W każdych ligowych rozgrywkach nadchodzi moment, gdy dochodzi do ostatecznych, acz kluczowych rozwiązań. To właśnie na ten moment kibice czekają cały sezon, wyczekują go, chcą, pragną… pożądają!
Są rozgrywki, gdzie sezon jest linearny, przykładem jest nasza ekstraklasa kopana. W niektórych jednak ligach istnieje runda o magicznej nazwie… play-off!!!
Z każdym słowem coraz trudniej mi powstrzymać się od napisania tego, co aż się ze mnie wyrywa, ale poczekam z tym na deser. Zapowiadam jednak, że czeka nas sensacja jeszcze w tym artykule.
Wróćmy do tematu. Za „wielką wodą”, w National Hockey League, zakończył się właśnie sezon zasadniczy, czyli seria 82 morderczych spotkań w strasznym reżimie, w których każdy zespół ligi próbuje udowodnić sobie i rywalom, że zasługuje na start w play-off. Że jest jednym z szesnastu najlepszych zespołów w NHL, a dokładniej jednym z ośmiu najlepszych zespołów w swojej konferencji… a już najlepiej liderem swojej dywizji (taka pozycja gwarantuje jedno z trzech pierwszych miejsc w konferencji). Po co? By móc walczyć o tytuł mistrzowski! Ale czy nie o to chodzi w całym sezonie? Czym różni się od niego play-off? Ano tym, że teraz wszystko jest już na ostrzu… łyżwy. Tu nie będzie miejsca na poprawki, odrobienie punktów, wylizanie ran, musisz udowodnić, że jesteś lepszy… i to tu i teraz!
Patrząc na zestawienie par, autor tego artykułu skupia się na potyczce Capitals z Rangers, drużyn ze stolicy i największej metropolii USA. Stolicznicy (oj, źle to po naszemu brzmi) wygrali sezon po swojej stronie stanów, choć na plecach czuli już oddech dwóch ekip z Atlantic Division. Kibice z Waszyngtonu zaciskają kciuki i liczą, że wreszcie ujrzą słynny już szczerbaty uśmiech Alexandra Ovechkina unoszącego Puchar Stanleya. Genialny Moskwiczanin zachwyca finezją i panowaniem nad krążkiem, ale czy poprowadzi Waszyngton do zwycięstwa? Kto wie, być może katem ekipy ze stolicy stanie się nasz rodak z Zabrza, który nie tak dawno dołączył do NYR. Uwielbiam Rangersów, podziwiam Mariana Gaborika, ale to może nie wystarczyć. Nowojorczycy nie bez przyczyny weszli do play-off jako ostatni, chociaż trzeba przyznać, że mając w dywizji Pittsburgh i Filadelfię, będące ostatnio na fali, jest to już samo w sobie pewnym wyczynem.
A właśnie, skoro już mowa o ekipach z Atlantic Division. Młode wilki, a raczej Pingwiny, z Pittsburgha nie zwalniają kroku. Wciąż pamiętają smak tryumfu i chcą go jak najszybciej powtórzyć. Punktowo drużyna zasługuje na czwarte miejsce w lidze i trzecie w swojej konferencji, ale amerykański system rozgrywek (zresztą bardzo widowiskowy) sprawia, że startują do boju o koronę z czwartej pozycji w konferencji i zmierzą się z Tampa Bay Lightning. Flyers będą mieli troszeczkę łatwiej, na ich drodze stoi Buffallo Sabres. Z ręką na sercu przyznam, że nie widziałem Sabres w akcji w tym sezonie i nie wiem czego można się spodziewać. Zresztą, czy jest w play-off cokolwiek „spodziewanego”? Amerykanie odpowiedzą zawsze: „expect the unexpected!”.
Po drugiej stronie mistrzowie z Chicago startują z ostatniej pozycji. Troszkę to dziwi, bo Marian Hossa i bożyszcze kanady, Jonathan Toews, wraz z kolegami właśnie co wspięli się na szczyt, a tu nagle groziło im wypadnięcie z czołówki. Ich osiągnięcie wystarczy porównać choćby z Flyers, Red Wings, czy Penguins. Te marki nie schodzą w ostatnich latach poniżej określonego poziomu. Nic to, prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna… a obserwując spoty reklamowe NHL, nie da się pominąć faktu, że w lidze roi się od prawdziwych twardzieli.
