Maraton to przy tym spacer z psem, „szóstka Weidera” wejście po schodach na czwarte piętro, a wypad na siłownię spotkanie przy piwie. Jeśli przez trzy miesiące nie jesteś w stanie poświęcić znacznej części swojego życia towarzyskiego tylko po, aby skarpetki móc szorować na własnym brzuchu, daj sobie spokój.
Jeśli dodatkowo nie jesteś w stanie zwlec się z łóżka o szóstej nad ranem, albo zabrać do ciężkiej roboty niezwiązanej z ruchami posuwistymi o pierwszej w nocy, odpuść sobie. Top bez sensu. Najgorzej jest oszukiwać samego siebie.
Aby zacząć, najpierw musisz stoczyć wielotygodniową batalię z własną głową (albo dupą!), która przywykła do wygodnego życia kanapowego, samochodowego, biurowego… Musisz poczuć niepohamowaną chęć zmiany. Zmiany na lepsze. Zmiany, która jednak zanim nastąpi, będzie musiała być okupiona wymiocinami, płaczem, trzęsącymi się rękami, zawrotami głowy… Zakwasami o zasięgu bomby atomowej, które rozprzestrzeniają się od uszu po palce u stóp.
Do tego dochodzą „zatkane” płuca, flegma w buzi, ślina wokół ust i wszystkie inne możliwe objawy skrajnego wycieńczenia, które oczywiście fundujemy sobie na własne życzenie. Tylko takie jednak dają efekty. A te – przy odpowiednim nastawieniu – są piorunujące.
Nie wierzysz? Wystarczy sięgnąć po dowody. Te, które zbierasz na bieżąco. Samemu. Ludzie są wzrokowcami, lubią widzieć coś czarno na białym. Jeśli chodzi o dbanie o własne ciało, nic – oprócz komplementów od przedstawicieli płci przeciwnej – nie działa na naszą motywację skuteczniej od zdjęć. Przed rozpoczęciem treningów ustawiamy się pod ścianą. Na rozstrzelanie – oczywiście własnych kompleksów, których przez kolejne, długie tygodnie będziemy się pozbywać. Ustawiamy samowyzwalacz i w określonych pozach, na karcie pamięci aparatu utrwalamy nasze zapuszczone ciało. Fotki wrzucamy do utworzonego wcześniej folderu z odpowiednią datą.
I tak co tydzień. Tylko i wyłącznie po to, aby nie tylko przypomnieć sobie do jakiego stanu mogliśmy się doprowadzić, lecz przede wszystkim, aby na własne oczy zdać sobie sprawę, że P90X – jak wyobraźnia – potrafi zdziałać cuda.
To typowy trening fitness, który – w ekstremalny sposób – przygotowuje nas na lato. Jest idealny dla sportowców, którzy w przerwie między sezonami nie chcą zapuścić się tłuszczem, za to poprawić wytrzymałość, siłę, koordynację czy elastyczność mięśni wpływającą na zmniejszenie się prawdopodobieństwa odniesienia urazu. P90X to skondensowana dawka pieczołowicie przygotowanych treningów siłowych, aerobowych, skocznościowych, wytrzymałościowych.
Nad naszym wyglądem górnej partii ciała „czuwają” treningi opierające się na niezliczonej liczbie najrozmaitszych pompek, podciągnięć, powtórzeń przy użyciu hantli lub specjalistycznych gum. Nogi rzeźbimy dzięki ćwiczeniom starej szkoły – przysiady, wykroki, wypady, podskoki. Tlen naszym płucom dostarczają (jednocześnie spalając tkankę tłuszczową) zajęcia z kickboxingu oraz trening skocznościowy, natomiast ogólną sprawność ducha i ciała osiągamy przez jogę – wszystko przy minimalnych przerwach. Ta ostatnia – zwłaszcza mężczyznom – może wydawać się śmieszna i zupełnie niepotrzebna. Gwarantuję jednak, że jest to najcięższy trening z całego zestawu, doprowadzający każdą część do naszego ciała do absolutnej granicy wytrzymałości. Brutalnie i bez uprzedzenia ją przekraczając.
P90X to tylko i aż trzy miesiące ciężkiej pracy, która oprócz niesłychanych rezultatów uczy nas także cennych nawyków dając surową lekcję leniwym przyzwyczajeniom, jakim coraz częściej lubimy się niestety poddawać. To trening dla wyjątkowych twardzieli tak fizycznych, jak i mentalnych. Narzucić sobie wojskowy rygor nikomu nie jest łatwo.
Czy się opłaca? Do zobaczenia na plaży…
PS Aha, pamiętajcie, że waszym najlepszym przyjacielem na trzy miesiące staje się Tony Horton…
Podobne Rzeczy:
- Nieufne Związki polskie
Amerykanie na rozgrywki Ligi Światowej do Polski zjechali z rodzinami i dziećmi. Polacy na trzytygodniową eskapadę po obu Amerykach wybrać... - Odejście Shaqa w cieniu autorefleksji
Nie wiem czy chodzi o to, że gdy książka zbyt długo na półce leży, nagle robi mi się jej żal...







Polecam wszystkim chcącym popracować nad swoim ciałem, ale też nad zmianą trybu życia scooby’ego, gość jest niesamowity, ma 50 lat ćwiczy od 28 i nigdy nie brał nawet kreatyny, jego filmy z dużą dozą humoru i ciekawych instrukcji można znaleźć tu: http://www.youtube.com/user/scooby1961. Koleś ma też własną stronę, na której znaleźć można często ciekawe informacje a także historie ludzi, którzy poszli za radami scooby’ego i przeszli małe metamorfozy: http://www.scoobysworkshop.com/MuscleGainSuccessStories.htm i tu http://www.scoobysworkshop.com/WeightLossSuccessStories.htm
Bola mnie miesnie od samego patrzenia na ten trening