Obowiązki, elektryzujące półfinały oraz kolejna gala KSW spowodowały, że nie miałem okazji o rozgrywanych we Wrocławiu mistrzostwach Polski juniorów starszych napisać wcześniej. Siedząc już jednak przed komputerem i mając do tego z grubsza wyselekcjonowaną porcję kłębiących się w mojej głowie myśli wiem, że przed wielkim finałem zdążę popełnić coś na pewno.
Obejrzałem oba dzisiejsze półfinały i, jak prosił w komentarzu pod tym wpisem użytkownik „pps”, w drugiej części postaram się opisać finałową czwórkę wrocławskiego turnieju oraz konkretnych zawodników, którzy zrobili na mnie największe wrażenie.
Zacznę jednak od tego, że w rozgrywkach młodzieżowych, obojętnie czy w kategorii wiekowej do lat 16 czy też 20, w zawodach dziewcząt czy chłopców, wynik nie odgrywa najmniejszego znaczenia. I tak jak we wpisie krytykującym zachowanie przed i w trakcie meczu ze Śląskiem młodych koszykarzy Polonii Warszawa, nie pochylałem się zbyt długo nad wynikiem, tak nie mam zamiaru robić tego i tym razem.
W meczach juniorskich bowiem powinno się tylko i wyłącznie zwracać uwagę na to, czy i ewentualnie który z zawodników ma szansę na dostanie się do ekstraklasy i odgrywanie w niej roli bardziej znaczącej niż ostatniego rezerwowego w drużynie z dołu tabeli. Wyniki nie mają żadnego, najmniejszego znaczenia, co oczywiście nie oznacza, że zespoły nie grają o zwycięstwo. Kiedy, jeśli nie w wieku koszykarskich żółtodziobów, uczyć się wygrywania, ciężkiej pracy oraz wyrzeczeń, jakie niesie ze sobą wybór zawodu sportowca…
Zarówno ja, jak i trenerzy oraz tzw. eksperci, w których gronie miałem przyjemność oglądać oba dzisiejsze półfinały, zgodnie przyznajemy, że na tym turnieju liczą się nie rezultaty a wykonana na boisku zawodnicza praca, charakter, talent oraz perspektywy. Nic więcej. Jeśli jakiś zawodnik ma predyspozycje do tego, aby w przyszłości być w stanie wykarmić swą rodzinę zarabiając na baskecie, sprawdzamy czy nadaje się do gry w koszykówkę charakterologicznie. Jeśli ktoś ewidentnie się na tle innych wyróżnia, staramy się określić czy jest chłopcem późno czy wczesno rozwojowym, czy ma w swym koszykarskim repertuarze rezerwy, w końcu czy stąpa twardo po ziemi czy – jak niektórzy gracze Polonii (i z pewnością również innych zespołów) lekko uderzyła mu już do głowy „sodówka” . Czy zawodnicy z najlepszych ekip do lat 20 w Polsce są dobrzy tylko teraz, czy mają na to również szanse za 5 lat. Wynik schodzi na dalszy plan. Należy sprawdzać czy gracze mają predyspozycje do bycia liderami, czy „ciągną” swe ekipy w tarapatach czy punktują tylko w meczach do jednego kosza.
Tyle „teorii”, czas zatem z bliska przyjrzeć się poszczególnym zespołom. Zacznę od faworyta mistrzostw, którymi z pewnością przed turniejem byli (i mimo wszystko ciągle są) koszykarze stołeczni. Polonia ma z pewnością najwyższy i najbardziej przygotowany do gry zespół pod względem fizycznym. W strefie podkoszowym swymi rozmiarami robią wrażenie, choć ich wysocy jeśli punktują, to już głównie z dystansu. Polonia to właśnie klasyczny przykład drużyny, która zbudowana jest z zawodników skutecznych w grupach młodzieżowych, którzy wydają się już jednak maksimum swoich możliwości wykorzystywać prawie do cna. Tak jak niegdyś świetnie zapowiadali się Kamil Wójciak z Górnego Śląska (rocznik 85’), Paweł Malesa (85’, z ŁKS-u), Wojciech Bocianowski (86’ z Polonii właśnie) czy Michał Przybylski (85’, również Polonia), którzy dominowali w rozgrywkach młodzieżowych, a niestety w seniorach nie zaistnieli i już raczej nie mają na to szans. Przykłady można by mnożyć.