Osobiście ręce składam do oklasków dla Vancouver Canucks. To zawsze była dobra firma, a ten sezon mają świetny i zawojowali ligę. Oby tylko rude piegusy ze Szwecji (i cóż, że ze Szwecji), bracia Sedin, poprowadziły drużynę przez play-off tak samo jak przez sezon regularny. Podobno p-o to walka bramkarzy, Roberto Luongo to solidna ściana, którą trudno przejść.
Z pozostałych par na zachodzie najbardziej zęby ostrzę sobie na pojedynek Detroit Red Wings i Phoenix Coyotes. Od kiedy pamiętam, bardzo ciepło myślę o drużynie z upadającego Motorcity. Co prawda Lidstrom i Modano mogliby już spokojnie być emerytami, a bardzo kapryśny i nieobliczalny Chris Osgood również mógłby ustąpić miejsca w bramce młodszym, ale Czerwone Skrzydła walczą i to w pięknym stylu. Fakt, rewelacyjnie punktujący w kanadyjce Zetterberg („Z”) zwichnął ostatnio skrzydełko (a raczej nóżkę), ale to wcale nie ułatwi zadania Shane’owi Doan’owi (moje pokłony!) i kolegom. No, zobaczymy czy kojot w herbie drużyny z Phoenix wył będzie do księżyca z radości, czy też z żalu. Wszystko w rękach byłych kolegów „Dablju” (Wojtka Wolskiego), „Z” odpuszcza przynajmniej jeden mecz i ten mecz na pewno trzeba było wygrać. Trzeba było… ale się nie udało.
W NHL startuje pierwsze kółeczko, zabawa się dopiero zaczyna. Na południe od Polski zabawa właśnie się skończyła.
Na Słowacji koronę, podobnie jak przed rokiem, założyła ekipa HC Kosice, posyłając w ostatnim meczu HK Poprad na deski wynikiem 4:1. Drużyna z Kosic ewidentnie buduje dynastię, zdominowała sezon zasadniczy i przeleciała przez play-off jak burza. W finale spotkały się dwie najlepsze drużyny sezonu i nawiązywały równą walkę aż HK Poprad popełniła błąd i… rozdrażniła bestię. W trzecim meczu, przy stanie rywalizacji 2-0 dla Kosic, zespół HK Poprad, u siebie przełamał passę mistrzów i doprowadził do dogrywki po 1:1 w meczu. Co więcej, dogrywkę tą wygrał! Odpowiedź była jednak straszna. HC Kosice rozgromiła przeciwnika w następnym meczu aż 6:1, strzelając po dwie bramki w każdej tercji. Gdy rywalizacja wróciła do Koszyc padło 4:1 i to Petr Bartoś dumnie uniósł puchar.
A teraz obiecana sensacja. W Czeskiej Extralidze również wyłoniono już mistrza. Po raz pierwszy w historii po tytuł sięgnęła drużyna HC Ocelari Trinec, a autor tego artykułu płakał ze szczęścia. Kibicom w Polsce to rozstrzygnięcie powinno przypaść do gustu, bowiem Trzyniec znajduje się na Zaolziu, w czeskiej części Śląska (Cieszyńskiego), ledwie kilka kilometrów od naszej granicy. W Czechach na Trzyńczan mówi się „Polacy” i coś w tym jest, gdyż na tamtejszej Werk Arenie na równi z ceśiną można usłyszeć język polski, a kibice dumnie skandują „Trzyniec, Biało-Czerwoni” (biały i czerwony to barwy klubu). I to po polsku! Hutnicy maja zresztą drugie tyle kibiców po naszej stronie granicy, co w niedużym Trzyńcu.
Ocelari wygrali sezon regularny, grając hokej szybki i ofensywny. Nierzadko bili dużo bardziej znanych przeciwników sporą różnicą bramek, zwłaszcza na własnym lodzie. Najgorsza hala Extraligi, Werk Arena w Trzyńcu, wypełnia się bowiem najgłośniejszymi kibicami Extraligi i ta mieszanka jest absolutnie niestrawna dla niektórych ekip, przywykłych do cichych i spokojnych trybun.
