Portland – what’s not to like?!

Napisane 8 kwietnia, 2011 przez shla w Koszykówka & NBA

Rozmyślając nad fenomenem Adama Małysza – sportowca, którego w Polsce kochają wszyscy (za wszystko) – zacząłem zastanawiać się czy w świecie koszykarskim również istnieje zespół, za którym może nie każdy trzyma kciuki, lecz któremu nikt nie życzy źle. Po obejrzeniu kolejnego spotkania najlepszej ligi świata doszedłem do wniosku, że – przynajmniej w NBA – taka drużyna jest tylko jedna.

Nie potrafię poprzeć tego konkretnymi badaniami – tezę opieram tylko i wyłącznie na własnym przeczuciu oraz nadziei, że zdecydowana większość kibiców odczucia ma podobnie. Z pewnością największą liczbę fanów w dalszym ciągu mają LA Lakers (w styczniu 2010 roku byli na czele, tylko w pewnym stopniu oddającym realną popularność, zestawienia klubów z największą liczbą fanów na Facebooku – ponad 2 miliony), Boston Celtics oraz Miami Heat – czyli drużyny opierające swe składy na ligowych gwiazdach. Nie lubimy (bardzo mocne uogólnienie) zwykle drużyn, w składach których występują albo koszykarscy leniwce, albo koszykarskie beksy, albo koszykarze mocno przepłacani, albo koszykarze laurki, albo koszykarze którzy minęli się z powołaniem i zamiast na skrzyżowaniach ulic „nieciekawych” dzielnic siedzieć na kanapie z UZI pod pazuchą od każdego przejeżdżającego pobierając haracz, wylądowali na parkietach NBA.

Portland Trail Blazers – jeszcze niedawno nazywani „Jail Blazers” – takich zawodników mieli kilka lat temu całkiem sporo. A to palili marihuanę, a to wszczynali bójki, a to prowadzili samochód na podwójnym gazie, a to organizowali walki psów (a nie zawody psich zaprzęgów). Bandę, nad którą nie dało się zapanować, prowadził nie kto inny jak mistrz boiskowej dyplomacji Rasheed Wallace. Pod jego skrzydłami wychowywali się „najlepsi” – Damon Stoudemire (ćpun-przemytnik), Bonzi Wells (uliczny bokser), Zach Randolph (pijak-pieniacz), Ruben Patterson (damski bokser), Darius Miles (ćpun-kłamca), Qyntel Woods (ćpun lubiący znęcać się nad zwierzętami), Shawn Kemp (ćpun-alkoholik). Powodów, aby nie darzyć ich zbytnią sympatia było zatem mnóstwo.

Oczywiście przyczyny, dla których jedni ich nie lubili, mogły być wystarczające do tego, by drudzy ich kochali. Są przecież gusta i guściki. W ostatnich latach Portland odeszło jednak od modelu budowania zespołu na byłych gwiazdach ligi i zaczęło tworzyć drużynę z głową. Świetne wybory w drafcie, szansa dla Nate’a McMillana – wszystko złożyło się na to, że od przynajmniej trzech lat, przed każdym sezonem Trail Blazers są wymieniani w gronie faworytów. Niestety w spełnieniu oczekiwań nie pozwalały i wciąż nie pozwalają im tylko i wyłącznie kontuzje.

I chyba przede wszystkim właśnie ze współczucia tak mało osób gdzieś w głębi serca nie trzyma kciuków za tę ekipę. Nie wiem jak wy, ale gdy ja myślę o wielu zespołach NBA, w każdym znajduję przynajmniej jeden powód, jedną maleńką rzecz, która nie pozwala mi im kibicować. Lakers – bo gra tam Kobe. Denver – bo banda gangsterów. Nowy Jork – bo nie potrafi bronić. Miami – bo wielka trójka. Boston – bo wielka czwórka. Utah – bo zwolniła Jerry Sloana. Sacramento – bo nieopierzone dzikusy. Nawet na Oklahomę coś znajdę, choć bardzo ją lubię – bo Kevin Durant dostaje za dużo gwizdków… I tak mogę w kółko i o wszystkich. Tylko z Trail Blazers mi nie wychodzi.

Bo gdy myślę o Portland nachodzą mnie tylko i wyłącznie myśli pozytywne. Że mają genialnych, zdecydowanie jednych z lepszych kibiców w lidze, że od tylu lat meldują się w play-offach, chociaż rokrocznie tracą tak wielu ważnych zawodników, że zdarzały im się spotkania, w których grali siódemką, a mimo to jak równy z równym heroicznie walczyli z najlepszymi, że dają szanse graczom, którzy nigdzie indziej by jej nie dostali, że nie boją się stawiać na Europejczyków, że choć nie mają gwiazd, mają szansę na zajęcie szóstego miejsca na zachodzie.

Zdając sobie sprawę jak wielka plaga nawiedziła w ostatnich latach stan Oregon, nie potrafię życzyć Trail Blazers porażek. Nie potrafię, mimo tego, że w ich szeregi wstąpił ten, który dwa razy zadrwił już z konkursu wsadów NBA (Gerald Wallace), Rudy Fernandez przed sezonem publicznie zaczął domagać się większej liczby minut, Greg Oden pochwalił się swym czarnym zaganiaczem, a Wesley Matthews przesadza z przywdziewaniem „trójkowych” okularów.

Gdy oglądam Trail Blazers widzę drużynę, która mimo, że przeszła piekło, to powstaje z kolan, tyle razy, ile na nich wylądowała. Widzę ekipę bez lidera, za to z dziesiątką zawodników gotowych do prawdziwej bitwy, którzy w swych oczach mają pasję, ogień i wolę walki. Widzę drużynę, której zawodnicy wychodząc na boisko zagryzają zębiska i – choć to frazes jakich mało – grają jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Widzę grupę koszykarzy, dla których najlepszy z nich ryzykuje swoje zdrowie wracając na boisko po dwóch tygodniach od zabiegu kolana. Widzę pierwszą piątkę po przejściach, w której miejsce ma dwóch dziadków rozpoczynających swe kariery niedługo po Grancie Hillu.

Obejrzałem już w tym sezonie bardzo wiele meczów NBA, widziałem w akcji prawie wszystkie zespoły. Trail Blazers są jednym z tych, które każdego wieczoru, bez względu na okoliczności grają z intensywnością równikowych dreszczów tropikalnych. Wygrywają, przegrywają – to nie ma wielkiego znaczenia. ZAWSZE orają parkietowe klepki, aż miło. Szacunek.

Podobne Rzeczy:

  • Co NAPRAWDĘ znaczą nazwy klubów NBA?
    Ileż razy spotykamy się z Magikami z Orlando, Świetlistymi Smugami z Portland czy Postrzygaczami z Los Angeles? Niewiele osób potrafi...
  • Stary człowiek nie może
    Ależ to był comeback. Spektakularny prawie tak jak kolejne miłosne podboje Charlie’ego Runkle’a za wszelką cenę podążającego za trzycyfrową liczbą...
  • Emigracja na Wschód
    Polacy do pracy wyjeżdżają do Niemiec, Holandii, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii a nawet do zachodnio-północnej Norwegii – generalnie jak za pieniądzem,...
  • Niechlujstwo gorsze od faszyzmu
    Próbowałem obejrzeć ostatnio dwa hitowo zapowiadające się mecze – Heat kontra Knicks oraz Magic kontra Knicks. Próbowałem, ale nie dałem...
Share on Twitter
Share on Facebook

Dodaj komentarz

Przepisz wyrazy z obrazka (jeżeli jest nieczytelny można go przeładować)