Z obecnej ekipy Polonii ekstraklasa, wydaje się jednak być tylko i wyłącznie w zasięgu Michała Kwiatkowskiego, który już przecież zalicza epizody w PLK. Czy będzie z niego Tomasz Ochońko czy Łukasz Koszarek zależy już tylko i wyłącznie od niego samego. Talent ofensywny oraz ciąg na kosz oczywiście ma, lecz martwi mnie podejście do gry oraz defensywa – co znowu było bardzo widoczne dzisiaj w spotkaniu przeciwko ekipie z Lublina. Każdy, kto w swoim życiu choć trochę koszykówki liznął i ją trenował, powinien wiedzieć, że jeśli zawodnik grający w obronie na obwodzie na minięcie przeciwnika z piłką zareaguje piruetem a nie krokiem odstawno-dostawnym, to nie broni w ogóle całkowicie się kompromitując. A Kwiatkowski taką akcję na swoim koncie w półfinale miał. Szczerze powiedziawszy nie widziałem, żeby bronił w ogóle. Zero nacisku na piłkę, ciągle mijany – marzenie każdego rozgrywającego. Z czego to wynika – podejrzewam, że z podejścia. Czy to dobrze? Oceńcie sami…
Świetny „strzał” z prawej ręki ma w Polonii Paweł Śpica. W I lidze może pograć. Reszcie nie wróżę niestety kariery, co nie oznacza, że im się nie uda. Ponownie, radzę jednak rozróżnić sobie najpierw „grę” w PLK, od statystowania w PLK.
Śląsk Wrocław
Ekipa, która opiera swą grę tylko i wyłącznie na agresywnej obronie oraz szybkim ataku. Zespół, który nie ma w swoim składzie żadnych „gwiazd” ani tym bardziej jednej, wyróżniającej się postaci. Tym, który dyryguje defensywą zespołu i nadaje ton całej grze obronnej jest Norbert Kulon. Śląsk gra bardzo agresywnie, przez co często rotuje składem i zawrotne tempo w defensywie potrafi utrzymać na długim dystansie.
Co do zawodników z przyszłością… Wspomniany Kulon jest sprytny i we wszystkim solidny. W żadnym elemencie nie jest świetny, lecz trudno mi określić czy będzie w stanie wynieść swoją grę tylko do poziomu I ligi, czy może wyżej. Wygląda na pracusia, więc kto wie. Ponoć najbardziej utalentowany z wrocławskich koszykarzy Jarosław Zyskowski zupełnie mnie nie przekonuje. Zdobywa ważne punkty lecz ma wielkie przestoje. No i ta motoryka… W ruchach łudząco podobny do swego ojca, tylko, że nie gra pod koszem a na „trójce”. Ma świetny rzut i ponoć potrafi naprawdę wiele, lecz jak na razie ja tego nie widziałem.
Świetny turniej ma Tomasz Bodziński, podkoszowy, który nie gra tyłem do kosza. Jeśli nie zacznie, nie ma szans by w przyszłości zaistnieć. Ostatnim, na którego wiele osób zwraca uwagę jest Kacper Sęk. Niesamowity skoczek, świetny motorycznie. Problem w tym, że zupełnie nie potrafi kozłować… Naprawdę, gdy biegnie z piłką w kontrze drżę o to, czy zaraz nie wkozłuje jej sobie w nogi. Oprócz tego jest bardzo pasywny w ataku pozycyjnym punkty zdobywając głównie po zbiórkach ofensywnych. Ma świetną motorykę lecz w ogóle nie potrafi jej wykorzystać. Taki Jacek Jarecki…
KKS Novum Lublin
W zespole Novum panuje genialna atmosfera – to rzecz, która rzuca się w oczy jako pierwsza. Jest to także (a może przede wszystkim) zasługa pary trenerskiej żywo reagującej na poczynania swoich zawodników.
