Burdel w polskiej piłce to zjawisko rzadkie jak korki o 16. Jak nie naparzają się kibice, to słoma z butów – w wersji oralnej – wychodzi Grzegorzowi Lacie lub Franciszkowi Smudzie – czyli dwóm najbardziej elokwentnym i najmniej przypadkowym osobom, na tzw. stanowiskach, w polskim sporcie. Kupczenie wynikami meczów, organizacyjne skandale, rasistowskie zachowania – się dzieje. Wystarczyło chwilę poczekać, no i mamy. Schody, co to jak oko do dupy pasują.
Kibice po bilety na Euro 2012 rzucili się prawie jak dzieci trzeciego świata na żywieniową paczkę z nieba. Zapisali siebie, swoje mamy, swoich ojców, domniemanych ojców, wujków, ciotki, babcie, dziadków, nienarodzone dzieci i kuzyna będącego na służbie w Azerbejdżanie. Szanse na wylosowanie wejściówek małe jak członek po wyjściu z Bałtyku, ale… kto nie gra, ten nie wygra… Powiedzcie to tylko tym, co to od dwudziestu pięciu lat w „totku” przegrali znaczne części swych emerytur…
Słowem, kibice mniej i bardziej zapaleni, już szykują swe plecaki z prowiantem na nowo wybudowane polskie areny jakich świat nie widział. Jest tylko jedno, małe ALE… Radziłbym te jajka na twardo i paczki kabanosów z „foliówek” jednak powyciągać, bo może się okazać, że ci wybierający się na Stadion Narodowy w Warszawie, swe kulinarne specjały wetną w domu. Przed telewizorem.
O feralnych schodach, co to są nie dokładnie takie, jakie miały być, słyszał pewnie każdy. Mało tego gdyby rozchodziło się o kwestie estetyczne, wszak w każdym polskim mieście mamy architektoniczne kwiatki, w sam raz nadające się na sztukę współczesną. Ot, postawić kibel z zawartością, i jest. Voila! I dawać mi tu 50 złotych za wejście… Problem ze schodami na Narodowym jest nieco bardziej skomplikowany, gdyż ich projekt zagraża ponoć ogólnemu bezpieczeństwu przebywających na stadionie kibiców.
Jak? Mnie się nie pytajcie. Schody to schody. Są niższe, wyższe, szersze, węższe, kręte, mniej kręte, ale zawsze „idą” w górę, zawsze się kończą. Te przy stadionie, który tak szybko stał się naszą narodową, wirtualną dumą, oblały ponoć testy obciążeniowe. I to ma być problem?! Zamiast wpuszczać hołotę z biletami hurtowo, zrobi się kolejkę. „Gęsiego proszę, gęsiego”!. Nie da się?! Jasne, że się da. A, że na mecze trzeba będzie się wybierać dzień przed meczem, to tylko dobrze. Spóźnialskich nie będzie, a i zobaczymy ilu mamy tak naprawdę w Polsce PRAWDZIWYCH kibiców, którzy dla polskiej reprezentacji gotowi są poświęcić dzień pracy, czy odpoczynku.
Łatwiejsze to przecież, niż demontowanie schodów i ich budowanie od początku. Przynajmniej może terminu oddania stadionu do użytku wówczas dotrzymamy. „Powolutku, pojedynczo, gęsiego proszę” – i po temacie. Skłamałbym twierdząc, że cała sytuacja nie przyprawiła mnie o dobry humor. Uwielbiam obserwować ludzi w sytuacjach stresowych – wyobraźcie sobie zatem jakie mam używanie, gdy za każdym razem gdy włączę telewizor lub zajrzę do Internetu widzę gęsto tłumaczące się głowy. Normalnie jak zakupy w TK Maxx’ie…
Wykonawca (już po fakcie, czyli dopiero wówczas, gdy schody powstały i dopiero wtedy, gdy nadzorujący zauważyli, że się nie nadają…) twierdzi, że błąd popełnili architekci, ci z kolei całą winą obarczają kogoś tam, kto ponoć dostarczył im niepełne informacje. Wszyscy oglądają się na siebie, każdy od kardynalnego błędu umywa ręce, nikt nie chce uderzyć się w piersi i wziąć schodów na klatę. Nie można się oczywiście dziwić – kara za jeden dzień opóźnienia w oddaniu stadionu to milion złotych…
Wszystko oczywiście przypomina sytuację z halą Atlas Arena w Łodzi. Ta powstała, Polska w ekstazie. W końcu mamy obiekt pojemny i nowoczesny, którego nie musimy się wstydzić. Na tyle nowoczesny, że na organizowane w nim imprezy biletów w kasie nie kupisz. Nie dlatego, że ich sprzedaż prowadzona jest online. Dlatego, że zapomniano wybudować kasy…
Podobne Rzeczy:
- Smudy kadra zagadkowa
365 dni dzieli nas od pierwszego gwizdka na Euro 2012. Namiastką przyszłorocznego czempionatu miał być czerwcowy miniturniej. Jak wszyscy wiemy,... - Krzyniu „Diablo” z nieba rodem
Nie wiem komu lub czemu zawdzięcza swoją demoniczną ksywkę Krzyniu „Diablo” Włodarczyk. Może jeździ old-schoolowym modelem Lamborghini, może numer jego... - Euro – małe piwko!
Wszędzie się pije – nie krył radości, po ogłoszeniu przez ministra sportu Adam Giersza informacji o zaawansowanych rozmowach odnośnie nowelizacji... - Czego boi się PZPN?
„Litar” stojący na czele Ogólnopolskiego Związku Stowarzyszenia Kibiców otrzymał od PZPN-u za oplucie rodziny na meczu reprezentacji grzywnę w wysokości...






