Koszykarski Śląsk, który od przyszłego sezonu będzie grał w ekstraklasie, rozpoczął budowanie składu. Idzie jak po grudzie, bo i budżet nie za wysoki, i zawodnicy ostrożni. Władze klubu – i słusznie – chciały ściągnąć graczy z miastem związanych, płacąc im jednak stawki najniższe używając przy tym argumentów skandalicznych. Dlaczego?
Nad „nowym” Śląskiem unosi się gęsta chmura wątpliwości, którą przywiał do Wrocławia Waldemar Siemiński. Koszykarze obawiają się, że Przemysław Koelner – nowy właściciel zespołu – również zaimponuje zapałem jedynie słomianym, który ulotni się za trzy lata. Stąd problemy wrocławskiego klubu ze zbrojeniami, przede wszystkim polskimi, które do startu w PLK potrzebne są jak skwarki do smalcu.
Idea ściągnięcia zawodników takich jak Robert Skibniewski, Kamil Chanas, Marcin Stefański czy Radosław Hyży, czyli zawodnicy w stolicy Dolnego Śląska już niegdyś występujący – oczywiście trafna. Wcielenie jej w życie to jednak inna bajka. Narazie udało zakontraktować tylko tego pierwszego (i wszystko wskazuje na to, że z tej czwórki jedynego), który zresztą kontraktowych alternatyw miał tyle, co Amy Winehouse w ostatnim roku udanych koncertów. Stąd dość desperackie ruchy, np. przejęcie aktywnego koszykarsko jak półkolonie w Antoninie Bartosza Bochno czy spektakularnego jak kazania Rysia z Klanu Slavisy Bogavaca.
Chciał klub pana Koelnera zakontraktować niedawnego reprezentanta kraju Kamila Chanasa, który przecież we Wrocławiu się urodził, zawsze i wszędzie powtarzał, iż gdyby nie sytuacja rynkowa innej niż koszulka Śląskowa by nie włożył. Chanas kandydatem na osobowość, wokół której można by budować tożsamość klubu byłby idealnym. Tylko, że zamiast przychylić mu finansowego nieba i zaoferować umowę przynajmniej dla pozostałych konkurencyjną (tym bardziej, że ma za sobą najlepszy sezon od lat) podejrzewam, że werbalnie zaśmiano mu się w twarz. Musiano mu przedstawić kontrakt, na jaki przystać po prostu nie mógł będąc w pełni świadomym swej klasy, doświadczenia, klubowego i miastowego pochodzenia.
Mogę się założyć, iż w stosunku do graczy z Wrocławiem jakoś związanych (przeżywałem to samo…) podchodzi się inaczej – gorzej. I to nie jest w porządku. Zamiast za wszelką cenę próbować ściągnąć do miasta „swoich” oferując im godziwe wynagrodzenie a do tego inne „bonusy” (wyższe premie, mieszkanie, więcej darmowych biletów), liczy się na to, że ci zgodzą się na grę za psie pieniądze „rozumiejąc tym samym trudną sytuację, w której znajduje się klub”.
Czy takie zespoły jak piłkarska Barcelona, Manchester United, czy Real Madryt za wszelką cenę nie zabiegają o to, aby w ich pierwszych drużynach grało jak najwięcej piłkarzy z miejscowych szkółek? Czy pochodzenie i zawodowa kariera wychowanków nie powinny przy pertraktacjach z ukochanym klubem im pomagać zamiast przeszkadzać? Czyż nie powinna stanowić ich atutu, a nie pięty achilessowej, w którą bez pardonu uderzają klubowe władze?
Czy profesjonalnym jest wymagać od zawodników godzących się na grę we własnym mieście, aby mieszkali we własnym mieszkaniu? Jeśli tego chcą, to oczywiście. Jeśli nie, zupełnie jak inni, powinni otrzymać od pracodawcy lokum. A czy sam fakt tego, że klub nie musi płacić za ich wychowanie innemu, nie powinien powodować, że oferta złożona w jego kierunku będzie atrakcyjniejsza od tej zaproponowanej graczowi podobnej klasy z zupełnie innego teamu czy miasta?