Bardzo zdolny jest Jakub Karolak. Ma świetny rzut, a do tego jest typowym, na razie bardzo wątłym „późno-rozwojowcem”, co wróży mu tylko dobrze. Inteligentny, z wielkim ciągiem na basket, potrafi trafiać seryjnie. Z ekipy z Lublina podobał mi się bardzo również grający z numerem 16 Bartłomiej Ciechocińki. Przy 202 cm wzrostu potrafi tak mijać z obwodu, jak i rzucić za 3 punkty. Jest leworęczny i pod względem fizycznym najbardziej przygotowany do gry w ekstraklasie ze wszystkich graczy tego turnieju. Radzę mu się przyglądać.
Sprytny i ciekawy jest także rozgrywający – Michael Gospodarek. Bardzo szybki, kreatywny i już teraz świetnie grający w obronie. Na jego drodze do koszykarskiej kariery mogą jednak stanąć mizerne warunki fizyczne, niestety… W oficjalnej stronie turnieju podaje mu się 188 cm wzrostu… Myślę, że to mocno przesadzone, jak ze wzrostem np. Roberta Skibniewskiego…
Znicz Jarosław
W meczu ze Śląskiem Znicz przetrwał pierwsze, bardzo agresywne minuty gospodarzy i w drugiej oraz trzeciej kwarcie objął prowadzenie. Nie miał jednak sił na to, aby przetrzymać zmasowany atak wrocławian, bo grał zaledwie sześcioma zawodnikami. Znicz ma bardzo dobrą pierwszą piątkę która gra jednak prawie po 40 minut. Wyrównany skład Śląska przeważył.
Pewnie najbardziej rozpoznawalnym zawodnikiem Znicza jest Dariusz Wyka, który jak Michał Kwiatkowski również ma już na swym koncie występy w ekstraklasie. Nie jest on jednak liderem tego zespołu… Wyka świetnie blokuje oraz rzuca za 3 punkty co przy wzroście 208 cm wzrostu jest zjawiskiem bardzo rzadkim. W ogóle jednak nie gra tyłem do kosza (co powoli staje się grzechem głównym młodych, polskich środkowych) i nie wykorzystuje możliwości fizycznych. Jest bowiem bardzo sprawny, potrafi mijać wolniejszych od siebie podkoszowych, a woli bazować na rzucie z półdystansu oraz zza linii 6,75 m.
Bezwzględnie największe wrażenie zrobił na mnie rzucający Bartosz Zając. Inteligentny, z bardzo dobrym rzutem, charakteryzujący się spokojem i rozwagą. Naprawdę chłopak na łeb na karku, potrafi (co niezmiernie ważne) czytać grę przez co nie traci sił na akcje nieprzynoszące efektu. Jeśli byłbym agentem i po turnieju finałowym chciałbym zgarnąć do swojej stajni młodego koszykarza, byłby nim właśnie Zając. Co równi ważne jak jego umiejętności boiskowe, gracz Znicza po spotkaniu, kiedy zawodnicy obu zespołów przyglądali się już drugiemu półfinałowi, Zając podszedł do niektórych graczy Śląska i z uśmiechem na twarzy serdecznie im pogratulował. Super postawa, byłem pod wrażeniem.
Jutro finał, rewanż za jednostronny mecz grupowy pomiędzy Śląskiem a Polonią. Jestem pewien jednego – wrocławianom będzie znacznie ciężej, niż w meczu pierwszym – nokaut jest wykluczony. Nie dlatego, że to Poloniści wciąż pozostają głównym faworytem turnieju, lecz przede wszystkim dlatego, że nie popełnią już tego samego błędu, który popełnili przed pierwszym meczem z gospodarzami, a który wywołał tyle kontrowersji. I o czym będzie to świadczyć, jeśli Polonia będzie tym razem – niczym Śląsk – gryzła parkiet? A no poniekąd potwierdzi to, co zauważyłem i opisałem po pierwszym pojedynku obu zespołów. Że „fisiowanie” nie popłaca.
Jestem pewny, że do finału Poloniści podejdą na tyle profesjonalnie, na ile będzie ich stać. Nie zdziwię się, jeśli będą nawet tak nabuzowani, że wygrają wysoko i pewnie. Tylko, że w pierwszym meczu zaprezentowali się jak totalni amatorzy – i w tym tkwi problem, którego wielu zdaje się nie zrozumiało.
