Nikt nie lubi wymiotować, choć czasami przynosi nam to ulgę nieporównywalną z niczym innym – to znaczy przynosi Wam, bo ja nie piję – jak ustalił kapitan – bo nie umiem, a z przejedzenia to mi się jeszcze nie zdarzyło. Ostatnimi czasy kolejne posiłki wzbierają mi się jednak coraz agresywniej, bo za każdym razem, gdy chcę obejrzeć mecz piłki nożnej, w telewizji leci Barcelona-Real.
Oczywiście z początku – tak pewnie jak i wy – pomyślałem sobie, że nic lepszego aniżeli piłkarskie El Clasico, Gran Derbi czy jakkolwiek by się to jeszcze nie nazywało, nie mogło mi się przytrafić. Obejrzałem więc kilka miesięcy temu starcie, w którym Barcelona pogoniła madrycki Real 5:0. Wiedząc, że ekipa Jose Mourinho żądna będzie rewanżu jak skacowany klina, szykowałem się na kolejny ligowy pojedynek. Minęło jednak ledwie kilak dni, a tutaj deser, który smakuje zwykle tak wybornie dlatego, że – niczym zupa śledziowa w mojej rodzinie podawana tylko i wyłącznie w święta Bożego Narodzenia – serwowany jest nadzwyczaj rzadko, przestaje łechtać me kubki smakowe w stopniu choćby zbliżonym do tego, jak kiedyś.
Aż strach pomyśleć jak zwyczajnie i tuzinkowo odbiorę zapewne środowy mecz w Lidze Mistrzów. Mecz, o którym pisałem dawno temu, i na który czekałem już od kilku ładnych tygodni. Nie wiem czy nad faktem, iż Barcelona z Realem spotykają się ze sobą na przestrzeni kilku tygodni aż czterokrotnie, mam ubolewać, czy tez wręcz przeciwnie – chłonąć całym sobą, przeżywać i koniecznie oglądać, bo taka okazja zapewnie nieprędko się powtórzy. Tylko czy właśnie cały urok najwspanialszej piłkarskiej wojny Europy nie głównie w tym, że zwykle odbywa się dwa, maksymalnie trzy razy do roku i za każdym razem smakuje wyśmienicie, niczym woda mineralna podawana przez zmieniające się co tydzień „wodzianki” Kuby Wojewódzkiego (nie to, że wiem – zaproszenia JESZCZE nie otrzymałem…)?
Rzecz się tyczy zresztą nie tylko pojedynków Barcelony z Realem. Czy gdyby najgorętsze koszykarskie starcia Starego Kontynentu Panathinaikos – Olympiacos (dla których jedyną realną konkurencją mogą być mecze Żalgirisu z Lietuvos Rytas) odbywały się co tydzień przez, dajmy na to, cztery kolejne tygodnie, ich wartość, prestiż czy towarzyszące im emocje, nie straciłyby na swej ostrości? Nie zamazały się, nie zatarły? Co innego przecież, gdy wielkie teamy spotykają się ze sobą raz na kilka miesięcy, co innego gdy natrafiają na siebie jak spieszący się kierowca na czerwone światło.
Świetnie było ostatnimi czasy oglądać wojujących ze sobą Pepa Guardiolę z Jose Mourinho. Uwielbiam oglądać starcia piłkarskiego Goliata z Dawidem (Ronaldo vs. Messi). Po mękach, które przechodzę za każdym razem, gdy w telewizji leci polska ekstraklasa, pokaz kopanej na najwyższym światowym poziomie (nawet jeśli nieobfitujący w bramki), jest istnym darem od Boga. Tylko, że przez obfitość owych darów, zamiast czekać na półfinał Ligi Mistrzów jak na kolejny sezon Dextera, już szykuję w łazience miskę na samą myśl, że po raz trzeci w ostatnim czasie będę zmuszony (jak na kibica przystało) oglądać wyżelowanego panicza z numerem 9, który gdy koledzy biegną, by odebrać przeciwnikowi piłkę, stoi na środku boiska w pozycji „na krakowiaka” mając nadzieję, że fotoreporterzy właśnie celują w niego swymi obiektywami – bo akurat plecy napiął…
Szkoda trochę, że magia meczów Barcy z Realem gdzieś ostatnio zniknęła. Oczywiście nie wszyscy pogląd ten muszą popierać – wszak gdyby ciągle wygrywał tylko jeden z zespołów, wówczas dopiero mówilibyśmy o braku jakichkolwiek fajerwerków. Sytuacja się jednak diametralnie zmieniła – Barca jest pod ścianą, a Jose Mourinho triumfuje, podczas gdy światowe media zaczynają główkować, czy Portugalczyk rzeczywiście znalazł sposób na hiszpańskie perpetuum mobile… Nie zmienia to jednak faktu, że wielka wojna zaczęła ostatnio jawić mi się jako bitewka. Jedna z bardzo wielu.
Podobne Rzeczy:
- Da się lubić zespoły Mourinho?
Podczas dość nietypowo dla siebie uważnego śledzenia półfinałów Ligi Mistrzów – zwłaszcza rywalizacji w parze Barcelona – Real – nie... - Ligi Mistrzów tort słodko-kwaśny
Piłkarski torcik tegorocznego sezonu Ligi Mistrzów swą bazę już posiada, czas zacząć ozdabiać go ulubionymi przez kibiców futbolu owocowymi przebraniami.... - Liga piłkarskich Bogów na biskupińskim Olimpie
Takiego spotkania Barcelona jeszcze w tym roku nie rozegrała. Ba, nie wiem nawet czy tak dominujący i jednostronny mecz zdarzył... - Life’a a bitch
Kontuzja Wojciecha Szczęsnego na dobre pogrzebała jego szanse na zaistnienie w bramce Aresnalu Londyn w kolejnych miesiącach, a może i...



