Ricky Rubio a „casus Koljevicia”

Napisane 7 kwietnia, 2011 przez shla w Europa & Koszykówka

Odpadnięcie z ćwierćfinałów Euroligi obrońców tytułu z Barcelony – mimo przegranej z równie wielkim Panathinaikosem – jest niespodzianką. Ale na pewno nie jedyną. Złote dziecko hiszpańskiego basketu, olśniewający już od dawna 20-letni Ricky Rubio, nie robi bowiem takich postępów, jakich wszyscy od niego oczekiwaliśmy. Jest już tak dobry, że nie może wspiąć się na wyższy poziom, czy może niepostrzeżenie zaczął wstępować na drogę Ivana Koljevicia?

Porównywanie tych dwóch, choć nieco przesadzone, nie jest wcale takie bezsensowne, na jakie mogłoby wyglądać – bo skoro Kobe Bryanta porównujemy do Michaela Jordana… Czarnogórzec był bowiem niewiele mniejszą gwiazdą europejskich rozgrywek młodzieżowych od Hiszpana. Podobnie jak on zaczynał grę w Eurolidze w wieku szczenięcym, tak jak on swe pierwsze kroki stawiał w drużynie solidnej, lecz na pewno nie wybitnej – co oczywiście możliwości debiutu w najsilniejszych rozgrywkach Starego Kontynentu obu im ułatwiły (Rubio zaczynał w Juventucie Badalona, Koljević w Buducnost Podgorica).

Oczywiście Koljević nigdy nie był – i już z pewnością nie będzie – tak dobrym „seniorem” jak Rubio. Swój czas miał, lecz z różnych przyczyn go zmarnował, a niebywałego talentu do granic możliwości nie wyczerpał. Wiadomo, że Czarnogórzec nie osiągnął tak wiele jak Rubio, że nie ma swym koncie medali Igrzysk Olimpijskich, mistrzostw świata, mistrzostw Europy. Wiadomo, że na europejskim szczycie w odróżnieniu od Rubio, nie potrafił się utrzymać, mozolnie stawiać tylu kroków w przód również nie umiał. W końcu nigdy nie został wybrany w drafcie NBA

Po przeciętnym i bezbarwnym sezonie w wykonaniu młodego Hiszpana, zacząłem się jednak zastanawiać, czy aby wstąpienie Rubio na najwyższy poziom w wieku kilkunastu ledwie lat, nie spowodowało – jak u Koljevicia – tzw. zmęczenia materiału, znużenia ciągłą rywalizacją, grą o stawkę, pogonią na sukcesem, nieustającymi napięciami i stresami. Zaczynam zastanawiać się czy Rubio może być jeszcze lepszy, czy aby zmagazynowanych w genach pokładów talentu i chęci do katorżniczej pracy nie wyczerpał już do cna i do końca kariery będzie już takim samym (świetnym, aczkolwiek nie wybitnym – na jakiego się zapowiadał jeszcze dwa lata temu) koszykarzem…?

Na  określenie „casus Koljevicia” wpadłem przypadkowo – po jednej z rozmów z byłym już rozgrywającym Turowa Zgorzelec. Czarnogórzec zaczął opowiadać mi o początkach swojej kariery. Wspominał do jakiego stopnia kochał koszykówkę, opowiadał o kontuzji, która przekreśliła jego szanse na podpisanie kontraktu z New York Knicks, w końcu wyjaśnił mi, jakim cudem z takim talentem, w wieku 26 lat trafił go PLK. Koljević kilka miesięcy temu powiedział mi także coś, o czym chyba niewiele osób wie – Czarnogórzec zdaje sobie bowiem doskonale sprawę z tego, dlaczego nie zrobił kariery na miarę oczekiwań.

Wydaje mi się, że nieco za wcześnie zacząłem trenować. W pewnym momencie swojego dzieciństwa ominęły mnie pewne etapy, przez które warto w życiu przechodzić. Wszystko potoczyło się zbyt szybko. Byłem zbyt ambitny, za dużo trenowałem. Do drużyny seniorskiej trafiłem będąc 17-latkiem. I nagle przyszedł taki czas, w którym mając dwadzieścia kilka lat uzmysłowiłem sobie, że na tym poziomie jestem już od bardzo dawna – wtedy zaczyna brakować motywacji, zaczynasz uzmysławiać sobie, ile straciłeś będąc dzieckiem. Kariera koszykarska powinna rozpoczynać się stopniowo.

