Śląska kroczek na przekór polskości

Napisane 9 lipca, 2011 przez matt w Piłka Nożna

Od zarania dziejów polskie drużyny, które zapewniają sobie start w europejskich pucharach robią wszystko, by sukces sportowy natychmiast obrócił się także w finansowy. Priorytetem działaczy nie stały się wzmocnienia przed czyhającymi w Europie bojami, lecz próba zrobienia na swych dotychczasowych gwiazdach interesu czysto biznesowego… poprzez straganową wyprzedaż.

Obraz ten jest smutny, acz prawdziwy. Narzekamy, że do Ligi Mistrzów nie zaglądnęliśmy od 14 lat, rokrocznie zasiadając przed telewizorami emocjonując się występami innych – lepszych. Niestety. Legia i Widzew przetarły ścieżkę do Champions League, choć droga ta już dawno zniknęła nam z pola widzenia. Zostały tylko eliminacje…

Jako Polacy mamy manię wspominania. Kochamy karmić się sukcesami z zamierzchłej przeszłości. Zarówno klubowymi, jaki i reprezentacyjnymi. W kwestii tych ostatnich, nasza pamięć jest wystawiana na bardzo ciężką próbę.  Biało- czerwoni swą grą zmuszają nas do powrotu do „zwycięskiego remisu” na Wembley (1973) albo mundiali pod przewodnictwem śp.Kazimierza Górskiego i Antoniego Piechniczka.

Maciej Żurawski i jego Wisła zaskoczyli Europę osiem lat temu

To samo tyczy się Ligi Europejskiej. Jak na razie symbolami triumfów polskiego futbolu w tych rozgrywkach są występy Wisły Kraków i Lecha Poznań. „Biała Gwiazda” miała swoje pięć minut w sezonie 2002/2003, kiedy zmiażdżyła włoską Parmę i upokorzyła Schalke Gelsenkirchen. Poznaniacy natomiast chwytali nas za serca pojedynkami z Manchesterem City czy horrorem z turyńskim Juventusem. Jednak to wszystko „marność nad marnościami”. Wiślacy lata europejskiej świetności dawno mają już za sobą, zespołu na miarę tego sprzed ośmiu lat nie widać. „Kolejorz” po swej bajkowej europejskiej przygodzie popadł w wielki kryzys popisowo wkomponowując się w ligową szarzyznę. Piątą lokatę w naszej „wymagającej” ekstraklasie ledwo wymęczył…

Patrząc na obecne przygotowania polskich teamów do meczów okrytych europejskim sztandarem, zastanawiam się czy sytuacja ma szansę się powtórzyć (z premedytacją pomijam Jagiellonię Białystok, która w stylu – a jakże – fatalnym już się z pucharami pożegnała). Mierzący w fazę grupową LM zespół z Krakowa wzmacnia skład stopniowo i pieczołowicie (Iliev, Dudu Bilton, Lamey , Nunez, Diaz). W ich przypadku delikatny niepokój rodzą jedynie dość słabe wyniki sparingów. Mimo tego do dwumeczu z łotewskim Skonto możemy podchodzić z umiarkowanym optymizmem.

Johan Voskamp - nowy nabytek Śląska

Wychodzi więc na to, że jedynym zespołem, który nie poddaje się polskim standardom wywołanym na początku tekstu jest Śląsk Wrocław. Jego działacze po zastrzyku gotówki podanego przez naczelnego pielęgniarza Zygmunta Solorza momentalnie zaczęli wzmacniać kadrę – na Oporowską zawitało już pięciu nowych zawodników. O ile transfery Krzysztofa Żukowskiego i Marka Wasiluka należy potraktować jako uzupełnienia składu, to sprowadzenie Mateusza Cetnarskiego, Dariusza Pietrasiaka i Johana Voskampa muszą budzić podziw. Ostatni z wyliczanki jest obok Ilieva i Ljuboji absolutnym hitem transferowym naszego podwórka, natomiast byli gracze GKS-u Bełchatów, którzy byli do tej pory wyróżniającymi  się postaciami Ekstraklasy,  z pewnością również okażą się pomocni.

Przede wszystkim jednak wrocławski klub zrobił to, co innym zespołom przez wiele lat się udawało. Po sukcesie na krajowym podwórku i kwalifikacji do LE zdołał zatrzymać swoje gwiazdki, które tworzyły kręgosłup wyjściowej jedenastki. W stolicy Dolnego Śląska nadal przecież będą grali Marian Kelemen, Sebastian Mila, Przemysław Kaźmierczak, Cristian Diaz czy Waldemar Sobota.

Wisła oraz Śląsk stoją przed wyzwaniem wyłowienia polskiego futbolu z sieci marazmu i niedołężności. Bo jak do tej pory (tym bardziej po blamażu Jagiellonii)  wygląda on jak mityczny Syzyf. Tylko, że kulę wtacza pozbawiony ręki i nogi…

Podobne Rzeczy:

Share on Twitter
Share on Facebook

Dodaj komentarz

Przepisz wyrazy z obrazka (jeżeli jest nieczytelny można go przeładować)