Pudle w końcu mogą się ogolić

Napisane 29 kwietnia, 2011 przez shla w Koszykówka & NBA

Łysiejący już książę William zajechał właśnie do katedry westminsterskiej, gdzie z pewnością niecierpliwie (na pewno…) oczekuje na wybrankę swego serca. W tym samym czasie – wcale nie tak daleko – na południowym wschodzie Stanów Zjednoczonych, w istnym El Dorado emerytów i rencistów, czyli Orlando, Dwight Howard i Hedo Turkoglu pakują walizki na wspólny wyjazd nad jezioro Lago Bayano w Panamie, gdzie w końcu będą mogli porządnie się obłowić.

Sezon dla Orlando Magic od początku nie układał się po myśli Otisa Smitha, generalnego menadżera zespołu. Magic rozpoczęli rozgrywki niemrawo, a więc ich szef zajmujący się sprawami transferowymi, po kilkutygodniowym odchorowywaniu ostrej, krwawiącej biegunki musiał zdecydować się na rewolucję w składzie. Z perspektywy czasu my – Polacy – możemy mu za decyzje, które podjął jedynie serdecznie podziękować. Marcin Gortat i jego Phoenix Suns co prawda nie zakwalifikowali się koniec końców do play-offów, lecz po pierwsze mało kto się tego po nich spodziewał, a po wtóre choć reprezentant Polski dokończył sezon zmęczony, to przynajmniej ból w jego mięśniach pochodzi z walki meczowej, a nie tylko treningowej.

Co prawda wybór między odpadnięciem z fazy play-offów będąc drużyną wyżej od przeciwnika rozstawioną, a całkowitym niezakwalifikowaniu się do najlepszej szesnastki ligi, jest niczym wybór dżumy czy cholery, to jednak wolałbym zamiast na miejscu Dwighta Howarda i jego kolegów, być w sytuacji Steve’a Nasha i Suns. Jakby nie patrzeć Magic ponieśli klęskę.

Nie kompromitację, bo kto oglądał zeszłoroczne play-offy musiał zauważyć, że Magic to banda bojących się własnego cienia chojraków, na których czele stoi istna karykatura koszykarskiego lidera – center dominujący, który im większa stawka spotkania, tym szerzej się uśmiecha, częściej frustruje i łapie przewinienia techniczne. Porażka Magic była zatem do przewidzenia, a ich dojście do finału konferencji (z góry zarezerwowane dla kogoś z trójki Celtics, Bulls, Heat) od samego początku praktycznie realne jak powrót do gry Billa Rusella.

Ileż buńczucznych wypowiedzi padło w tych (i nie tylko) play-offach z ust liderów Magic. Jameer Nelson jeszcze przed ostatecznymi rozstrzygnięciami rywalizacji z Hawks (która przecież wiadomo jak skończyły się dla ekipy Stana van Gundy) witał się już za pomocą mediów z Derrickiem Rose w półfinale konferencji wschodniej. Magic zrobili wokół swojego tegorocznego występu w play-offach dużo szumu, tak charakterystycznego dla zespołów czy jednostek sportowych, które niepewne są własnej formy. Solidarne zapuszczanie zarostu na twarzy (tak popularne podczas play-offów w lidze hokejowej NHL) połączone z absolutnym zakazem jego przystrzygania miało doprowadzić do sytuacji, w której Magic będą jeszcze w grze w czerwcu. Tylko czy aby na pewno?

Gdyby Orlando nie odpadło w pierwszej rundzie, sprawiający tyle kłopotów swojemu właścicielowi zarost Hedo Turkoglu sięgałby pewnie kolan. Turek, po uprzednim wyplewieniu ze swego włosia pasożytów wszelakich, musiałby następnie zapleść warkoczyki, aby broda nie plątała mu się między kostkami. A J.J. Redick? Jeśli nie ma jeszcze narzeczonej, to po „zarośniętej” serii z Hawks fanek mu z pewnością nie przybędzie. Celowo pomijam już Howarda, szeroko uśmiechającego się, wiecznego chłopca, któremu nieregularny jak wrocławskie MPK zarost na twarzy, pasuje jak Żydowi napletek.

