10 z ostatnich 12 meczów ligowych, 17 z ostatnich 19 w ogóle wygrała w ostatnim czasie Polpharma Starogard Gdański. Seria imponująca biorąc pod uwagę fakt, że sezon rozpoczęła od bilansu 0-4. Po zdobyciu brązowych medali w poprzednim roku, tym razem łupem Kociewskich Diabłów padł Puchar Polski. W zespole panuje rewelacyjna atmosfera, nie przypałętały się żadne, poważne kontuzje. Słowem – sielanka jak się patrzy. Tylko czy za 3 miesiące też będzie tak różowo?
Na ekipę ze Starogardu Gdańskiego nie ma mocnych. Wygrane w lidze z praktycznie całą czołówką oprócz Asseco Prokomu (który swój skalp „oddał” w półfinale Pucharu Polski) świadczą o tym, że recepta zaaplikowana przez druida Sretenovicia działa. Chłopcy z Kociewia wpadając do garnka z magicznym napojem doznali pobudzenia niczym Hank Moody na widok 16-latki (czy może powinienem napisać jak Roman Polański na widok 13-latki…?). Kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa na swej drodze nie zostawiając jeńców. Nie oszczędzają dzieci, kobiet, ani starców. Grabią i plądrują każde ligowe podwórko stojące na ich drodze do upragnionej powtórki z zeszłego roku.
Oprócz rzeczy oczywistych, takich jak to, że prezes Roman Olszewski wykazał się niezwykłym instynktem przy wyborze następcy Pawła Turkiewicza, a Polpharma miała szczęście, że zwolniony z Anwilu Robert Skibniewski nie chcąc ponownie wcinać knedliczków i zagryzać ich chlebem z kminkiem wybrał Polpharmę, gdzie ma okazję współpracować z kalką samego siebie, trzeba także wspomnieć o tym, że Farmaceuci są bodajże jedyną ekipą w lidze, na losie której rzeczywiście komuś tam górze bardzo zależy.
Polpharma, oprócz ostatniego drobnego i niegroźnego urazu Michaela Hicksa, nie doznała w tym sezonie poważniejszych kontuzji, trafiła z transferami dość ryzykownymi (Archibeque, Vaughn, nawet Gilmore), ma niezachwiany, polski trzon drużyny. Oprócz tego posiada teren do gry bodaj w lidze najmniej dla tubylców gościnny, gdzie atmosfera wrzenia panuje od początku do samego końca spotkania. Nawet wtedy, gdy Polpharma miała zdecydowanie słabszy zespół kilka lat temu bijąc się jedynie o wejście do play-offów, każdej ekipie, która na Kociewie przyjeżdżała grało się niezmiernie trudno – niewielkie trybuny znajdują się bezpośrednio przy parkiecie, hala jest mała, ciasna, sprzyjająca kibicowskiemu waleniu w bęben. Oprócz tego, po odejściu większości zeszłorocznych brązowych medalistów nikt w Starogardzie, włącznie z jej prezesem oraz właścicielem, nie wierzył w powtórkę z medalowej rozrywki. Celem były play-offy, i play-offy tylko. Gracze zatem decydując się na przejście do Farmaceutów ryzyka niezrealizowania pokładanych w nich nadziei nie ponosili.
Nie deprecjonuję tu pracy, jaką włożył trener Sretenović w to, aby jego zespół prezentował efektowną i skuteczna koszykówkę. Nie chce zabierać graczom Polpharmy tego, co sami wypracowali w pocie czoła na sali, siłowni czy lekkoatletycznym stadionie. Pragnę jedynie pokazać, że dotychczasowym wynikom drużyny towarzyszyły okoliczności nadspodziewanie dla rozwoju wszelkich spraw – również tych sportowych – korzystne. Splot wielu wypadkowych, które zadziałały w jednym i tym samym czasie składając się na imponującą serię 17 wygranych w 19 dotychczas rozegranych przez Polpharmę Sretenovicia meczach.
Pytanie, jak długo to jeszcze potrwa? Czy jest w ogóle możliwe, aby jakie licho czy inny dziad nie złapały Polpharmy za pięty nieco im skrzętnie uknute plany burząc? Bo wydaje mi się, że w Starogardzie żyją obecnie jak w bajce. Powinni. Ba, muszą! Tylko, że życie to nie bajka – zwykle sprowadza do parteru, a nie usypia na dobranoc głaszcząc po głowie.
Jak długo jeszcze gracze Polpharmy będą w stanie bezproblemowo się dogadywać? Czy rzeczywiście dobrani są tak idealnie pod względem charakterologicznym, że nie pokłócą się wkrótce o przywództwo w stadzie? Jak zareagują na porażki, które przecież prędzej, czy później nadejść muszą? W końcu, czy prezes Olszewski nie popełnił błędu postanawiając nie wzmacniać zespołu w drugim, a zarazem ostatnim, okienku transferowym tego sezonu? Co, jeśli w ekipie ktoś się „rozłoży”?
Myślę, że choć tak bardzo przeżywamy tegoroczne, pozytywne zaskoczenia wielu klubów Tauron Basket Ligi (Czarni, Polpharma, nawet Zastal), to na końcu o złoto i tak będą się bili ci, co zawsze – czyli Prokom i/lub Turów oraz Anwil (względnie Trefl). Ci, co na miejscach czołowych wymieniani byli przez nas już przed sezonem. Jeśli tak, wyjdzie na to, że Prokom w trakcie sezonu zasadniczego pozwala innym pławić się w luksusie pierwszego miejsca, a na koniec, gdy zabawa się kończy, wyłączy muzykę, zgasi światło i wszystkich wyprosi. Czy raczej należałoby napisać wyrzuci na zbity pysk…?
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że cała liga – włącznie z Polpharmą – przy KRAUZEusach z Gdyni jest niczym młody pelikan – łyka wszystko. Nawet to, że może zdobyć w Polsce niezdobyte – czyli złoto.
Podobne Rzeczy:
- Poznańska masakra Miliją Bogiceviciem
W poprzednim roku poprowadził Polpharmę Starogard Gdański to brązowego medalu, w tym przegrywa z Basketem Poznań niemal wszystko. Z najlepszego... - Śląsku przybywaj
Dziwna w tym roku ta ekstraklasa. Niby jest dominator, na którego mecze przynajmniej teoretycznie powinny ściągać tłumy, niby stawka jest... - Bojkot MVP
Sezon PLK dobiega końca. Liderami po pierwszej rundzie będą albo Asseco Prokom Gdynia albo PGE Turów Zgorzelec. Jak co roku... - Ja nie VIP, a też typuję
Dostałem dziś zabawny komunikat prasowy z oficjalnej strony PLK. Poinformowano mnie, że pojawiły się tam VIP-owskie typy rozpoczynających się dzisiaj...




