Już witali się Lechici z gąską. Ta jednak, po rozdziawieniu swej słodkiej paszczy, okazała się dwunożnym, gęgającym mutantem, który po wysunięciu przez Jose Bakero ręki na znak pokoju zafundował sobie darmową przekąskę. Szkoda, bo do historycznego awansu do 1/8 zabrakło niewiele. Tak naprawdę tylko (i aż) odwagi.
Jaj ze stali, to Kolejorz nie ma. W Polsce, od kiedy został mistrzem, regularne bęcki zgarnia co tydzień. Gnębiony jest niczym pierwszak na korytarzu – rzucają nim o ściany, plują, zabierają drugie śniadanie. Kafelki w toalecie każą mierzyć złamaną zapałką. A biedny, zimny ze strachu Lech główkę w dół spuszcza i posłusznie do powyższych czynności się zabiera. Nie przystoi to takiemu klubowi. No ale w końcu, jacy kibice, tacy piłkarze. Jeśli pan prezes kibicowskiej organizacji mistrzów Polski Wiara Lecha pozwala sobie na plucie w twarz kobiecie, to i piłkarze z Bułgarskiej, żeby nie posiusiać się w majtki przed wicemistrzem Portugalii, musieli założyć pampersy. Bo przecież Portugalczycy przegrali pierwszy mecz i teraz cisnąć nas będą…
Nie napiszę, że w pierwszym spotkaniu trzeba było po prostu wygrać wyżej, niż 1:0. To chyba oczywiste, skoro naszym pławiącym się na co dzień w śródziemnomorskim klimacie rywalom na ośnieżonym kartoflisku przyszło pewnie grać pierwszy raz w życiu. Lech nie wykorzystał szansy i na mocno zakrapianej imprezie, w wolnostojącym, 700 metrowym domu przyjaciela z dwunastoma zamykanymi na klucz sypialniami pijaniutkiej dziewiętnastki tuż przed okresem nie wyhaczył. A trzeba było, a nie później w brodę sobie pluć…
Sporting ewidentnie się samym przyjazdem do Polski przy minusowej temperaturze podłożył. A że w papę dostał jedyne z liścia, to po tygodniu się otrząsnął i jak na naszych ruszył, to przypomniał mi się Andrew Gołota… Nie, nie tańczący jive’a z przylizaną na lewo grzywką, a pędzący z kupą w gaciach do szatni po zobaczeniu na ringu Mike’a Tysona. Nawet Mariola za nim nie nadążyła.
Podobnie zaprezentował się w Bradze Lech. Na murawę przez włożone pod getry pieluchy biegał jak rasowy gej po cotygodniowej orgii z Murzynami, ani się nie obejrzał i zaaplikowano mu dwa naraz. Po ich wyciągnięciu, wiadomo było, że nic z tego już tego wieczora nie będzie. Pampersy puściły, naszych nie uchroniły. A że musieli je później w szatni ściągnąć, to i smród pozostał do chwili obecnej. A co, myśleli, że one ze stali?
Podobne Rzeczy:
- Szczęśliwa trzynastka, parszywa osiemdziesiąta szósta
To będzie bardzo subiektywny wpis. Pewnie nie spodoba się fanom z wielkopolskiego, założę się także, że – z zasady –... - Na trening pójdź, gola strzel, majtki włóż!
W Poznaniu przesadzili. Nie dość, że Lech kilka miesięcy temu przedłużył skandalicznie wysoki kontrakt z Manuelem Arboledą, to teraz jeszcze... - Borussia – szczęście czy przekleństwo?
Weekendowy pojedynek w stolicy Bawarii skłonił mnie ku przemyśleniom starym jak dąb Bartek. Czy lepiej być częścią zespołu kalibru mistrzowskiego,... - Czego boi się PZPN?
„Litar” stojący na czele Ogólnopolskiego Związku Stowarzyszenia Kibiców otrzymał od PZPN-u za oplucie rodziny na meczu reprezentacji grzywnę w wysokości...