Można było się domyślać, że zorganizowana akcja „zapuszczamy włosie na „play-offy”  ma dodać drużynie Magic charakteru, ma spowodować, że jej zawodnicy, którzy przez cały sezon regularny przypominali wykastrowanych chórzystów księdza Jankowskiego, nagle mają dostać sportowego pazura. Nic z tego, nikt – a przynajmniej ja – nabrać się nie dał.

Miał rację Paul Pierce, który nazwał dwa lata temu Magic bandą pudli. Pudle buldogami nigdy się nie staną.

Podobne Rzeczy:

  • Bardzo brzydkie kaczątko z Phoenix
    Kiedyś podczas ich spotkań kibice albo przez 2,5 godziny siedzieli o suchym pysku albo nosili ze sobą cewnik – kilkuminutowa...
  • Gortat rozpoczął kampanię
    Nie, nie na prezydenta RP, choć pewnie znaleźliby się oszołomy, którzy zechcieliby na niego zagłosować na poważnie (chociażby z elektoratu...
  • NBA playoffs – to nie jest czas dla starych ludzi
    Jeszcze kilka tygodni temu byli najgorętszym – nie tylko ze względu na klimat panujący w Teksasie – teamem w lidze,...
  • Gortata walka z baranami
    Zamiast bronić krzyża, stawiać pomniki oraz tablice upamiętniające wydarzenia pod Smoleńskiem Polacy powinni spróbować przeforsować w sejmie pomysł o zakupie...
Share on Twitter
Share on Facebook

4 komentarzy do “Pudle w końcu mogą się ogolić”

  1. Kerim pisze:

    Przynajmniej w tej jednej kwestii, odpadnięcia Magic z po już w pierwszej rundzie, zgadzaliśmy się już w marcu :)

  2. laska pisze:

    Jak się nie ma jajek to ciężko nie odpaść. Hedo miękki był zawsze, jason na PO? chyba na rozgrzewkę wsady porobić. Do Jameera wszelaki szacunek straciłem. Reasumując, piękna hala, zero drużyny, no cap space i perspektywy na przyszłość. Poza JJ, DH i BB nie ma nikogo z trenerem włącznie kogo chciałbym oglądać w przyszłym sezonie. Otis powinien zatrudnić Larry’ego Browna lub ponownie namowić Billy’ego Donovana. PG first pass, second shoot od zaraz. Gerald’a Wallace mimo braku IQ wezmę w ciemno, przynajmniej ma jaja. Zamiast robić z Magic rzucający cyrk, trzeba zacząć twardo grać w obronie. (jr, hedo, nelson, arenas itd. out) Problem polega jednak na tym, że nie ma już co tradeować bo nikt ich nie łyknie. Hmm no chyba, ze Utah :) jak ze Derona paczkę chipsów łyknęli.

    • shla pisze:

      bardziej konkretnego, treściwego, krótkiego acz zgłębiającego wszystkie bolączki magic w tym sezonie komentarza dawno nie czytałem. Hedo dla mnie w ogóle zrobił w ostatnich dwóch latach swoisty majstersztyk – rozegrał rewelacyjne play-offy a Orlando doszło do finału. Skończył mu się kontrakt i tak wywindował swoją wartość, że Toronto dało mu 3x za duzo kasy niż zasługuje. Podpisał kontrakt po czym wielka kiszka… Wywalili go z Toronto, poszedł do Phoenix gdzie grzał ławę, po czym… skończył tak jak chciał – czyli z mega kontraktem i w Orlando, mimo ze Otis Smith nie chciał mu dać kasy jakiej ten zażądał – dla mnie mistrzostwo świata wykonał:)
      ja bym z tego składu zostawił Howarda, Redicka, Andersona i mimo wszystko Quentina Richardsona – reszta do odstrzału – tylko nie wiem jak z kontraktami…

  3. Kerim pisze:

    Tu masz listę płac:

    http://hoopshype.com/salaries.htm

    http://hoopshype.com/salaries/orlando.htm

    Z większych kontraktów w przyszłym sezonie zlatuje tylko ten J-Richa.

Dodaj komentarz

Przepisz wyrazy z obrazka (jeżeli jest nieczytelny można go przeładować)