Kiedyś pisałem o tym, że my – Polacy – nie potrafimy docenić klasy naszych sportowych mistrzów. Teraz dochodzę jeszcze do wniosku, że jesteśmy krwiopijcami. Licząc na to, że koszykarz bardzo chce wrócić w rodzinne strony, przedstawiamy mu ofertę gorszą – a nuż się uda, a nuż tak bardzo zatęskni za swym dzieckiem i żoną, że zgodzi się grać za mniej, niż tak naprawdę jest wart…
W bardziej cywilizowanych sportowo krajach świata, wychowanków traktuje się lepiej, bardziej wyjątkowo. W Polsce – a przynajmniej we Wrocławiu – niestety nie. Przykre to.
Ale jak mówią – biznes to biznes.
Podobne Rzeczy:
- Reaktywacja koszykarskiego Śląska – trzeba wybrać!
Równocześnie zapowiada się, że powracający do ekstraklasy Śląsk będzie bił się o mistrzostwo Polski, a do tego będzie także starał... - Podzielony Wrocław
Tak jak Kraków rozdarty jest na fanów Wisły i Cracovii, Warszawa na Polonii i Legii, a Łódź ŁKS-u i Widzewa,... - Po gwieździe na zespół
Choć sezon zasadniczy dobiegł końca i wiadomo już, które zespoły będą biły się o medale, w dalszym ciągu nie zostały... - Zawodowcy zawodowcom nierówni
Może być pociąg seksualny, a może być i ten relacji Gdynia-Kartuzy. Wychodząc do pracy można założyć buta, choć można go...






Hanas i Stefański nie zgodzili się ponieważ bali się Wielkiego Pana S. który im zabronił. Nie rozumiem skąd ten jad i gorycz w stosunku do człowieka i klubu którzy chcą coś zrobić.Ale przecież to takie polskie zniszczyć coś i obsmarować zanim powstanie…
tym bardziej, że Stefański ma ważny kontrakt z Treflem, a Chanasowi zaproponowano ochłapy, bo… tak się po prostu robi z wychowankami:) i to jest przykre. A odnośnie obsmarowywania jakiekolwiek, proszę sobie najpierw przeczytać te dwie rzeczy, zanim się Pan następnym razem udzieli: 1. http://www.vigo-sport.pl/czlowiek-ktory-zreaktywowal-slask/
2. http://www.vigo-sport.pl/podzielony-wroclaw/
Lubię stosowanie pytań retorycznych. Widzę,że ktoś zaczął pisać. Ciekawe dlaczego?
Naszła go wena przy tym, jak cały wieczór musiał słuchać alternatywnej psychodelicznej muzyki nadchodzącej zza okna… koncert dla sępolniańskiego spędu… w przerwach między odświeżaniem poczty coś się skrobnęło:P
Tak, tak, panie shla lepiej ciągle grac w II lidze i liczyc nie wiadomo na co. No może GS wróci na białym koniu
Myślałam,że to może powód jakiejś osoby a tu jednak wpływ miała psychodeliczna muzyka zza okna. Odśwież jutro
Mam wrażenie, że nie tylko we Wrocławiu traktowanie wychowanków tak wygląda, prawdopodobnie w wielu, może w większości polskich klubów jest podobnie. Jednakże przywoływanie Barcelony jest akurat zupełnie nie na miejscu, klub ma przecież setki milionów zadłużenia ( w euro) – czy to jeden z kosztów hołubienia wychowanków z La Masia ?… A jednak w Hiszpanii nikt nie dąży do pogrążenia klubu, wszak to Duma Katalonii. Wniosek – chyba musimy najpierw dorosnąć do poważnego traktowania sportu, jako ważnego elementu tożsamości zarówno lokalnej jak i polskiej w ogóle, jak również ważnego elementu gospodarki. Może wtedy łatwiej będzie taki biznes prowadzić z sukcesami, mam tu na myśli nie tylko złote medale ale choćby wierne, szerokie grono sympatyków wspierających klub w różny sposób a także oddziaływanie klubu na wyobraźnię mieszkańców. Może wtedy mniej będzie zawiści i ludzi pragnących jedynie podkładać nogę. Atmosfera wokół reaktywacji koszykarskiego Śląska nie daje dobrego przykładu …
Chłopczyku!Przestań pisać te wypociny bo sam jesteś nikim i nic nie osiągnąłeś!To co piszesz to wszystko gówno prawda a jedynym co potrafisz to jątrzenie i obrażanie byłych kolegów.Byłych bo żadnych już nie masz.
I’m thinking about basketball and I read how very rich people pulling out the big clubs and I do not understand why Poland instead to celebrate the return of such a big club on the scene, use every opportunity to spit on people who invest their effort, money into something that is very important for the youth of Poland. Instead of all the help and contribute at least positive energy.