Droga do tytułu nie była jednak tak prosta i oczywista, jak w przypadku HC Kosice na Słowacji. Niewiele brakowało, a z play-off „wyoffowałaby” Trzyńczan mordercza w takich bojach Slavia Praga. Drużyna ze stolicy po sezonie zasadniczym grała przedkolo do trzech zwycięstw z Karlovymi Varami i Energii prawie udało się Prażan pokonać. „Prawie” robi dużą różnicę, w ćwierćfinale Slavia spotkała się z drugą drużyną sezonu, Bili Tigri Liberec. Fatalnie grające na własnym lodzie Tygrysy poległy w ostatnim spotkaniu w domu.
Slavia zabrała się za Trzyniec i doprowadziła do stanu rywalizacji 3-1 na swoja korzyść! Gdy już wszyscy myśleli, że świetny wynik Ocelari w sezonie to tylko taki łabędzi śpiew, do głosu doszedł czynnik, o którym już tutaj kiedyś pisałem – indywidualności. A dokładniej Martin Ruzicka, który ustanowił właśnie rekord punktów w play-off Czeskiej Extraligi, odbierając go tym samym legendzie hokeja ze Słowacji, Zigmundowi Palffy’emu. Trzyniec wygrał serie 4-3 w pięknym stylu, a o dokonaniach Ruzicki zrobiło się głośno nie tylko w Europie, ale i na świecie. Mało, że portale z naszego kontynentu ogłosiły napastnika z Trzyńca graczem miesiąca, na jego temat rozpisywała się na głównej stronie oficjalna witryna NHL! Oj, coś mi się widzi, że najbogatsza liga świata może się o niego upomnieć. Ruzicka ma co prawda już 25 lat, ale takie przypadki zdarzały się już w drafcie NHL.
Losy tytułu rozegrały się na Śląsku… lub, jak wolą kibice HC Vitkovice Steel (z Ostrawy), na Śląsku i Morawach. Nie było jednak tak łatwo. Co prawda Ocelari wygrali dwa domowe spotkania i jedno w ostrawskiej CEZ Arenie, ale w meczu nr 4 swoją klasę pokazał trener Vitkowiczan. Trzyniec prowadził 4:3, do końca spotkania pozostały dwie minuty, Roman Malek schodzi z lodu i ekipa z Ostrawy gra bez bramkarza, w przewadze sześciu na czterech w polu. Jednak nie udaje się zdobyć wyrównania, a Ocelari grają już „v plnem poćtu” (w pełnym składzie). Co więcej, trzykrotnie Stalowcy z Ostrawy muszą ratować się przed nokautującym golem do pustej bramki. Do końca pozostaje 30 sekund i nagle bach! Pada czwarta bramka dla HC Vitkovice. Dogrywka nie przynosi rozwiązania i w karnych wygrywa… ekipa z Ostrawy. W swoim „najezde” myli się zarówno doświadczony Vojtech Polak, jak i kapitan biało-czerwonych, legendarny Radek Bonk.
Gra wraca do Trzyńca, ale nauczeni srogą lekcją z Ostrawy Ocelari nie wypuszczają już inicjatywy z rąk. Zwycięstwo 5:1 daje pierwszy, historyczny tytuł i puchar Hutnikom! Feta radości w Werk Arenie i nikt już nawet nie pamięta fatalnej pracy sędziów w finałowych spotkaniach (skrzywdzili obie drużyny podejmując często nonsensowne decyzje).
Na koniec zacytuję wypowiedź z forum HC Ocelari Trinec: No i co? Najlepsi w Czeskiej Extralidze są… Polacy.
P.S. Część zdjęć pochodzi ze zbiorów własnych autora a wykonała je Sylwia Januszkiewicz-Ziółkowska
Podobne Rzeczy:
- Za południową granicą
Każdy szanujący się kibic hokeja w Polsce wie, gdzie szukać naprawdę markowych zespołów, grających na światowym poziomie. Gdzie szukać opraw,... - Nudna Liga?
Nie jestem jednym z tych Polaków, którzy uważają, że w ich ojczyźnie jest źle, niedobrze, najgorzej… i w ogóle nic... - Być jak Alexander Ovechkin
Nie trzeba być uważnym obserwatorem NHL, by wiedzieć kim jest Alex Ovechkin (wym. Owjeczkin). Każdy, kto o dzisiejszym hokeju wie... - Pudle w końcu mogą się ogolić
Łysiejący już książę William zajechał właśnie do katedry westminsterskiej, gdzie z pewnością niecierpliwie (na pewno…) oczekuje na wybrankę swego serca....



