Skoki oglądam tylko i wyłącznie dla Małysza. Formułę 1 tylko i wyłącznie ze względu na Kubicę. Jazdę figurową na lodzie tylko i wyłącznie, ze względu na to, że nic nie śmieszy tak jak porządny, ludzki dzwon. Za powodzenie Phoenix Suns także powinien więc ściskać kciuki, chociażby po to, aby jedyny Polak w NBA zameldował się w play-offach. Z jednej strony bardzo bym chciał, żeby „Gorti” miał okazję do swego gustownego paska Louis Vuitton przywdziać mistrzowski pierścień, z drugiej jednak wiem, co czerwcowe finały oznaczają dla polskiej reprezentacji.
Polacy, którzy już we wrześniu zameldują się na Eurobaskecie 2011 na Litwie (o którym pisałem wcześniej) mają w grupie niezłe towarzystwo. Moje przewidywania niewiele się od tamtego czasu zmieniły – jestem przekonany, że na Litwie zagramy w czterech spotkaniach i po tygodniu wrócimy do kraju. Aby jednak totalnie się nie zbłaźnić potrzebować będziemy w składzie nie tylko doświadczonego trenera (którego w dalszym ciągu nie ma), lecz przede wszystkim naszych najlepszych koszykarzy.
A przecież wielu z nich już po zeszłorocznych eliminacjach zapowiedziało, że od reprezentacji chętnie by tego lata odpoczęło. Nie wiadomo czy na zgrupowanie przyjadą występujący we włoskiej Lega A Szymon Szewczyk oraz Łukasz Koszarek, mało prawdopodobne wydaje się skuszenie na zwiedzanie turystycznych atrakcji Poniewierza Macieja Lampe. A co z Davidem Loganem oraz Thomasem Kelati?
Nie jest tajemnicą, że prawdopodobnie większość z nich (jeśli nie wszyscy) zjawią się na zgrupowaniu prędzej czy później, jeżeli swój przyjazd na nie potwierdzi Marcin Gortat. Po pierwsze któż nie chciałby zagrać w jednej drużynie z zawodnikiem NBA, nieco się przy jego boku polansować, podreperować swój PR pozując przy Gortim do zdjęć Faktu czy Super Expresu? Po drugie jeśli styrany ciężkim sezonem Gortat przedłoży grę z orzełkiem na piersi nad przygotowania ze swoim klubem do nowego sezonu, to automatycznie każdy z występujących gdzie indziej polskich graczy, który zażądałby odpoczynku, zostanie przez opinię publiczną surowo oceniony. Nie wspominając o pewnej jak w banku „zjebce” na dzień dobry od Gortata…
Jeśli zajmujący obecnie dziesiątą lokatę w tabeli konferencji zachodniej Phoenix Suns nie zakwalifikowali się do playo-offów sezon dla naszego rodzynka skończyłby się już w połowie kwietnia. Szybki urlop z narzeczoną, Marcin Gortat Camp i do roboty – znalazłby miałby czas zająć się wcześniejszymi przygotowaniami indywidualnymi i zweryfikować swoje ewentualne postępy w pojedynku z braćmi Gasol albo braćmi Ławrynowiczami.
Lecz jeśli Phoenix wejdzie do czołowej ósemki, ma małe szanse na sprawienie niespodzianki i odprawienie z kwitkiem San Antonio Spurs. Pojedyncze zwycięstwo, znając historię zaciętych pojedynków Steve’a Nasha oraz Tima Duncana, pewnie udałoby się ekipie z Arizony wydrzeć, lecz całej serii nie ma szans. I tak chyba byłoby dla nas, polskich kibiców, najlepiej. Życzyć Gortatowi awansu do play-offów (co z pewnością byłoby nie tylko sporym sukcesem osłabiony Suns, lecz także jeszcze bardziej podwyższyło wartość Gortata w NBA – wszak do zespołu dołączył w chwili wielkiego kryzysu, przy ujemnym bilansie…) jednocześnie ściskając kciuki za porażkę jego zespołu w pierwszej rundzie. Choć i to z pewnością nie załatwi sprawy jego przyjazdu na zgrupowanie kadry…
Podobne Rzeczy:
- Wakacje w Poniewieżu
Maciej Lampe w Teatrze Lalek na wozie, Marcin Gortat na międzynarodowym sympozjum ceramiki, a Łukasz Koszarek na przejażdżce linią kolei... - Marcina Gortata cholewa z mordy
Zawsze dużo mówił. Krótko po tym jak zaczął grać w koszykówkę i trafił do młodzieżowej reprezentacji Polski powiedział, że kiedyś... - Gortat rozpoczął kampanię
Nie, nie na prezydenta RP, choć pewnie znaleźliby się oszołomy, którzy zechcieliby na niego zagłosować na poważnie (chociażby z elektoratu... - Polski okręt bez sternika
130 dni pozostało do otwarcia mistrzostw Europy koszykarzy na Litwie. Na EuroBasket 2011 tylnymi drzwiami – otworzonymi rzekomo przez dobrego...




A moim czarnym koniem przedsezonowym było Memphis i jak na tą chwile wróżę im naprawdę dużo. U will c!