365 dni dzieli nas od pierwszego gwizdka na Euro 2012. Namiastką przyszłorocznego czempionatu miał być czerwcowy miniturniej. Jak wszyscy wiemy, planu Franciszka Smudy PZPN zorganizować nie zdołał. Owy miniturniej przeobraził się w tylko jeden poważny sprawdzian dla naszych kadrowiczów.
Teatralna martyrologia działaczy związku jest zjawiskiem szerzej znanym w naszym społeczeństwie. „Nie udało nam się skontaktować”, „Było już za późno, by załatwić trzeciego rywala” – to tylko niektóre próby wytłumaczenia się z kolejnego braku odpowiedzialności za swe czyny. Kompletna żenada.
Franz Smuda plan miał doskonały, ale PZPN nie potrafił mu „pomóc”. Trudno też, żeby trener kadry, który i tak ma na swej głowie milion innych kwestii, zajmował się sprawami organizacyjnymi dotyczącymi dogadania się ze wskazanym przez niego rywalem dla biało-czerwonych. Do kompetencji selekcjonera należy wybór ewentualnego przeciwnika, budowa personalna kadry, a także decyzje czy wskazówki związane z miejscami zgrupowań naszych piłkarzy. Smuda już nieraz pokazał, że bierność związku wymusza na nim więcej przepracowanych godzin i nieprzespanych nocy. Tak było w przypadku załatwiania i nagabywania na grę w polskiej kadrze Sebastiana Boenisha i Damiena Perquisa.
Wróćmy jednak do naszych orłów i przywołanego już wcześniej miniturnieju, bo nie ma co pastwić się nad działaczami – bidulkami. Miały być trzy mecze z silnymi rywalami. Były dwa, a wymagającym rywalem okazała się tylko Francja. Wychodzi jeden, prawda? O ile mecz z Argentyną (jak i jego wynik) trzeba potraktować z dystansem i bez zbędnych emocji, o tyle pojedynek z Trójkolorowymi dał nam odpowiedzi na kilka ważnych pytań.
Bagatelizuję nieco sparing z Albicelestes, ponieważ był to mecz bez historii. Mieliśmy go wygrać i tak się stało. Przeciwnicy wystawili piłkarzy, których nawet argentyńscy kibice z trudem kojarzą. Nie przeszkadzało to jednak komentującemu mecz Mirosławowi Trzeciakowi po pierwszej części spotkania stwierdzić: „ Trzeba się cieszyć. Prowadzimy 1:0 z wielką Argentyną”.
Polskie kompleksy są przerażające…
Styl biało-czerwonych pozostawiał momentami wiele do życzenia. Argentyńczycy, którzy w takim składzie spotkali się pierwszy raz ( i pewnie ostatni) pokazali, że Polaków może zdominować zespół złożony tylko z indywidualności. Brak zgrania nie przeszkadzał graczom z Ameryki Południowej stworzyć kilku magicznych akcji, które tylko dzięki ich niedokładności zakończyły się jednokrotnym powodzeniem.
W zeszły wieczór Francuzi (oni nie grali „byle kim”) również obnażyli nasze braki i chwała im za to, że podeszli do tego pojedynku z należytą werwą, zaangażowaniem i pasją. To wszystko pozwoliło podopiecznym Franciszka Smudy skonfrontować się z bardzo wymagającym rywalem. Pomińmy fakt, że w pierwszej jedenastce francuskiej kadry zabrakło: Benzemy, Maloudy i Riberiego.
Na stadionie Legii byliśmy świadkami dominacji podopiecznych Laurenta Blanca. Polacy dużo biegali za piłką, zostawiali olbrzymie przestrzenie między formacjami i często nerwowo wyprowadzali futbolówkę. Mimo wyniku nie mamy się jednak czego wstydzić i należy z optymizmem patrzeć w przyszłość. Oczywiście nie mylmy tego z hurraoptymizmem, bo na to w ogóle nie ma miejsca. Mam jednak wrażenie, że dzięki trenerowi Smudzie nasza reprezentacja ma w końcu charakter. Mimo wielu niedociągnięć (szczególnie w destrukcji) pokazaliśmy wiele ciekawych akcji. Nasze ofensywne eskapady były wypełnione pomysłowością i fantazją.
Polska ekipa to zagadka. Wierzmy jednak, że rok, który pozostał do Euro 2012 będzie przez naszego selekcjonera czasem wykorzystanym należycie. Ma on jeszcze chwilę, by stworzyć kręgosłup reprezentacji.
Podobne Rzeczy:
- Polska kadra piłkarska – kto ją jeszcze ogląda?
Mecz Polska – Norwegia. Jak zawsze spotykamy się u jednego z nas. Chipsy, paluszki, kanapki, a nawet nieco więcej –... - Kalendarium betonowego Franza
440 dni pozostały do inauguracyjnego meczu Euro 2012. Za nami już 443 doby pontyfikatu Franciszka Smudy. Tyle za nami, ile... - Schody do nieba, czyli spychologia budowlana
Burdel w polskiej piłce to zjawisko rzadkie jak korki o 16. Jak nie naparzają się kibice, to słoma z butów... - Czego boi się PZPN?
„Litar” stojący na czele Ogólnopolskiego Związku Stowarzyszenia Kibiców otrzymał od PZPN-u za oplucie rodziny na meczu reprezentacji grzywnę w wysokości...







Mega suchy tekst, wali biedą