Nie przypomina wam to drogi, którą od lat podąża Rubio? Ten nawet do seniorskiego basketu trafił już bodaj jako 16-latek, i z miejsca zaczął odgrywać w nim ważną rolę. Do tego dochodziły przecież ciągłe zgrupowania reprezentacji Hiszpanii, wielkie światowe imprezy, światła jupiterów, draft NBA, kolejne nagrody, wyróżnienia. Żadnego dzieciństwa, prywatności, spokoju. Rubio zaczął być bożyszczem Europy na długo zanim puścił mu się pierwszy wąs. O autografy proszono go już na długo, zanim mógł udać się do sklepu po sześciopak piwa. Nie miał okazji przeżywać nastoletnich miłosnych rozczarowań, jeździć na zielone szkoły, do dwudziestego roku życia być utrzymywanym przez rodziców, korzystać ze wspólnego mieszkania z nimi.

Tak jak Koljević, który jak skończył, wszyscy widzimy. W tej chwili jest rozchwianym emocjonalnie 26-letnim chłopcem, a nie mężczyzną. Profesjonalnym koszykarzem tylko z nazwy – dąsy, obrażanie się i pakowanie walizek w trakcie sezonu bez uprzedzenia swego pracodawcy tylko to potwierdzają. Zaryzykuję tezę, że właśnie teraz zaczął Czarnogórzec przeżywać swoje dzieciństwo, które dzięki koszykówce utracił. Oczywiście dzięki niej zyskał pieniądze i sławę – pytanie tylko, czy było warto…

Z drugiej jednak strony, co mieli zrobić jego trenerzy, którzy widząc taki talent chcieli, aby rozwijał go jak najszybciej i do jak największego stopnia? Jak mieli go uchronić przed zbyt wczesnym zawodowstwem?

Nie twierdzę, że Rubio charakterologicznie przypomina Koljevicia – jak na razie dał się poznać  raczej jako jego zaprzeczenie. Zauważam tylko, że ich drogi w pewien sposób zaczynają przebiegać podobnie. Rubio ciągle ma dopiero 20 lat i zadaję sobie pytanie, w którym miejscu (przez wczesny początek wielkiej kariery) będzie w wieku 24-25 lat? W NBA tak wiele jest przykładów młodocianych gwiazd (wstępujących do ligi ze szkół średnich), którym się powiodło, jak i tych, którzy oczekiwań nie spełnili.

Oczywiście Rubio może okazać się twardzielem totalnym, którego nic nie rusza i za dwa lata po wstąpieniu do NBA zacznie podbijać i tamtą ligę. Uważam jednak, że może do tego niestety nigdy nie dojść. Nie dlatego, że nie będzie chciał spróbować, tylko dlatego, że może przestać (już chyba przestał, albo przynajmniej niepokojąco zwolnił) czynić postępy czysto koszykarskie, jakich menadżerowie klubów NBA oczekują od wybranych w drafcie Europejczyków.

Nie wiem jak wy, ale dla mnie Rubio nie sprawia wrażenia zdeterminowanego i podążającego za grą w NBA Jana Vesely (rówieśnika Rubio). Największą różnicą między Czechem a Hiszpanem (na korzyść tego pierwszego) jest nieustający, widoczny nawet dla największych koszykarskim laików POSTĘP. Vesely robi go co miesiąc, Rubio koszykarzem zdaje się ukształtowanym był już w wieku 18 lat.

Biorąc pod uwagę krzywą rozwoju obu koszykarzy, to który z nich będzie za kilka lat lepszym graczem, wydaje się pytaniem retorycznym… Oby tylko mój koszykarski nos odnośnie Ricky’ego Rubio mnie mylił. Oby tylko nie tyczył się go „casus Koljevicia”.

Podobne Rzeczy:

  • Nadszedł czas
    Na każdego przychodzi pora. Oszukasz ojca, oszukasz matkę, oszukasz kochankę, lecz grawitacji (tak, drogie panie!) oraz czasu oszukać się nie...
  • Jan pod ścianą
    Wielomilionowy kontrakt z Reebokiem podpisał już zanim na parkietach NBA postawił pierwsze kroki. Zanim po raz pierwszy poczuł zapach krochmalu...
  • Dlaczego Jimmer Fredette nie zrobi kariery w NBA
    Wielki szum zrobił się podczas „Marcowego Szaleństwa” wokół białego rozgrywającego zamkniętego w ciele rzucającego, który do kosza potrafi trafić wszystkim,...
  • Montepaschi Siena i wagon prostytutek
    Ruszyły ćwierćfinały koszykarskiej Euroligi. Pierwszy dzień i już zdarzyło się coś niewiarygodnego. Coś w co po prostu ciągle trudno mi...
Share on Twitter
Share on Facebook

Dodaj komentarz

Przepisz wyrazy z obrazka (jeżeli jest nieczytelny można go przeładować)