Ależ to był comeback. Spektakularny prawie tak jak kolejne miłosne podboje Charlie’ego Runkle’a za wszelką cenę podążającego za trzycyfrową liczbą kresek nad łóżkiem. Nie widzieliśmy Shaqa na parkietach NBA ponad dwa miesiące. Wrócił, postawił swe 150-kilogramowe cielsko na parkiecie, potknął się o jedną z białych boiskowych linii (kto jest tam do cholery namalował?!) i z grymasem bólu na twarzy zszedł do szatni.
I z pewnością prędko z niej nie wylezie. Kocham Shaquille’a O’Neala. Kocham go oczywiście dopiero od czasów, gdy przestał dominować w NBA niepodzielnie i zamiast kolejnych 30 punktów i 20 zbiórek zaczął osiągać cyfry na poziomie innych koszykarzy-wielkoludów, a już nie wynaturzonych ludzi-mutantów. Uwielbiam Shaqa za to, że od kiedy jest w Bostonie Phil Jackson przestał być posiadaczem najwyższego siedziska w lidze. Kocham go za to, że do programu Jimmy’ego Kimmela (broń boże nie mylić z Kammelem…) przyszedł w „sleepersach”. Kocham go za to, że po kilku ładnych miesiącach bezskutecznych prób pojmania pchły najdokuczliwszej z możliwych (Nate’a Robinsona) nie przestał próbować dalej…
Uwielbiam go tak bardzo, że aż żal ściska me dupsko, gdy widzę jak bidula się męczy, jak walczy z samym sobą. Widzę, że jeszcze raz, być może ten ostatni raz chciałby zawalczyć o mistrzowski pierścień, by po jego zdobyciu jeszcze raz retorycznie móc zapytać „Kobe, tell me how my ass tastes”… Szkoda mi Shaqa, bo wiem, ile musiało go kosztować przejście do Bostonu, po tym jak najwspanialsze lata swojej kariery spędził w ośrodku leżącym na osi NBA po przeciwległej stronie. Bo ubrać tę kłującą w oczy zieleń – po przywdziewaniu złota i purpury mieniących się dodatkowo w blasku trzech pucharów Larry’ego O’Briena – nie mogło być łatwo. Zwłaszcza teraz, gdy kolory te są w ostatnich latach ponownie na topie.
Mówi się, że Shaq będzie pauzował około dwóch tygodni. Że uraz, którego doznał nie pozbawi go występu w play-offach, co w dalszym ciągu pozostawia Celtics pewne szanse na awans do wielkiego finału. Zastanawiam się tylko jak paskudnie musi się czwarty najlepszy koszykarz w historii ligi (przynajmniej wg amerykańskiego magazynu „Slam”, który wydał ostatnio numer specjalny z 500 najlepszymi graczami NBA – pierwsza trójka – Jordan, Chamberlain, Russel) czuć.
Zawsze miał problemy z kontuzjami (pełnych 82 meczów w sezonie regularnym nie rozegrał nigdy…), lecz na te najważniejsze starcia posezonowego zwykle był gotowy. Podobnie miało być i tym razem, tylko że plany pokrzyżowała przeklęta kontuzja łydki. A ta – w przypadku graczy wysokich – niestety potrafi dokuczać dłużej i dotkliwiej, niż z początku się wydaje. Zapytajcie się np. Waldemara Łuczaka – obecnego dyrektora sportowego PGE Turowa Zgorzelec – który pracując jeszcze w Śląsku Wrocław miał przez cały rok problemy z takim jednym, co to go łydka szarpała…
Z jednej strony O’Neal ma więc ogromnego pecha, z drugiej jednak może nazywać się „zdrowotnym” szczęściarzem jakich mało. Przy jego niebywałej sprawności oraz równie imponującej wadze, w dalszym ciągu ma sprawne kolana, które przez lata dźwignęły pewnie łącznie z tuzin frachtowców z ładunkami wielkogabarytowymi. Taki Rajmonds Miglinieks – którego do zakończenia kariery grubo przed czterdziestką zmusiły kontuzje bioder (i który mimo tego, że ma już wszczepioną jedną endoprotezę, w dalszym ciągu nie może uprawiać żadnej rekreacji (oprócz tej pro) – a waży grubo ponad 120 kilogramów) – nie miał tyle szczęścia. Nie było mu dane doczekać 39 urodzin czynnie grając w koszykówkę.
Pisałem już o tym, czego powinni się imać podstarzali sportowcy. Mam nadzieję, że Shaq do czterdziestki (mimo dwuletniej umowy) za wszelką cenę nie będzie się starał dociągać byle tylko w NBA być. Na wszystkich – nawet na Adama Małysza – przychodzi kiedyś czas. Ważne, aby zestarzeć się z klasą.
Podobne Rzeczy:
- Mój człowiek z Massachusetts
Szczerze? Nie pamiętam kiedy ostatni raz cieszyłem się z czyjegoś nieszczęścia tak bardzo, jak z drugiej kolejnej porażki w półfinale... - White Power
Wątpliwości co do tego czy Mike Brown – nowy szkoleniowiec Los Angeles Lakers – poradzi sobie z trudnymi hollywoodzkimi charakterami... - Po mistrzostwo wysoko sięgającymi ramionami
Jeśli ktoś w dalszym ciągu uważa, że powtarzana do znudzenia przez wszystkich koszykarskich ekspertów w Stanach fizyczna dominacja, przewaga wzrostu... - Człowiek, który zreaktywował Śląsk
Nie prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz a człowiek sklasyfikowany na 69. miejscu rankingu najbogatszych Polaków tygodnika Wprost sprawił, że już w...




Shaq rządzi…