaciół”, który to miejsce w wyścigu po najlepiej zorganizowaną kobietę świata potrafił przegrać z facetem o imieniu Chandler, którego ojciec przebiera się za kobietę. Zawodo i prywatnie…
Tak, Ricard Rubio ma zatem – cytując klasyków – „zajebiście wysoko postawioną poprzeczkę”. Jest europejskim wybrańcem, który przez ostatnie lata w Barcelonie każdego dnia musiał zadawać sobie „zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie – co chce w życiu robić”. No i wychodzi na to, że po latach namysłów w końcu znalazł odpowiedź – grać w najlepszej koszykarskiej lidze świata.
Powiedzieć, że Europa przestała być dla błyskotliwego rozgrywającego wyzwaniem, to nadużycie. Wszak jeszcze nie tak dawno zauważyłem, że w swym sportowym rozwoju przestał gnać w przód, a w zamiarze tymczasowo jedynie zanurzone w morzu stopy, zaczęły mu w piasku hiszpańskich plaż grząźć. Problemy z wydostaniem się z „ruchomych” piasków miał chwilowe, słusznie zatem (pewnie z całym klanem) zadecydował, że sił w Minnesocie Timberwolves spróbuje już teraz. Nie później.
Nie wiem czy przełom stanowił dla Rubio fakt, że w lidze na 99% dojdzie do lokautu, który w znacznym stopniu może mieć wpływ na skrócenie rozgrywek (nawet jak w sezonie 1998/99), zmniejszenie intensywności okresu przygotowawczego, a co za tym idzie lżejszą szkołę amerykańskiego przetrwania. Ważne, że w końcu na próbę podboju NBA się zdał.
Po zeszłorocznym, wielce wyczekiwanym debiucie Blake’a Griffina, i w następnym roku będziemy mieli zatem osobnika, na którego zwrócone będą wszystkie oczy. Przynajmniej te z Europy.
Podobne Rzeczy:
- Lacrosse – nadszedł czas na świeżość
W Stanach oraz Kanadzie grają w niego głównie młodzi hokeiści, którzy w przerwie między sezonami tęsknią za legalnym mordobiciem i... - Ricky Rubio a „casus Koljevicia”
Odpadnięcie z ćwierćfinałów Euroligi obrońców tytułu z Barcelony – mimo przegranej z równie wielkim Panathinaikosem – jest niespodzianką. Ale na... - NBA playoffs – to nie jest czas dla starych ludzi
Jeszcze kilka tygodni temu byli najgorętszym – nie tylko ze względu na klimat panujący w Teksasie – teamem w lidze,... - Co NAPRAWDĘ znaczą nazwy klubów NBA?
Ileż razy spotykamy się z Magikami z Orlando, Świetlistymi Smugami z Portland czy Postrzygaczami z Los Angeles? Niewiele osób potrafi...






lubię czytać Ciebie
Miło bardzo, dziękuje i… polecam się na przyszłość:)
szybka odpowiedź autora-to sie ceni
Ja nadrabiam zaległości i wczytuję się w resztę artykułów. Twoje porównania są genialne!
Autor się czerwieni, choć komplementów – jak pieniędzy i dobrego wina – nigdy za wiele:)
Na sporcie się nie znam więc swoje zdanie mogę jedynie wypowiadać na temat tekstów bądź też tematy pr-owe jeśli takowe się znajdą. Więc komplementy na ‘żywo’ dawać będę żeby nie wyjść na kompletną amatorkę
Staramy się, by tematy były okołosportowe po to, aby każdy znalazł coś dla siebie:) W końcu uśpiona nieco rubryka „okiem brunetki” prowadzona jest przez kobietę, która ze sportem również niewiele ma wspólnego:) komentarze zawsze mile widziane! pozdrawiam!
pozwolenie jest!:) może być reklama na tylnej szybie samochodu:P