Podobne Rzeczy:
- Co dla wrocławian znaczy Śląsk
Nie mam już podstaw by pastwić się nad Polonią, nie mam zamiaru wychwalać pod niebiosa koszykarzy wrocławskich. Wszak finał mistrzostw... - Zapsuta warszaFska młodzież
„Nie bądź za cwany, w skórkę odziany, to może mieć dla ciebie skutek opłakany, Na Warszawiaka nie ma cwaniaka, który... - Nieszczęścia chodzą czwórkami
Pięć porażek w ostatnich siedmiu meczach, finansowy cios wymierzony w zawodników przez prezesa Andrzeja Twardowskiego, czy bardzo ciężki kalendarz do... - Po gwieździe na zespół
Choć sezon zasadniczy dobiegł końca i wiadomo już, które zespoły będą biły się o medale, w dalszym ciągu nie zostały...
Otagowane jako: KKS Novum Lublin, mistrzostwa Polski U-20, Polonia Warszawa, Śląsk Wrocław, Znicz Jarosław




Shla, nie Patryk, a Micheal Gospodarek. Patryk to dziecko i nawet 180cm nie ma. A Micheal nie wydaje się dużo niższy niz 188 cm.
Oczywiście, że tak. Dzięki za kontrolę sytuacji:) Chodziło mi oczywiście o Michaela, nie Patryka. Już zmieniam…
Przeglądnij statystyki odnośnie mistrzów Polski U-20 WKS-u i powiedz nam ,jak one się mają do tego co napisałeś o perspektywach tych chłopaków?
http://u20m.mlodziez.pzkosz.pl/index.php?s=4&id=144&ss=4
hehe a no własnie w tym problem. Widzę, że różnica między nami polega na tym, że Ty najwyraźniej patrzysz na statystyki w których jak ktoś rzuca 20 punktów to jest gość. Ja patrzę na to, w jaki sposób ktoś te 20 punktów zdobył – czy spod basketu, po świetnych podaniach kolegów, którzy wypracowali całą akcję, czy po przypadkowych zbiórkach w ataku, czy ktoś zasadził 3 trójki stojąc w rogu, czy może po wyjściu po zasłonach. punkty punktom nierówne, a poza tym często zdarza się, że chłopcy, którzy w swoich zespołach młodzieżowych nie błyszczą w statystykach, później w seniorach zachodzą najdalej…
radziłbym nie skupiać się statsach w ogóle, wybrać się czasem na mecz i bez zaglądania w protokół czy internet ocenić, który zawodnik zrobił na Tobie największe wrażenie. Ja najczęściej (a mam za sobą również epizod nazwijmy to „scautowo-menadżerowy”) patrzylem po prostu na czyjąś grę, nawyki, technikę, perspektywy, manewry, a nigdy na liczby.
Nie wiesz zapewne że Kwiatkowski grał całe finaly na jednej nodze z tego wynika brak obrony, a nie z tego że mu się nie chce
Pozdrawiam polonista
A ty zapewne nie wiesz, że 1). w ataku miał jakoś dwie nogi no i przede wszystkim 2). w ostatnich czterech minutach meczu finałowego, kiedy Polonia musiała bronić agresywnie wywierając pressing na całym boisku, to Kwiatkowski latał w defensywie jakby soku z gumijagód się napił – czyli, że mógł:) To się nazywa po prostu cudowne ozdrowienie:)
pozdrawiam
No możliwe, nie widziałem finałów tylko wiem że jechał tam z kontuzją, więc wnioskuje, że nie grał na 100%
Możliwe, że cierpiał na jakiś drobny uraz (jakich w sporcie całe mnóstwo i o których nie warto czasami nawet wspominać bo to rzecz w tym „zawodzie” normalna); z prawdziwą kontuzją nikt by mu nie pozwolił występować… W ani jednym spotkaniu nie było tego jednak zupełnie widać i nie sądzę, aby w czymkolwiek mu to przeszkadzało. A bronić potrafi – udowodnił to właśnie w czterech ostatnich minutach finału. Wszystko zatem „siedzi” w głowie. Niestety.